Opinie

Szkolenie dla rodziców dzieci w wieku 5-24m było dla mnie super ważne. Bardzo polecam Pani szkolenia osobom, z którymi rozmawiam o problemach ze snem. Nie wszystkie jednak, ku mojemu zaskoczeniu, chcą z tego wyjść… tkwią w tym zamiast coś zmienić – ich wybór. Od kiedy mój synek zasypia samodzielnie mój komfort życia się zmienił na lepsze, a muszę to powiedzieć: nie miałam wsparcia nawet w mężu… on się dopiero włączył w usypianie syna jak ten już ślicznie zasypiał sam. Ale przynajmniej mam satysfakcję, że to jest tylko i wyłącznie moja zasługa – a lekko i kolorowo nie bylo. Był pot, łzy i wiele chwil zwątpienia ale konsekwencja dala cudowny rezultat. Teraz synek czasem czeka ma mnie już w pokoju gotowy do naszego rytuału wieczornego, a gdy nie przychodzę chwilę to mnie woła zniecierpliwiony ;-) ma dobranoc dostaje buziaka i mowi mi sam „pa pa” – jest cudnie (oczywiscie pomijając czas przejsciowych regresów…). Z perspektywy czasu z uśmiechem wspominam swój strach/obawy przed rozpoczęciem nauki samodzielnego zasypiania i żałuję, że zaczęłam tak późno. Z drugim dzieckiem na pewno pójdzie już sprawnie. 

Pani Agnieszko, 

 
jestem po styczniowym szkoleniu dla maluchów 6-24m. Jakiś czas temu mignął mi na fb Pani post (którego teraz za nic w świecie nie mogę znaleźć), w którym pisała Pani o tym jak dużo radości i chęci do dalszej pracy dają maile od rodziców, których życie się zmieniło. 
 
Pogoda taka jakaś byle jaka, to może taki mail się przyda ;) Pół roku po szkoleniu błogosławie dzień, w którym trafiłam na informację o Dobranocce i przeboleć nie mogę, że tak ciężko mi było na tą informację trafić. 
Przed szkoleniem bywały dni kiedy mój (wtedy 8 miesięczny) synek spał 25 minut w ciągu dnia, albo takie gdzie były 4 drzemki a najdłuższa trwała 7 minut ;/ Do tego milion pobudek w nocy, mega maruda w ciągu dnia i tylko spacer był dla mnie chwilą wytchnienia. Po wprowadzeniu zmian wystarczył niecały miesiąc żeby dziedzic przespał swoją pierwszą w życiu noc (ja z emocji nie mogłam spać już od 4 rano :)) ), a niedługo po tym przespane noce stały się standardem :) (wiadomo, bywają wyjątki, ale to zupełnie nowa jakość) W dzień zazwyczaj muszę go budzić – kiedyś absolutnie nie do pomyślenia. Wcześniej byłam szczęśliwa jeśli w trakcie drzemki udało mi się coś zjeść i pójść do łazienki, teraz mam czas żeby szyć maluchowi ubranka :D Ale chyba najważniejsza zmiana to to, że teraz kiedy się budzi witam go z radością i uśmiechem (no chyba że jest 5 rano ;) ) i chcę z nim spędzać czas, wcześniej .. cóż bywały dni że najchętniej oddałabym go do żłobka z internatem ;)
 
Ale do brzegu, bo zrobiło się przydługo. W Pani poście pisała Pani o tym, że największa radość jest wtedy kiedy rodzice małego kiedyś nieśpiocha decydują się na drugie dziecko. Od zawsze chciałam mieć dwójkę dzieci i zawsze uważałam, że najlepiej żeby różnica wieku była jak najmniejsza. Po urodzeniu synka podejście mi się zmieniło i nie wyobrażałam sobie jak można ogarnąć dwa maluchy. Szacunek dla mojej mamy (różnica między mną a bratem 16 mcy) wzrósł o 100%. 
A kiedy mój synek zaczął wreszcie spać życie zrobiło się nagle jakieś takie poukładane i w sumie nie takie straszne, że stare plany można było odkurzyć :) W listopadzie dołączy do nas drugi maluch :) i nawet fakt, że będzie to drugi chłopak tak bardzo mnie nie przeraża, bo teraz wiem, że wszystko da się poukładać i wiem gdzie szukać pomocy :) Mówiąc wprost – to, ze jestem w drugiej ciąży zawdzięczam Pani :)) bez kontaktu z dobranocką nie było by to wykonalne ani psychicznie ani fizycznie :)) 
Dla mnie i dla całej reszty, dla której sen jest niezbędny żeby normalnie funkcjonować Pani praca jest wybawieniem i marzę o tym, żeby w szkołach rodzenia oprócz informacji o tym jak szalenie ważne jest karmienie piersią i możliwości korzystania z doradców laktacyjnych, zaczęło się mówić o potrzebie zdrowego i poukładanego snu oraz o tym, że są specjaliści, którzy mogą pomóc w tym zakresie :)
Już teraz zapowiadam się na szkolenie dla najmniejszych maluchów, najchętniej jeszcze przed tym jak mikrus pojawi się na świecie czyli październik/listopad :) 
 
Pozdrawiam bardzo serdecznie i dziękuję za wszystko :)
Ola
Dzień dobry, 
Pani Agnieszko chcieliśmy Pani serdecznie podziękować za to, że Pani jest i jest Pani naszym Aniołem :). Jesteśmy kolejnymi rodzicami, którzy będą dziękować i szerzyć (w sumie już szerzę wiedzę o śnie dziecka i polecam gorąco Pani warszaty). Szkolenie przeszliśmy w styczniu. Od lutego zaczęłam wprowadzać indywidualne wskazówki. Z uwagi na typ wrażliwca powoli, ale sukcesywnie. Kroczek po kroczku. Z uwagą na zmiany i obserwację dziecka. Powoli drzemki zaczęły sie poprawiać i sen nocny. W 9 m-cu odstawiliśmy smoczek, w 10 m-cu nocne karmienie (Natalka nie chciała zrezygnować z karmienia nocnego o 4-5). Nie odbyło się to oczywiście łatwo bo Natalka to typ wrażliwca i buntownika :), ale udało się. Od 08.05. wiem co to przespać noc. Pierwszy raz od jej narodzin. Dziękujemy jeszcze raz. Uratowała Pani moje macierzyństwo i małżeństwo. Jestem zadowoloną i pełni życia mamą. Mam siłę na zabawę i cieszenie się rozwojem mojego dziecka. Nie chciałam wierzyć, że dziecko może spać w wieku 4-5 m-cy 2-3 razy po 40 min. i wstawać w nocy kilka razy. Jako matka czułam, że coś jest nie tak. Drążyłam i drążyłam. Jestem wdzięczna, że znalazłam Panią i wiedzę, która została mi przekazana zostanie. Jeszcze raz dziękuję w imieniu naszej rodziny. 
Mama Ewelina i Natalka, tata oczywiście też. :)
Pozdrawiamy ciepło. 
 
Dzięki współpracy indywidualnej z Panią Agnieszką Piotrowską wróciliśmy do ” normalności”:) – wolnych wieczorów, przespanych nocy i paru godzin odpoczynku w ciągu dnia. Jeszcze przed urodzeniem córeczki zachęceni bardzo pozytywną opinią koleżanki na temat p. Agnieszki, wzięliśmy udział w szkoleniu internetowym dla dzieci 0-5 miesięcy. Wiedza zdobyta na kursie pozwoliła nam od samego początku wprowadzać zasady zdrowego snu. Bez niej popełnilibyśmy na pewno mnóstwo błędów, które ciężko byłoby „odkręcić”. Od zawsze wiedzieliśmy też, że chcielibyśmy, żeby nasza córka umiała sama zasypiać. Po 5 miesiącu jej sen uległ znacznemu pogorszeniu-zbyt mało spała w ciągu dnia i spowodowane tym przemęczenie bardzo utrudniało jej zasypianie na noc. Zwróciliśmy się o pomoc do Pani Agnieszki i pod jej okiem przeprowadziliśmy trening samozasypiania córki. Już w 2 dniu mała spała jak suseł:) z 30-minutowych drzemek zrobiły się 1-2-godzinne, w nocy budziła się tylko na 2 karmienia, a po tygodniu sama zrezygnowała z jednego z nich. Pani Agnieszka odpowiadała wyczerpująco na wszystkie nasze pytania i fantastycznie kierowała całym procesem. Oczywiście było trochę łez, ale spodziewaliśmy się dużo gorszej reakcji. Jeżeli macie Państwo problemy ze snem waszego dziecka, nie wahajcie się i zdecydujcie na współpracę z Panią Agnieszką. Uwierzcie, że bycie rodzicem małego dziecka nie musi równać się nieprzespanym nocom, brakiem czasu na zrobienie czegokolwiek w ciągu dnia i brakiem odpoczynku. To wszystko naprawdę można mieć!
 
Serdecznie pozdrawiamy i jeszcze raz dziękujemy za pomoc!!!!!
M.M. i E. 

 

Jutro mój syn kończy rok. Pamiętam noc poprzedzającą dzień jego narodzin. Spędziłam ją w szpitalu. Wiedziałam, że to ostatnia noc, gdy Michał jest jeszcze w brzuszku, bo kolejnego dnia miałam mieć wywołany poród. Bardzo dobrze mi się spało tej nocy. Potem na prawie 11 miesięcy rozstałam się ze spokojnym, niczym niezakłóconym snem. Gdy nasz syn miał około 10,5 miesiąca rozpoczęliśmy naukę samodzielnego zasypiania. Byliśmy bardzo zdeterminowani. Michaś chodził spać około 21.00-22.00. Kładliśmy go do jego łóżeczka w jego pokoju. Budził się bardzo często w nocy. Zwykle po pierwszym przebudzeniu trafiał do naszego łóżka. Jadł w nocy 4 lub 5 razy. Przystawienie go do piersi było najprostszym sposobem, by ponownie zasnął. Poza tym spał ze smoczkiem i gdy go gubił, budził się i płakał. Położenie synka spać wieczorem poprzedzone było czasem nawet kilkugodzinnym zmaganiem – kołysaliśmy go siedząc na piłce gimnastycznej. Wyrywał się, prężył, płakał. Drzemki nie odbywały się o stałych porach. Nie wiedziałam, o której powinnam go położyć, obserwowałam go i na tej podstawie podejmowałam decyzję, czy go położyć. Wielokrotnie wahałam się, podejmowałam kilka prób położenia go spać, on płakał. Codziennie spał dwa razy w dzień, ale o bardzo nieregularnych porach. Decyzję o nauce zasypiania podjęliśmy przede wszystkim z uwagi na mój rychły powrót do pracy. Nie wyobrażałam sobie pójść do pracy i funkcjonować tam dobrze po takich nocach. Wiedziałam też, jak bardzo ważny jest sen dla malutkiego dziecka i że Michał ma go stanowczo za mało. Dziś nasz syn przesypia całe noce bez smoczka. Mniej więcej po tygodniu od rozpoczęcia nauki zasypiania po raz pierwszy przespał całą noc. Michał jest kładziony na drzemki o określonych porach, w zgodzie z jego rytmem okołodobowym. Każda trwa zwykle około 50 min, czasem dłużej. Daje mi to ogromne poczucie komfortu i uporządkowania, bo żyłam w ciągłym chaosie i niepewności. Spać idzie najpóźniej o 20.00. Karmię go śpiącego o 22.30 i tak śpi najkrócej do 5.00. Dzisiaj mija ponad miesiąc od rozpoczęcia nauki zasypiania.  Nie chcę nawet myśleć, jakie byłoby nasze codzienne życie, gdybyśmy nie skorzystali z pomocy Pani Agnieszki. Jak zresztą sama stwierdziła, człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do dobrego. My już się przyzwyczailiśmy. Wieczorem mamy czas dla siebie, możemy zrobić wszystko w domu. Michał stał się bardziej przewidywalny, dzięki czemu jesteśmy w stanie coś zaplanować.  Szkoda, że tak późno dowiedzieliśmy się o DobraNocce.

Mama Michała (wyspana)

 

Hela to nasze drugie dziecko. Przy pierwszym korzystalismy juz z pomocy DobraNocki, wiec w zasadzie wszystko juz wiedzielismy i nie przewidywalismy jakichkolwiek problemow przy corce. Hela zaskoczyla nas jednak, bo okazalo sie, ze jest jeszcze trudniejsza od Adasia (!), a my, jakos tak zupelnie niechcacy, znalezlismy sie w najgorszej sytuacji z mozliwych: 8-miesieczny bobas spal w naszym lozku, budzil sie czasem i co 20 minut, chcac spac z piersia w paszczy (albo wcale). Usypianie – maraton bujania i karmienia, ktory trwal ok godziny – doprowadzalo mnie do placzu. Do tego nalezy doliczyc dwudziestominutowe drzemki (2-3 w ciagu dnia) i opieke nad 3-latkiem. Naprawde bylo nieciekawie.

Pani Agnieszka, jak zwykle, wsparla, wirtualnie przytulila i kazala zakasac rekawy. Nie bylo latwo, nadal zreszta nie jest, ale:

– Hela spi w swoim pokoju i w swoim lozku!

– zasypia zupelnie sama, przy niewielkiej ilosci narzekania;

– drzemki wydluzyly sie do 2×1,5-2h!

– nocne pobudki zredukowalismy do dwoch.

 Widzimy swiatelko w tunelu (glownie dlatego, ze nie planujemy wiecej potomstwa;-).

A tak juz zupelnie powaznie – polecamy wszystkim Pania Agnieszke. Bo to nie chodzi o „wytrenowanie dziecka” czy o „kaprys rozpuszczonej mamuski”. Chodzi o uratowanie wyczerpanych rodzicow, zeby mogli w spokoju cieszyc sie rodzicielstwem.

———————

Jeszcze raz dziekujemy za wszystko i pozdrawiamy serdecznie!

Kasia, Jandro, Adas i Hela

 

 

 

Cieszę się, że robi Pani takie szkolenia – on line, grupowo i konkretnie o dzieciach w wybranych grupach wiekowych.

Przy pierwszym dziecku rodzice często eksperymentują – muszą działać „na czuja”, bo brakuje im kompetencji. Wokół każdy wychowuje dzieci po swojemu i ma inne podejście do ich snu. Gdy nie znamy nikogo, kto pokonał podobne problemy i mógłby nas wesprzeć, czujemy się bezradni. My się tak czuliśmy. Tę sytuację zmieniły Dobranockowe szkolenia i grupa na Facebooku.

Omawiane przez Panią zagadnienia są wpasowane w aktualne problemy, z jakimi na codzień się spotykamy. Okazało się, że nasze trudności nie są wyjątkowe, a co najważniejsze, jest na nie sposób. Już sama wiedza teoretyczna o fizjologicznych potrzebach dzieci w tym wieku rozwiała wiele naszych wątpliwości. Realne sytuacje, które Pani opisuje są cenniejsze niż godziny spędzone na forach parentingowych. Sesja pytań i odpowiedzi (na każde z nich!) to okazja do wyjaśnienia niejasności. Na koniec dostaliśmy jeszcze indywidualną analizę naszego przypadku oraz solidną garść wskazówek.

Wszystko to sprawia, że tajemna dotąd wiedza, staje się dostępna na wyciągnięcie ręki – niczym instrukcja obsługi snu dziecka w pigułce. Oczywiście każde dziecko jest inne, jednak Pani wiedza rozjaśniła nam drogę do spokojnego snu całej rodziny. My czujemy się bardziej kompetentni w roli rodziców, co wpływa na poczucie bezpieczeństwa naszego dziecka. Powoli w dal odchodzą codzienne bitwy o sen, drzemki stają się czasem leniwego relaksu, a wieczory harmonijnego rytuału rodzinnego

P. Ania, mama Jeremiego (27 mcy), uczestniczka szkolenia internetowego „Ja nie chcę spać!”

 

 

Sen dziecka to zaraz po jedzeniu, jeden z najczęściej poruszanych tematów wśród rodziców. Budzi on wiele emocji pozytywnych jak i tych negatywnych, a ilość niekończących się rad zwiększa się z każdym, kolejnym urodzonym dzieckiem. Naprawdę szczęściarzami są Ci, których dzieci śpią bezproblemowo, niestety grupa złożona z takich rodziców jest w mniejszości. Na długi, a co najważniejsze regenerujący sen dziecka, mają wpływ nie tylko genetyczne uwarunkowania, ale środowisko, a przede wszystkim rodzice, którzy są odpowiedzialni za kształtowanie zdrowych nawyków związanych ze snem. Według mojej opinii zbyt mało mówi się o łagodnych technikach nauki zasypiania. Praktycznie nie mówi się o nich wcale. Rodzice stawiani są przed wyborem całkowitego podporządkowania się dziecku lub uczenia go „w męczarniach kortyzolu” i samotności- samodzielnego zasypiania. Jako matka i psycholog strasznie nad tym ubolewam. Nie daje się szansy pokazać rodzicom, że można inaczej, nie zawsze łatwiej, ale na pewno łagodniej. Bo sen w życiu dziecka i jego rodziców odgrywa znaczącą role w utrzymaniu zdrowia oraz dobrostanu.

Jak wcześniej wspomniałam o śnie rozmawia się często i dużo- szczególnie, kiedy rodzi problemy. Niestety mniej mówi się o śnie rodziców, tych, których dzieci mają problemy ze snem. Bo przecież aby dzieci mogły spać, ktoś musi poświęcić swój sen. Normą stają się pobudki co dwie godziny, wstawanie przez kilka lat by nakarmić, podać wodę, pobujać, przytulić. Tak funkcjonować się nie da. Po czasie zawsze przyjdzie rachunek do zapłaty- jeden z najwyższych w życiu… Rodzice tak bardzo boją się o ilość kortyzolu we krwi swych dzieci, zapominając o tym, że ten problem dotyczy głownie ich samych. Niewyspanie rodzi stres, stres przyczynia się do osłabienia odporności, rozdrażnienia, zmian w poczuciu łaknienia (obżerania się lub ograniczenia przyjmowania pokarmów), agresji, opóźnienia reakcji, pogorszenia stanu włosów, skóry i paznokci. Jeżeli taki stan utrzymuje się wystarczająco długo może dojść do wyczerpania organizmu, a następnie choroby związanej z długotrwałym działaniem stresu oraz brakiem odprężenia ciała i umysłu.  Do tego mogą dojść symptomy związane z nieradzeniem sobie z emocjami, ucieczka w używki jak alkohol czy nikotyna. Wszystko to, o czym piszę może przełożyć się na jakość życia rodziny, na relacje między partnerami, również na relacje między matką, ojcem a dzieckiem.

Drodzy rodzice, pomyślcie czasem i o sobie. Sen dziecka, jest niezwykle ważny dla maluszka- to oczywiste, ale także i dla Was. Pomyślcie, co może się stać kiedy z niewyspania spowodujecie wypadek na drodze, w pracy czy w domu… Co może się stać kiedy każde rozdrażnienie zaczniecie wyładowywać na sobie- na waszym partnerze? Kiedy wasze Ciało i Umysł nie będą mogły się zregenerować, nie przez tydzień czy dwa, lecz przez miesiące lub lata. Nauka samodzielnego zasypiania nie powinna być przedstawiana tylko i wyłącznie jako rozwiązanie problemów ze snem niemowlaków i małych dzieci. Jest to kompleksowy proces, który obejmuje całą rodzinę, który przynosi korzyści każdemu jej członkowi. Pamiętajcie proszę o tym, że zadowoleni, kochający się rodzice, to także zadowolone i kochane dzieci. Z całego serca zachęcam Was do podjęcia współpracy z Panią Agnieszką Piotrowską i jej zespołem, jest to nie tylko najlepsza inwestycja w spokojny, regenerujący sen Waszego dziecka, ale i w zdrowie i spokój całej Waszej rodziny.

 Literatura warta uwagi:

* „Dlaczego zebry nie mają wrzodów?”-  A. Sapolski, Wydawnictwo Naukowe PWN

*„Psychologiczne portrety człowieka- szanse i zagrożenia rozwoju”- Anna I. Brzezińska, Karolina Appelt, Szymon Hejmanowski, Sławomir Jabłoński, Błażej Smykowski, Julita Wojciechowska, Beata Ziółkowska, Cykl artykułów opublikowanych w latach 2003-2004 w miesięczniku Remedium

* „Psychologiczne portrety człowieka. Praktyczna psychologia rozwojowa”- Anna Izabela Brzezińska, wydawnictwo GWP

* „Koncepcje psychologiczne człowieka”- Józef Kozielecki, Wydawnictwo Akademickie „żak”

 

 

 

 

Dobry Wieczór Pani Edyto,

trochę Nam to zajęło, ale finalnie zmobilizowaliśmy się do napisania kilku słów, jak wygląda „Życie po nauce samodzielnego zasypiania”:)

Minęły już dwa miesiące odkąd zakończyliśmy wspólne nauczanie Zosi i Natalii samodzielnego zasypiania. Od tego czasu zdążyliśmy już być nad morzem, u Pradziadków, przeżyć Święta i wszędzie stosowaliśmy się do wypracowanego systemu zasypiania. I muszę napisać, że cały czas się zastanawiamy, jak my funkcjonowaliśmy przed programem? Jeszcze 3 miesiące temu jak myśleliśmy o wyjeździe nad morze, to zastanawialiśmy się czy „nie zostawić tam Dziewczyn:)” a po programie nie dość że całkiem nieźle zniosły podróż(5 godzin w aucie) to jeszcze mogliśmy się delektować pobytem nad morzem, a nie zastanawiać się jak przeżyć kolejny dzień. Pierwsze noce kiedy Dziewczyny przesypiały całą noc(pobudki na mleko nie liczymy) razem z Żoną zastanawialiśmy się co my teraz mamy zrobić z tymi wolnymi chwilami:)

Może teraz w skrócie napiszę jak jest teraz: Dziewczynki idą spać ok. godziny 19.10-19.15 – zasypiają po około 20 minutach(bez większych krzyków, takie tam lekkie marudzenie, układanie się do snu). Śpią do 7-7.20. Przez przypadek wyeliminowaliśmy nocne mleko –  budzik nam nie zadzwonił i przespały całą noc:) przez kolejny tydzień obserwowaliśmy, a że się nie budziły – nocnego karmienia brak:) Ok. 7.30 – 8.00 śniadanie, potem zabawa i ok. 9.10-9.30 Dziewczyny udają się na drzemkę nr 1. Przeważnie o 9.15 są kładzione o 9.30 śpią. Sen trwa 1.10h, potem drugie śniadanie aktywność ok. 13.30 obiadek i ok. 13.50 są kładzione. Zasypiają po ok. 15 minutach i śpią 1-1,5h potem deserek aktywność(w międzyczasie ja zdążę wrócić z pracy) o 18.15 kolacja, 18.40-18.50 kąpiel i zasypianie.

I teraz ta wisienka na torcie:) Natalia okazuje się być wielkim śpiochem. Przeważnie przy pobudkach marudzi i długo się dobudza – ewidentnie po Mamusi:) Natomiast Zosia to Tatuś:) budzi się i praktycznie od razu wstaje – podobnie jak Tata oczy jeszcze zamglone, ale już wesoła. Mamy dwójkę cudownych uradowanych i wyspanych Dzieci, a my – rodzice również mamy dużo więcej energii i cierpliwości dla nich – i dla nas samych:) A nasi Rodzice są z nas dumni, że tak nauczyliśmy Dziewczynki spać:)

Nie wiemy gdzie byśmy byli bez programu, ale wiemy, że po nim nasze życie nabrało kolorów i tętni radością.

Jeszcze Raz dziękujemy za cierpliwość, poświęcony czas i cenne rady. Bez Pani pomocy nie dalibyśmy rady.

Dziękujemy!!!

Magda, Janusz, Zosia i Natalia

P.S. Przez to, że Dziewczyny w nocy śpią, miewamy czasem pomysł – a może trzecie Dziecko:)

 

 

Szanowni rodzice,

Droga Pani Agnieszko, 

nasz synek do 16 miesiąca życia, czyli do momentu kiedy rozpoczęliśmy naukę samodzielnego zasypiania może z 10 razy (!) przespał noc. Oboje jesteśmy rodzicami czynnymi zawodowo oraz niestety mieszkamy w znacznej odległości od domów i pomocnych rak naszych krewnych, wiec chyba nie musimy wyjaśniać jak pobudki w nocy rzutowały na nasze codzienne życie. Staraliśmy się na zmianę spać z synkiem, tak aby każdy z nas co druga noc mógł zatankować trochę energii. Najlepsza opcją było położenie się spać razem z dzieckiem wiec już około godz. 20:00.

Synek z natury to bardzo pogodne i aktywne dziecko zasypiał tylko ze smoczkiem oraz trzymany za rączkę lub głaskany. Ogólnie obecność jednego z rodziców przy jego łóżeczku była standardem w momencie zasypiania, które trwało od 40 min do 2 godzin….

Dodam tylko ze karmienie piersią zakończyliśmy w 11 miesiącu. Synek nigdy nie był przywiązany do jakiejkolwiek zabawki, kocyka itp.

Nocne pobudki w ostatnim roku wahały się w ilościach od co 40 min do trzech. Przy czym zawsze około 2-4 w nocy następowało przygarniecie dziecka do lóżka rodzica a w miedzy czasie innym sposobem na ponowne zaśniecie było podanie smoczka, który  dzięki wskazówkom Pani Agnieszki udało nam się miedzy innymi wyeliminować. Od piątej nocy w trakcie wdrażania programu synek zaczął przesypiać noce w swoim lozeczku i to do 19:00 do 6:00 rano. Ułożony do drzemki o 12:00 przesypia dwie godziny, to samo w przedszkolu do którego uczęszcza od kiedy skończył roczek. Cel zrealizowany w 100 %.

Na dzień dzisiejszy zdarzają się oczywiście raz na jakiś czas noce gdzie musimy zainterweniować (głownie było to przy skokach rozwojowych w 17 miesiącu), jednak te gorsze noce teraz wyglądają tak ja te najlepsze przed nauka samodzielnego zasypiania :)

Rok 2017 zaczął się dla nas bardzo optymistycznie. Było warto! Dziękujemy Pani Agnieszko!!!

Monika/Jonathan/Henri

 

 

Przygoda z Dobra Nocką zaczęła się gdy Antoś skończył 7 miesięcy. Gdyby ktoś zapytał co było wcześniej to pewnie niechętnie bym o tym opowiadała ponieważ tych 7 miesięcy zarówno ja jak i mąż wolelibyśmy nie pamiętać. Tak tak, człowiek tak szybko przyzwyczaja się do dobrego,że z czasem po prostu wypiera ze świadomości traumatyczne doświadczenia. Nasze dziecko nigdy nie było mistrzem spania ani zasypiania a ponieważ od pierwszych tygodni życia cierpiało na kolki (najpierw niemowlęce potem pokarmowe) bardzo ciężko było sprawić,żeby w ogóle zasnęło. O przesypianiu nocy również nie było mowy. Szczytem naszych marzeń było by Antoś,już jako 4-5 miesięczne niemowlę przespał ciągiem choćby 2h. Choćby 2h bez płaczu, bez ciągłego wybudzania się, bez kołysania i utulania przez następne 2h. Szukając pomocy odwiedziliśmy w zasadzie wszystkich możliwych specjalistów od alergologa po neurologa i chirurga dziecięcego włącznie. Wszyscy rozkładając ręce twierdzili,że nie potrafią nam pomóc i nikt nie zna przyczyny dlaczego nasze dziecko nie śpi a nie spało wtedy ani w dzień ani w nocy. Było przemęczone, rozdrażnione, miało kłopoty z jedzeniem i ciągle popłakiwało. Jedyny wniosek z tamtego okresu jaki mi się nasuwa to,że syty głodnego nie zrozumie. Nie sądzę by ktoś zrozumiał rozpacz rodziców szukających pomocy wszędzie i zachodzących w głowę dlaczego dziecko tak bardzo się męczy a oni razem z nim. Złote rady oraz bagatelizowanie naszego problemu ,że „w końcu z tego wyrośnie’ lub „to normalne, że małe dzieci nie śpią i że budzą się w nocy” już wychodziły nam uszami. Przestałam mieć ochotę na ciągłe tłumaczenie,że co innego czuwanie w nocy nad chorym czy ząbkującym dzieckiem, co innego karmienie co 3h noworodka a zupełnie co innego gdy ani my ani on nie śpimy kompletnie przez tyle miesięcy. Miałam wrażenie jakby sen był traktowany jako nasz zbędny luksus a nie biologiczna potrzeba bez której nie da się żyć. Gdy sytuacja sięgnęła dna a Antoś zaczął wybudzać się w nocy co 20-30minut postanowiliśmy poszukać pomocy kogoś kto nas zrozumie i profesjonalnie poradzi jak wyjść z tej sytuacji. Tak trafiliśmy na Dobra Nockę. Gdy pisałam maila byłam pewna,że jeśli ona nam nie pomoże to już nikt. Odezwała się cudowna Pani Edyta- nasza Dobra Nocka. Pani Edyta,która ma tak uspokajający i pozytywnie wpływający na wszystkich głos,że można z nią rozmawiać godzinami. To ona wytłumaczyła nam dlaczego nasze dziecko nie śpi,skąd bierze się płacz i pomogła nam pozbyć się wszelkich wspomagaczy, które tylko pozornie miały pomagać Antosiowi w spaniu a w rzeczywistości tylko przeszkadzały. Pierwszej nocy przed zaśnięciem Antoś płakał 20minut. Kolejnej nocy już nie płakał wcale podczas zasypiania. I tej drugiej nocy nasze dziecko przespało 12 godzin z jedną krótką pobudką na karmienie! Pamiętam jak rano popłakałam się z radości widząc w łóżeczku nasze maksymalnie zadowolone dziecko z ogromnym uśmiechem na buzi. Nie nie, to nie cud! To ciężka praca nasza i jego przede wszystkim oraz wsparcie i mądre,profesjonalne rady Pani Edyty, która o różnych dziwnych porach odbierała telefon i mówiła jak reagować i co robić. Pamiętam gdy po raz pierwszy mąż przeczytał Plan Nauki Zasypiania i powiedział mi „To się musi udać,nie ma innej możliwości już” a potem wszyscy (Antoś też!) zaczęliśmy się śmiać jakby to było niemożliwe do zrobienia. Tak,wtedy to się nam wydawało totalnie nierealne. Jak to będzie zasypiał sam?! Bez kołysania,śpiewania,lulania,noszenia, bez karmienia,szumu suszarki, cumla i stawania na głowie by przespał choć 20minut?! Tak proszę Państwa:) Antoś zasypia samodzielnie! Po wieczornej kąpieli, rytuale na dobranoc odkładamy go do łóżeczka,gasimy światełko,Antoś dostaje buziaka po czym wychodzimy z pokoju a on (w zależności od dnia,ilości wrażeń oraz tego w jakiej akurat jest formie i czy nie przebija się kolejny ząbek;) zasypia:) Najczęściej w ciągu zaledwie kilku minut,w zupełnej ciszy i spokoju. I tak, przesypiamy noce! Antoś potrafi spać nawet 12 godzin! Co prawda podobnie jak większość dzieci budzi się czasem (jeden raz na jedzonko) a poza tym to o większości pobudek pewnie byśmy nawet nie wiedzieli gdybyśmy mieli oddzielne pokoje bo nasz maluch świetnie radzi sobie sam i zasypia ponownie bez płaczu i jakiegokolwiek marudzenia. Nocne marudzenie czy płacz towarzyszy nam teraz jedynie w sytuacji gdy dopada go choroba,coś go boli lub ma gorączkę. Ale są to sytuacje rzadkie, normalne u dzieci i wymagają szczególnej opieki natomiast Antoś już nigdy nie budzi się bez powodu:) Drzemki w ciągu dnia nie zawsze wychodzą bo nie zawsze potrzebuje spać długo,jesteśmy dodatkowo w takim momencie pomiędzy 2-3 drzemkami i one różnie się układają. Kluczowe natomiast jest to,że Antoś się wysypia i regeneruje. Jeśli potrzebuje spać w dzień 1,5h to śpi, innym razem budzi się po 50 minutach i też jest ok. Jest teraz uśmiechnięty, szczęśliwy i zmienił się nie do poznania. Pięknie sam się bawi, nie płacze, bardzo rozwinął się w swoich umiejętnościach i to wszystko dlatego, że nareszcie zaczął się wysypiać.Wszyscy odzyskaliśmy chęć i siły do życia:) Dziękujemy Dobra Nocko! Za to, że jak nikt rozumiałaś,że wyspani rodzice i wyspane dziecko to szczęśliwa rodzina:) Polecam wszystkim Panią Edytę, bo gdy trzeba to pocieszy,powie co robić a gdy sytuacja tego wymaga potrafi być stanowcza i przywrócić do pionu. Drodzy rodzice, czas wdrażania planu to nie jest najprzyjemniejszy ani lekki czas ale warto się starać, warto być konsekwentnym bo są efekty. Czasem trzeba na nie dłużej poczekać ale są! Współpraca z Dobra Nocką uświadomiła nam jak ważny i potrzebny jest sen. Cudowny lek na choroby,klucz do dobrego samopoczucia, prawidłowego rozwoju i uśmiechu dziecka. Zdrowy sen dziecka to najlepszy kapitał w jaki można inwestować! Zaskakujące jak różne ludzie mają podejścia do snu swoich dzieci. Wiele dorosłych osób, które na co dzień zasypiają we względnej ciszy i spokoju (noc przecież naturalnie sprzyja spaniu, jest ciemno, cicho itd) nie potrafi zrozumieć,że małe dziecko to też człowiek, który nie potrafi dobrze spać przy odgłosach telewizora, szczekania psa czy głośnej rozmowie dorosłych. To Pani Edyta uświadomiła nam jak ważne jest stworzenie dziecku odpowiednich warunków do spania bo trzeba pamiętać,że nie wszystkie dzieci dosłownie „płyną” ze snem,niektórym trzeba w tym mniej lub bardziej pomóc:)

Pozdrawiamy,

Antoś z rodzicami!

 

 

Nasz Śpioszek :-) 

Będąc w ciąży czytałam fragmenty książki Tracy Hog „Język niemowląt”. Autorka opisuje tam sytuacje młodych mam mających problemy z niemowlakami. Wtedy jeszcze trudno mi było uwierzyć, że można mieć takie problemy z maluchami i że może to się przytrafić również mnie. Książka została odłożona w kąt.

Oskar już w szpitalu spał mało i zasypiał tylko przy piersi. Gdy miał trzy miesiące wzięłam go do swojego łóżka, nieprzespane noce sprawiły, że nie miałam siły w kółko wyciągać go z łóżeczka.

Synek od początku wydawał nam się jakby ciągle był zestresowany, często miał napięte całe ciało, był niespokojny, nadpobudliwy, przy piersi nie wytrzymywał dłużej niż 5 minut, nic nie było w stanie go zrelaksować – bujanie, smoczek, karmienie piersią, biały szum – uspokajało go tylko na chwilę. Wizyty u lekarzy, terapia czaszkowo- krzyżowa, masaże, viburcol, leki przeciwbólowe, krople na kolkę, ograniczanie bodźców zewnętrznych  – nie przynosiły rezultatów. Dodatkowo zaczął wybudzać się w nocy co godzinę, półtorej. Byłam wykończona i zdesperowana, nie potrafiłam cieszyć się z macierzyństwa, każda, nawet najprostsza czynność była dla mnie wyzwaniem. Ból głowy był tak silny, że miałam zaburzenia widzenia. Raz zdarzyło się, że Oskar nie przespał dziesięć godzin pod rząd, a kiedy w końcu zasnął, i tak budził się co chwilę. I te „dobre rady” –„ jak się zmęczy to zaśnie, a może on po prostu tak ma,  pierwsze trzy miesiące są najgorsze, pierwsze pół roku jest ciężkie, przez pierwszy rok dziecko źle sypia..” Czułam że nikt mnie nie rozumie. Przypomniałam sobie wtedy czytaną w ciąży książkę i pomyślałam jak to dobrze byłoby mieć kogoś takiego jak autorka książki, kogoś kto nie tylko wysłucha, kogoś kto podpowie co robić! Skoro ja tak źle się czuję, to jak musi czuć się moje dziecko! Przecież każdy potrzebuje snu. Miałam okropne myśli, martwiłam się o zdrowie mojego dziecka.

Śledząc bez celu kolejne forum internetowe na temat dzieci, które mają problemy ze snem, gdzieś tam na szarym końcu znalazłam wpis – „a słyszał ktoś o Pani Dobranocce?” – nie było na ten temat żadnych odpowiedzi.  Wpisałam w wyszukiwarkę internetową i tak właśnie znalazłam stronę Pani Agnieszki. Początkowo nieufnie przeczytałam wszystko kilka razy, nie chciało mi się wierzyć, że jest ktoś, kto zajmuje się problemami snu dzieci. Postanowiłam skontaktować się z Panią Agnieszką przez mail-a. Umówiliśmy się na rozmowę wstępną. Pani Agnieszka od razu zaznaczyła,że cały ten proces nie będzie łatwy i wymaga od nas ogromnego zaangażowania. Stwierdziłam, że już gorzej być nie może i zdecydowałam się na Plan Indywidualny.

Nie było łatwo, pierwszej nocy mój synek obudził się około 15 razy, drugiej- pięć, a trzeciej już tylko dwa razy. Po około tygodniu moje dziecko przespało całą noc- pierwszy raz od 9 miesięcy! To było niesamowite. Potem było już coraz lepiej, pamiętam jak raz, podczas nauki, kładąc Oskara na drzemkę, odłożyłam go do łóżeczka, a on leżał, patrzał sobie w sufit, aż zasnął, spokojnie, zupełnie sam.

Nasz synek okazał się śpiochem,  obecnie sen nocny to 12 godzin nieprzerywanego snu, a drzemki w sumie  minimum 2 godziny. Teraz widzę jak bardzo ten sen był mu potrzebny. Gdy spanie się ustabilizowało, Oskar zaczął lepiej jeść, karmienie piersią czasem trwa nawet 40 minut, Oskar pije sobie powoli, patrzy mi w oczy, głaszcze mnie po twarzy,  mój synek jest spokojny i na pewno nie jest nadpobudliwy, znikło napięcie ciała, potrafi leżeć sobie w jednym miejscu przez dłuższy czas i bawić się sam. Jestem pewna, że to wszystko dzięki temu, że się wysypia. Nasze życie się zmieniło, mam to, co chciałam – wyspane, pogodne dziecko, utrzymanie laktacji mimo nocnych przerw, przespane noce. Nawet w myślach nie chcę wracać do tego co było zanim skontaktowałam się z Panią Agnieszką. To było najlepsze co mogłam zrobić dla naszej rodziny. Żałuję tylko że tak późno, uniknęlibyśmy wielu niepotrzebnych stresów.

Pani Agnieszka była dla mnie niezastąpionym wsparciem, pozytywnie nastawiona, odpowiadała na wszystkie moje pytania, a miałam ich naprawdę sporo. Zawsze służyła radą analizując krok po kroku nasze postępy.

Serdecznie polecam i zachęcam – nie czekajcie. Te osiem miesięcy nocnych pobudek odbiło się znacząco na moim zdrowiu. Teraz wiem, że mogłam tego uniknąć.

Mama Oskara

 

 

 

 

Jestem mamą 22 miesięcznych bliźniaków (wcześniaków) i 4 letniej córeczki. Mając taką trójkę w domu ciężko o chwilę spokoju, niestety spokój ten został również mocno zakłócony w nocy. Bliźniaki spały bardzo nieregularnie, szczególnie po ukończeniu 7 miesiąca życia. Budziły się kilka razy w nocy i to na zmianę. Jak jedno zasnęło to drugie się obudziło, ciężko było czasem przespać nieprzerwanym snem 2-3 godziny. Cały czas łudziliśmy się, że jak dzieci będą większe to zaczną spać lepiej. Wszyscy mówili, że tak to już jest z bliźniakami, niektórzy twierdzili, że śpią źle bo są wcześniakami. Niestety z każdym kolejnym miesiącem problem nie znikał, a my byliśmy już coraz bardziej wyczerpani. Mój mąż pomimo nieprzespanych nocy musiał codziennie chodzić do pracy, ciężko mu było skupić myśli i normalnie pracować, był cały czas zmęczony. Ja również ledwie funkcjonowałam, zmęczona, niewyspana, rozdrażniona. Wydawało nam się cały czas, że kiedyś to minie, że damy radę i dawaliśmy radę dopóki nam nie zaczęły się poważne problemy ze zdrowiem. Zaburzenia psychiczne, zaburzenia snu, spadek odporności itd. po każdej wizycie u lekarza diagnoza była jedna: brak snu. Musieliśmy nasze organizmy od nowa nauczyć zasypiania bo były już całkiem rozregulowane.

Zaczęłam szukać pomocy, najpierw lekarze, psychologowie, ale wszyscy kazali czekać, nie umieli nam pomóc. Zaczęłam szukać w internecie i tak natrafiłam na DobraNocke. Czułam, że to jest to, że jak Pani Agnieszka nam nie pomoże, to już chyba nikt nie pomoże. Znajomi i rodzina raczej sceptycznie podchodzili do mojego pomysłu nawiązania współpracy z Panią Agnieszką. Dzisiaj wiem, że to była najlepsza decyzja. Dzieci już praktycznie 2 noc przespały same, przygotowałam się na ciężkie 2 tygodnie, a tu niespodzianka – aż trudno uwierzyć, że tak łatwo poszło. Jeżeli ktoś się waha, to ja bardzo zachęcam do podjęcia współpracy z DobraNocką. Dzisiaj bardzo żałuję, że tak późno się zdecydowałam, im wcześniej problem zostanie rozwiązany tym lepiej dla całej rodziny. My czujemy się jak nowo narodzeni, znów wrócił uśmiech i chęć do życia!

 

 

Dzień dobry Pani Edyto,

to już prawie półtora miesiąca odkąd zaczęliśmy wdrażać plan, i to już prawie półtora miesiąca odkąd śpimy! Zniknęły nawet wybudzenia w nocy, chociaż że były dosłownie minutowe. Codziennie kiedy odkładam Bartka do łóżeczka nie mogę się nadziwić jak to dziecko, które jeszcze tak niedawno robiło awanturę o każde zasypianie, spokojnie zasypia razem z misiem w swoim łóżeczku.

Bardzo cieszę się z naszej współpracy i korzyści jakie nam ona przyniosła, życie stało się o niebo łatwiejsze, Bartek zasypia szczęśliwy i budzi się szczęśliwy a my zyskaliśmy wolne wieczory i spokojny sen! W końcu można przeczytać książkę, obejrzeć film albo iść spać o 21.00.

Pamiętam, że tak jak cały plan przyjęłam z pokorą i wiedziałam, że musi się udać, tak największe obawy miałam co do kładzenia Bartka spać najpóźniej o 20 bo zazwyczaj o godz 20.30 to on jeszcze żywo biegał po całym domu i każda próba uśpienia go o tej godzinie kończyła się kłótnią całej rodziny. A tu proszę! Bartek o 20 to już twardo śpi! Jest tak jak Pani mi kiedyś mówiła – Bartek od rana ma trochę dłuższy czas aktywności a na wieczór krótszy. Dodam jeszcze, że słowa klucze są magiczne!

Naprawdę jestem szczęśliwa, że znalazłam Dobranockę i nie dołączyłam do grona rodziców, którzy wierzą w bajki, że wyspać się będą mogli dopiero kiedy dziecko pójdzie do szkoły :D wspaniale jest mówić ludziom o tym, że dziecko śpi w nocy i my też a wyspany rodzic to dobry rodzic!

Bardzo bardzo dziękuję za poukładanie nam życia, spokojny sen naszej rodziny, całą wiedzę jaką dostałam, i za to, że wiem gdzie szukać pomocy (a szukałam długo i już prawie zwątpiłam w jej istnienie)!!!

 Myślę, że skoro zrobiliśmy taki krok milowy ze snem to teraz pora na dietę Bartka :)

 

Nasza historia zaczęła się dwa lata temu, gdy wówczas sześciomiesięczny syn dawał nam mocno popalić – w temacie związanym ze snem zarówno nocnym, jak i drzewkami. Po współpracy z DobraNocka wszystko wyszło na prosta :) będąc jeszcze w ciąży, z drugim dzieckiem, w czerwcu zdecydowałam sie na udział w szkoleniu dla rodziców dzieci 0-5mcy.  Dzieki  zdobytej na szkoleniu wiedzy,  po przyjściu na świat córeczki nie zaczęliśmy popełniać tych błędów, które doprowadziły do rewolucji u naszego syna. Nasza Jagódka zasypia sama bez noszenia, kołysania, smoczka czy wożenia. Z synem robiłam dziesiątki km wózkiem, ręce były umięśnione od noszenia jego, żeby tylko zasnął, a my padaliśmy ze zmęczenia. Wiedza zdobyta na szkoleniu pomogła zrozumieć, ze wyżej wymienione metody są zupełnie zbędne. Po prostu kładziemy malutka do łóżeczka, włączamy szumisia i mała zapada w sen, sama zupełnie sama. Jaka to ulga dla rodzica :) noce może jeszcze nie są idealne, poniewaz dwa razy mała je ale wiem, ze jesteśmy z tematem snu na dobrej drodze:) pani Agnieszka czyni cuda:) i co ważne, drzemki nie są kilkuminutowe, tylko godzinne i dwu-trzy godzinne. Szkolenie dało niezbędna wiedzę m.in. na temat ilości drzemek, okresu czuwania, długości snu, wiedzę, której w ksiazkach i internecie brakuje.
Dziękujemy w imieniu swoim i naszych dzieci :)
N. A. O. J. 

 

Chciałam podziękować za webinar dla dzieci 2-5 lat „Ja nie chcę spać!” i poradzić się o następny.
Ale najpierw co u nas. Jeśli chodzi o sen nocny, to jest SUPER!!!
Jak już Pani zdążyła zauważyć, od razu wprowadziliśmy wiedzę w czyn (bez Pani indywidualnych wskazówek) i po dwóch nocach tragicznych, trzecią przespali już jak aniołki. Z zasypianiem jest w miarę dobrze, Piotrek (starszy) ładnie leży i zasypia, a Wojtka trzeba z 10 razy zaprowadzić do łóżka, bo przy zasypianiu ma mnóstwo problemów (kupa, siku, katar.. itp.)
Na początku Piotrek stwierdził, że ta Pani Dobranocka jest okropna i mogłam w ogóle z nią nie rozmawiać, jak takie głupoty mi nagadała, ale dzisiaj, jak Wojtek wychodził z łóżka, to powiedział, że muszę zapytać Pani jak go uspać 

 

 

Mam wrażenie, że program DobrejNocki trafił do nas w ostatnim momencie..i nie wyobrażam sobie naszego dalszego życia bez niego. Kiedy wspominam czas, sięgając pamięcią kilka tygodni wstecz- zastanawiam się, jak mogłam tak funkcjonować. Obecnie mogę mieć do siebie jedynie żal, że czekaliśmy z rozwiązaniem problemu spania naszej córeczki tak długo.

Po wstępnej rozmowie dotyczącej realizacji programu, we mnie i w mężu było dużo wątpliwości, lęku..obaw, czy na pewno damy radę go przejść..czy nasza córeczka poradzi sobie w nowej sytuacji. Mój stan psychiczny i pogarszająca się z dnia na dzień, jakość snu córeczki, zadecydowały, że próbujemy. Udało się:-) Obecnie nasza córeczka po prostu śpi :-) W ciągu nocy, czasami zdarza się jej przebudzić, ale sama potrafi się wyciszyć i zasnąć.

Od pierwszego dnia realizacji programu, pomoc Pani Edyty była dla mnie nieocenionym wsparciem. Wiedziałam, że w razie potrzeby zawsze mogę liczyć na kontakt telefoniczny, meilowy..na pocieszenie oraz mobilizację :-)

Dziękuję za ofiarowany czas, za miła współpracę..za wzbudzoną nadzieję, która pozwoliła przetrwać nam ten trudny czas.

Obecnie wszyscy mamy się lepiej:-) Ja mam więcej czasu dla siebie i dla męża, a Natalka oprócz spokojnego snu, ma na pewno spokojniejszą i bardziej wydolną mamę:-)

 

 

 

 Naukę samodzielnego zasypiania zaczęliśmy, gdy nasz synek miał około 11 miesięcy. Od początku kwestia spania była u nas problemem. Kubuś zasypiał tylko przy piesi, a w dzień wyłącznie w wózku na spacerze. Kiedy był malutki, to potrafił spać ciągiem nawet 6h, ale im starszy, tym było z tym coraz gorzej. W najlepszym wypadku nocne pobudki były co 2h, ale nad ranem było to nawet co pół godziny. Żeby synek mógł z powrotem zasnąć koniecznie musiał napić się mleka. Każda noc wyglądała podobnie, a ja zawsze miałam nadzieje, że z wiekiem z tego wyrośnie i nic z tym nie robiłam, pomimo, że moje zmęczenie było coraz większe. Niestety było coraz gorzej i nic nie wskazywało na to, że synek prześpi ciągiem dłużej niż 2h. Wydaje mi się, że w wyniku ciągłego jedzenia w nocy Kuba zmagał się z zaparciami oraz w dzień nie miał za dużego apetytu.

W końcu zgłosiliśmy się do Dobranocki. W nauce wspierała nas Pani Edyta, która zawsze ze spokojem i wyczerpująco odpowiadała na nasze pytania. Muszę przyznać, że o Dobranocce słyszałam już wcześniej i cały czas chciałam się zgłosić na szkolenie, ale nadzieja na to, że synek sam wyrośnie z tego ciągłego wybudzania się sprawiała, że zwlekałam, czego bardzo żałuję. Miałam poczucie, że taka nauka będzie jakimś  koszmarem, że to nie dla naszego synka. Znając temperament mojego dziecka wyobrażałam sobie, że będzie się buntować i kompletnie nie zaakceptuje nowych zasad skoro przez tyle czasu przyzwyczaił się do zasypiania przy piersi. Okazało się, że moje obawy były bezpodstawne. Kuba bardzo szybko nauczył się zasypiać sam w łóżeczku ( wcześniej spałam z synkiem) , a przy tym sprawiał wrażenie, że mu to całkowicie odpowiada. Tak naprawdę  trudno było zacząć, ale jak już rozpoczęliśmy wprowadzanie nowych zasad, to było coraz lepiej. Trochę czasu minęło zanim synek przespał całą noc, ale z dnia na dzień widzieliśmy progres. Teraz po 4 miesiącach od nauki mogę powiedzieć, że nie było dnia i nocy, kiedy synek spał gorzej niż przed nauką zasypiania, nawet jak dokuczały mu zęby, czy był chory. Wiadomo, że każde dziecko ma lepsze i gorsze noce, to normalne, ale nie borykamy już się z cogodzinnymi pobudkami.

Wydaje mi się, że metoda Dobranocki jest bardzo łagodna, spójna i mądra. Nie ma tu miejsca na żadne wypłakiwanie się i pozostawianie dziecka samemu sobie. U nas nauka zasypiania przebiegała bardzo stopniowo i z dnia na dzień synek stawał się coraz bardziej samodzielny w tej kwestii. Wszystko zostało bardzo łagodnie przeprowadzone i szczerze mówiąc za dużo płaczu nie było. Teraz życie naszej rodziny jest o niebo lepsze, synek rano jest zadowolony i gotowy do zabawy. Ja mam więcej czasu dla siebie, jestem wypoczęta i mam dużo sił na zabawę z nim. Mogę na spokojnie zaplanować i ugotować synkowi posiłki, posprzątać, czy nawet wyjść wieczorem, co wcześniej było po prostu niemożliwe. Ponadto, do kiedy przestał budzić się na mleko problemy z zaparciami zniknęły, a apetyt w dzień bardzo dopisuje.

Wszystkim rodzicom, którzy się cały czas wahają, polecam skorzystać z dobrych rad Dobranocki. Myślę, że rolą naszą- rodziców jest dbanie o zdrowy sen dziecka, więc jeśli sami sobie nie możemy z tym poradzić, to warto skorzystać z profesjonalnej pomocy.

 Pozdrawiam,Mama Kuby

 

 

Pani Agnieszko,
dziękujemy bardzo za szkolenie 0-5m-cy „Dobry sen to podstawa!”. Nasze codzienne życie na prawdę się zmieniło, wcześniej usypianie w ciągu dnia to była męka, dla nas i dla dziecka (a o to kto idzie usypiać niemalże trzeba było grać w marynarza). Przeważnie zaśnięcie poprzedzał płacz, a w najlepszym wypadku jęczenie przez 10 do nawet 30 minut. Gdy uczestniczyliśmy w szkoleniu Malwinka miała 4 miesiące, zastanawiałam się czy nie poczekać miesiąca i nie zapisać się na szkolenie dla starszych dzieci, ale zaryzykowałam to dla młodszych (mimo, że miałam obawy, że już za dużo się nie nauczymy) i to był strzał w dziesiątkę. Wg mnie Malwinka była w idealnym czasie na wprowadzenie pierwszych prób samodzielnego zasypiania i dosyć szybko załapała co się dzieje  Pierwsze efekty były po 2 albo 3 dniach. Córka zasypiała sama w łóżeczku. Nasz entuzjazm nie trwał zbyt długo. Po 3 dniach radości, znowu zasypiała na rękach, albo przy piersi, ale przynajmniej bez większego płaczu. Konsekwentnie podążaliśmy za pani wskazówkami i z dnia na dzień i tygodnia na tydzień było coraz lepiej. Po około miesiącu większość zasypiań było samodzielnych w łóżeczku, a drzemki w ciągu dnia wydłużył się z 40 minut, nawet do 2,5 godziny (czasami zdarzało mi się budzić Malwinkę, co było kiedyś nie do pomyślenia). Noce mimo, że nie wyglądały źle, to okazało się, że mogą wyglądać lepiej.
Jesteśmy bardzo zadowoleni ze szkolenia, uważam, że to chyba jedne z najlepiej wydanych pieniędzy w ostatnim czasie 

 

 

Jeśli chodzi o cele, które wpisaliśmy w kwestionariuszu, to zostały spełnione w 100%. Napisaliśmy tam tylko, że zależy nam na zdrowym i spokojnym śnie Alberta. Nie sądziliśmy, że osiągniemy to tak szybko. Bardzo, bardzo cieszy nas to, że Albert praktycznie się w nocy nie budzi (czasem zdarzy się jeszcze ta jedna, standardowa pobudka, która trwa max 15 min), że nie ma potrzeby karmienia go w nocy, że sam radzi sobie z zasypianiem zarówno na drzemki jak i wieczorem. Szczerze? Umożliwiła mi Pani powrót do wszystkich aktywności, do normalnego funkcjonowania. Nie muszę się przejmować tym, że muszę być w domu w czasie jak Albert idzie spać. Mój mąż radzi sobie teraz doskonale, Albert spokojnie chodzi spać, wszyscy jesteśmy wyspani i zadowoleni  :-)

Dodatkowym sukcesem jest zmiana jego zachowania nawet pomiędzy drzemkami. Albert nigdy nie potrafił się położyć. Jego głowa nigdy, poza snem, nie leżała dłużej niż sekundę. I to i tak przez przypadek. A teraz nie dość, że potrafi się położyć, spokojnie obserwować, śmiać się w tej pozycji, to nauczył się również przytulać. Jak ma na to ochotę to nawet w czasie zabawy potrafi się wspiąć na nas i przykleić głowę do ramienia. Piękne  :-)

Najtrudniejszym momentem podczas wdrażania planu były chyba pierwsze dwa dni, zanim doszliśmy do tego, że Albert płacze, bo chce, żebyśmy sobie w końcu poszli, zajęli się swoimi sprawami i dali mu w spokoju pójść spać. Od momentu, kiedy ustaliliśmy z Panią te fakty, nie można powiedzieć, że go usypiamy. Kładziemy go, wychodzimy, a on sam najlepiej wie co ma robić. To jest niesamowite, nie myśleliśmy, że nasz syn jest aż tak zdolny  :-)  Zdarza się, że nie chce mu się spać, ale wykorzystuje ten czas na zabawę w łóżeczku z Pandziochą (udało nam się zbudować więź z przytulanką Pandą:)) 

Mailowa forma komunikacji bardzo mi odpowiadała. Mogłam spokojnie zebrać myśli, na bieżąco pisać jak stoimy z drzemkami, jak wyglądały noce, nie musiałam patrzeć na godziny, w jakich wysyłam wiadomości. Zawsze grzecznie czekały na Panią w skrzynce  :-) Wiem też, że gdyby działo się coś niespodziewanego, gdzie nie wiedzielibyśmy jak się zachować, moglibyśmy liczyć na pomoc telefoniczną. Uważamy, że jest to bardzo dobrze rozwiązane.

Z naszej strony możemy jedynie dodać, że bardzo jesteśmy wdzięczni, że stworzyła Pani takie miejsce. Umożliwia Pani ludziom normalne życie, normalne noce. Jeszcze raz bardzo dziękujemy za pomoc. Bez wahania będziemy Panią polecać.

Pozdrawiamy,

WYSPANI Magda, Mateusz, Albik

 

 

 

 

Marzyłam o dniu, w którym będę mogła napisać tę opinię, odkąd po raz pierwszy weszłam na stronę DobraNocki i z zapartym tchem czytałam opinie innych rodziców tam umieszczone.

Marzyłam, bo jakże mocno pragnęłam, aby mój Franio też spał w nocy, jak dzieci, które przeszły Indywidualny Plan Zasypiania. Czytając te opinie (a przeczytałam wszystkie!), czytałam o sobie, o naszej rodzinie. I zawsze był ten moment przełomowy – moment radości, kiedy rodzice pisali: „śpi, nie płacze, nie budzi się, a my odzyskaliśmy normalność w codzienności”.

Do 2 sierpnia b.r. ani Franio, ani ja, nie przespaliśmy żadnej nocy. Żadnej! A miał wtedy 13 miesięcy! Raz było mi dane spać do 3 w nocy. Obudziłam się przestraszona, co się dzieje i pytałam męża, czy ja karmiłam. Szczęście trwało do 3.30, bo wtedy moje największe Szczęście już zapłakało.

Do ósmego miesiąca Franio zasypiał tylko na rękach. Nosiłam go, tuliłam, śpiewałam. I tak, czasem przez półtorej godziny. Odłożyłam, a on za 10 min się budził. W dzień, na I drzemkę zasypiał tak samo, a na drugiej spał tylko na spacerze. Chodziłam, więc po 2 godziny na dworze po to, żeby się wyspał. Jego sen był dla mnie ważniejszy niż słota, deszcz, śnieg czy mróz. Byłam przerażona, kiedy miał gorączkę i nie mogliśmy iść na spacer, bo jak on zaśnie?? No jak? Za radą najbliższych, wstawiliśmy wózek do pokoju i przy muzyce zasypiał. No tak, jeszcze muzyka! Przecież w nocy, gdy się budził, nosiłam go czasem przez 40 minut, czasem 1 godzinę przy muzyce z telefonu. A budził się wtedy 4 – 5 razy. Czasem wybudzał się na 2 godziny i nie chciał zasnąć. W czasie drzemek, tych w domu, było podobnie. Budził się po 2-3 razy, w ciągu 1-1,5h.

Od ósmego miesiąca, spróbowałam, bez większych nadziei, usypiać go leżąc przy nim w naszym łóżku. Wtedy dawał się jeszcze odłożyć do swojego łóżeczka. Tylko po to, by do 22-22.30, trzy razy się obudzić. I wtedy na dolulanie chodził tata, jeśli był w domu. Jeśli był w pracy, zwykle nie miałam czasu nawet na kolacje. Od tego czasu, zdarzały się sytuacje, że zasypiał przy piersi. To był komfort, jeśli tylko dał się odłożyć. Na pierś budził się (do 11 miesiąca) po 5 razy, później 4. Rozmawiając z p. Edytą, tydzień przed jego roczkiem, karmiłam go jeszcze 3 razy w nocy, a budził się wtedy po 10-12 razy! To był najgorszy okres w naszym życiu. Już nie dawał się odłożyć do łóżeczka. Podejmowałam czasem trzy próby przy jednym wybudzeniu. Płakał, gdy brał go tata, a ja nie miałam siły. Pamiętam, jak zaczęłam na łóżku płakać z bezsilności… Drzemki stały się jeszcze gorsze, bo musiałam leżeć z nim po dwie godziny w naszym łóżku, wtedy spał. Odłożony do łóżeczka, budził się po 20 minutach. Najgorsze, że ja nie potrafiłam z nim spać. Martwiłam się, czy jest mu wygodnie, bo był mocno wtulony we mnie, czy mi nie spadnie. I zamartwiałam się, ile w domu nie zrobione. Kiedy przygotować obiad, posprzątać, zadbać o siebie. Chwili dla siebie nie miałam żadnej. Z czasem nie było lepiej, było znacznie gorzej! Noc z 4-5 pobudkami uważałam za dobrą, przy 10-12 to niewiele. Jak funkcjonowałam? Chyba organizm matki sam się dostosowuje i wytrzyma wiele.

Mieliśmy, przynajmniej taką miałam nadzieję, zacząć w lipcu. Nie udało się. A czekałam na lipiec z nadzieją na zmiany. Ostatecznie zaczęliśmy 01.08. Dla mnie był to też znak, bo przez 19 lat z rzędu (do ubiegłego roku, kiedy był już Franio) wychodziłam właśnie 01.08. na pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę. Byłam przerażona. Czy wytrzymam płacz Frania?  A ja, o dziwo, byłam bardzo spokojna. Powtarzałam sobie, że robię to dla niego, że nie dzieje mu się krzywda, że jestem przy samym łóżeczku, mówię do niego, dotykam, przytulam. Jestem. Zanim wyszłam, obudził się dwa razy. Płakał już krótko. Za to mi chciało się bardzo płakać. Tylko słyszałam słowa p. Edyty, że jeśli będę niespokojna, przestraszona, to wtedy Franio będzie miał większe trudności w zaśnięciu, bo sam będzie się bał. Tej nocy obudził się tylko raz.

Na drugi dzień, na pierwszej drzemce płakał 5 minut, na drugiej – 1 minutę, a na noc (drugą w programie) ani chwili. I tę noc przespał pierwszy raz w życiu całą. Pani Edyta napisała „Franio zaskakuje szybkością nauki :-)” I od tej nocy mamy wspaniałe, przespane w całości noce. Gorzej wyglądają u nas drzemki. Raz wychodzą, raz nie. Martwi mnie to, ale jesteśmy konsekwentni i trzymamy się harmonogramu dnia i zasad programu.

Było ciężko, również, dlatego, że przez większość programu, realizowałam go sama, bo mąż był w pracy. Ale było warto! Nie miałam wsparcia w bliskich. Moja mam była przerażona, że Franio śpi „w ciemni” jak to ujęła, że jestem macochą, bo roczne dziecko przeniosłam do drugiego pokoju. To mi trochę podcinało skrzydła. Pojawiały się pytania, czy na pewno robię dobrze, czy nie krzywdzę najważniejszej osoby w moim życiu. Nie skrzywdziłam. A nauczyłam spać.

Mama mojego męża, odkąd urodził się Franio, za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, pytała czy Franio śpi w nocy. I sugerowała, że dawno już powinien spać, że jej dzieci spały, że pewnie jest głodny (a jadł po 5 razy w nocy), że może lepiej dać mu mleko modyfikowane niż karmić piersią. Było mi smutno. Obiecałam jej, że jeśli tylko Franek prześpi całą noc, poinformuję ją o tym osobiście. I poinformowałam. Zadzwoniłam na drugi dzień. Przyznała, że nie wierzyła, że ta „kołysanka” czy „niania” czytaj Dobranocka :-) coś pomoże. Gorzej, mówiła mi przed programem, że wymyślamy, że przecież będzie płakał, a ma przepuklinę pępkową i żebyśmy jej Frania nie skrzywdzili, bo się o niego martwi. Zapytałam tylko, czy myśli mama, że ja się nie martwię? Właśnie, dlatego, że się martwię, wchodzimy w ten program. Bo płakał każdej nocy od urodzenia, nawet po kilkanaście razy. A teraz śpi. Jestem z niego dumna! Mąż stwierdził w trakcie programu, że zapłaciłby i 2000 zł za udział w programie, bo odzyskaliśmy życie. I spokój. Czas dla siebie. Bo wcześniej siedzieliśmy po cichutku w kuchni i chodziliśmy na każde wybudzenie Frania.

Jeśli jesteś zrozpaczonym, przemęczonym rodzicem, który nie przespał żadnej nocy od urodzenia dziecka, uwierz, że to się może zmienić. Potrzeba tylko i aż dużo konsekwencji, sumienności, czasu oraz odwagi i gotowości na zmianę. U mnie się zmieniło, Franio śpi zwykle od 19 do 7 rano bez żadnego wybudzenia. Czasem raz zakwili, ale trwa to dosłownie 5 sekund i sam potrafi zasnąć ponownie. Jesteśmy szczęśliwi. I to szczęście może być Twoim udziałem.

Mama Frania, Joanna

 

 

 

 

Na samym wstępie muszę napisać, że nie chce sobie nawet wyobrażać co by było gdyby nie pomoc p. Agnieszki – jedynej i niezastąpionej naszej DobraNocki! Ale zacznijmy od początku..

Przygoda z DobraNocką zaczęła się od momentu kiedy staliśmy się szczęśliwymi rodzicami Oliwiera. Szczęśliwymi…hmm choć od początku nie było „kolorowo”. Powrót ze szpitala i „skok na głęboką wodę” Oliwier wrzeszczał nieraz prawie całymi dniami, w nocy bardzo źle sypiał, często jadł (karmiłam piersią). W ciągu dnia potrafił wogóle nie zmrużyć oka :( i ciągle wrzask.. Jeden, drugi pediatra – i wciąż to samo KOLKA.. Musicie wytrzymać, zazwyczaj trwa 3 mce, chłopcy są bardziej poddatni bla bla bla… Próbowaliśmy wszystkich (dosłownie wszystkich!) specyfików i sposobów. Na temat kolki możemy z mężem książke napisać. Zbliżając się do 3 mca
zauważyliśmy, że nic a nic się nie poprawia. Wręcz było coraz gorzej…  Nie dawało nam to spokoju, postanowiliśmy zrobić maluszkowi badania. Problemem była bakteria w jelitach. Po wyleczeniu problem ze snem nadal pozostał. Na tym etapie p. Agnieszka przybliżyła nam informacje odnośnie snu niemowląt, karmień oraz jak zachęcić synka do samodzielnego zasypiania. „Kryzys czwartego miesiąca” i mimo prób problem ze snem nadal był..Usypianie na rękach (wcale nie trwające krótko), wybudzanie podczas odkładania, kiepskie drzemki oraz częste pobudki nocne. Byłam niewyspana, kompletnie rozdrażniona i zrezygnowana..W domu panowała głównie nerwowa atmosfera. Kiedy Oliwier miał prawie 6 miesięcy DobraNocka była naszym ratunkiem. Uporządkowany harmonogram drzemek w tym wieku i nareszcie koniec usypiania na rękach dzięki radom p. Agnieszki. Oliwier zasypiał „prawie” samodzielnie – prawie, bo ze smoczkiem. 
Po jakimś czasie po całkiem fajnie przesypianych nockach nie pozostał ślad.. .Zagościły na dobre nieprzespane noce i masa pobudek (czasem co 15-20 minut!), problem z ponownym zaśnięciem. Picie, smoczek, układanie na boczku, kołderka z nadzieją, że pośpimy choć godzinę bez kolejnej pobudki. Nie dało się w ten sposób dłużej funkcjonować… Oliwier miał 9 miesięcy kiedy podjęliśmy decyzję o wdrożeniu Planu Nauki Zasypiania z p. Agnieszką. Efekt powalający! Nie warto się zastanawiać ani minuty, jeśli marzycie, by wasza pociecha przespała nareszcie CAŁĄ noc! Najgorszy był ten pierwszy wieczór a potem tylko lepiej i te noce bez wybudzeń, przesypiane w całości 11-12 h..REWELACJA! To naprawdę się udaje! 
Życzę Wam, aby obudzić się w środku nocy – tak po prostu w ciszy ze świadomością, że Wasze dziecko „smacznie” śpi :) Moje maile z raportami do DobraNocki były nudne i monotematyczne. Oli (19 mcy) zasypia samodzielnie zarówno na drzemke jak i sen nocny bez smoczka czy innych „wspomagaczy”, przesypia spokojnie całe noce. Wiadomo zdarzają się gorsze dni czy noce na to trzeba być przygotowanym, ale to zupełnie normalne. 
Drodzy Rodzice – naprawdę szkoda czasu na szukanie DZIAŁAJCIE a sami zobaczycie! My osiągnęliśmy pełen SUKCES i założone cele – w końcu jest normalnie :-) To najważniejsze! Wszyscy jesteśmy wyspani, wypoczęci, szczęśliwi a ja przede wszystkim pełna energii i na pewno spokojniejsza. Plan doskonały – tak to ujmę!  
Dziękujemy serdecznie za pomoc, wszystkie cenne rady oraz wsparcie na każdym kroku . Pozdrawiamy i trzymamy kciuki – powodzenia!

 

 

Witam serdecznie :)

 
Chcielibyśmy Pani bardzo podziękować za pomoc!
Jeszcze w kwietniu marzyłam,  żeby przespać 3h pod rząd, a 6 pobudek to była bardzo dobra noc…choć po całej pracy ze snem Basi wciąż nie mogę jej nazwać śpiochem, to jest o niebo lepiej (jeszcze pracujemy nad wstawaniem z godzinkę później i nad regularnością dziennych drzemek, bo przestawiamy się powoli z dwóch na jedną). Nie wiedziałam,  że moje dziecko może być takie pogodne, a wystarczyło się wyspać.
Jako kolejny przyszły pediatra będę z pewnością polecać Dobranockę pacjentom :) a kilku znajomym już poleciłam
 
Paulina, Przemek i Basia

 

 

Witam serdecznie,

Już trochę czasu minęło odkąd pierwszy raz skontaktowałam się z Panią.. W zasadzie w październiku minie rok! Nawet Pani nie wie (choć pewnie często to, co napiszę, jest wspólnym mianownikiem wielu otrzymywanych przez Panią maili ;)), jak wiele Pani w naszym życiu zmieniła – w moim, jako mamy – najwięcej. Długo zbierałam się do napisania tego listu, ale w końcu mam czas (szkoda, że człowiek musi paść na twarz z powodu choroby, aby ten czas się znalazł :P) i chciałabym najzwięźlej jak się da Pani podziękować.

Ale – od początku. 14-miesięczny teraz Piotrek nigdy nie był mistrzem zasypiania czy gigantem drzemek i nocnego odpoczynku. Już w szpitalu podczas gdy inne dzieci słodko drzemały na rękach swoich mam, on wiercił się, kręcił i ogólnie nie zachowywał się tak, jakbym się tego spodziewała (a miałam naprawdę do szczegółów wypracowaną wizję błogiej opieki nad słodkim śpiochem, który da odpocząć mamie, która do niemal ostatniego dnia przed porodem remontowała mieszkanie, myła okna po 2536 razy i

kafelki, bo się zakurzyły :P). Potem.. było źle. Nasze dziecko spało zamiast książkowych 19-23h 15, czasem 12.. (w najgorszym czasie, mając 2 miesiące, spał 7h/dobę!), nie potrafiło spać ciągiem dłużej jak 1h, a ponowne nakłonienie go do zaśnięcia nierzadko trwało kolejną godzinę.. Już wówczas zaczęliśmy otrzymywać „złote rady” od rodziny/znajomych (od „Dajcie mu modyfikowanego na noc! Będzie spał jak anioł!” po „Przestań reagować jak płacze! To się w końcu nauczy, że ma nie płakać!”) – swoją drogą niesamowite jest to, jak różne podejścia ludzie mają do kwestii spania swoich dzieci.. Próbowaliśmy wszystkiego – od śpiewania, smoczka, butli na noc, częstszego karmienia, wygodnych ciuszków, szumu, zaciemnienia – nic nie działało, Młody nadal nie chciał zasnąć w czasie krótszym niż 1h i spać ciągiem dłużej jak 1,5h.. Mój jedyny wniosek z tego okresu, kiedy milion razy odpowiadałam na pytania „Co u Was?” stwierdzeniem, że „Moje dziecko nie chce spać, a ja się zastanawiam, czy nie skoczyć z okna, a jedyne co mnie powstrzymuje to lęk wysokości”, to to, że „Syty głodnego nie zrozumie”. I tyle.

Kiedy Piotruś miał 4 miesiące, a zasypiał tylko na moich rękach, budził się przez całą noc co 45min., zasypiał po 30min i tak w kółko, miałam dość. Od pielęgniarki w przychodni dowiedziałam się o Pani. Chwyciłam się myśli o współpracy z Panią jak tonący brzytwy.. Jeszcze wówczas nie wiedziałam, że walka o sen Piotrusia łatwą sprawą nie będzie.. I że jeszcze nie tonę..

Po pierwszym webinarze (który był w listopadzie 2015.. Ależ ten czas leci!) już wiedziałam co z aspektów organizacyjno-technicznych trzeba będzie u nas poprawić; że zaciemnienie najlepiej całkowite, że temperatura raczej niższa, że łóżeczko to dobra opcja, skoro Maluch ma już 6 miesięcy.. Po uzupełnieniu informacji o kolejne szkolenie (dla dzieci 6-18miesięcy) stwierdziliśmy, że wszystko super, ale najtrudniejsze było przed nami.. Rozstanie ze smoczkiem. Nie wyobrażałam sobie tego. Tak dalece było to dla mnie straszne, że plan samodzielnego zasypiania odroczyłam o kolejne 2 tygodnie! Ale w styczniu powiedziałam „Dość”.

Podczas realizacji planu po raz pierwszy (tak, tak, nie raz musieliśmy wracać do nauki!) najtrudniejsze było.. opanowanie własnych emocji. Wówczas nie do końca to rozumiałam, starałam się być opanowana i spokojna, jednak cóż – nie zawsze się udawało. Opłaciło się – po 3 tygodniach Piotruś zasypiał sam, miał rewelacyjne drzemki i budził się już tylko na karmienia. Ja byłam szczęśliwa, mąż w końcu szedł do pracy wyspany, Piotrek zaczął ładnie jeść (choć do dzisiaj jest typem „wcinam jak dziki i nie tyję” ;)).

Po miesiącu sielanki przyszła choroba i w trzy dni cała nauka samodzielnego zasypiania poszła do kosza. Zanim nastąpiły dogodne warunki do ponowienia wdrażania planu minął miesiąc.. Ponowna nauka była.. o niebo łatwiejsza! Potomek co prawda okazywał swoje niezadowolenie o wiele bardziej teatralnie, ale to w moim nastawieniu nastąpił przełom. Byłam ostoją spokoju. Ja powtarzałam swoje „Mama tu jest”. Znalazłam swoją mantrę, którą powtarzałam jemu, a przede wszystkim sobie. I to co się stało było niesamowite – nauka trwała 3 dni!!! Konsekwencja zdziałała cuda. Byłam dumna z mojego Syna. Z siebie. Z męża. Że daliśmy radę. Od tej pory wiedziałam, ze ilekroć będzie taka konieczność, ilekroć będzie trzeba wrócić do nauki i zaczynać od początku – damy radę. Grunt to spokój – tylko on nas może uratować. I myśl, że robimy najlepszą rzecz, jaką nasze dziecko może od nas otrzymać – uczymy go odpoczywać, konsolidować zdobyte doświadczenia, po prostu – spać. Niektóre dzieci tego nie potrafią. Ale już wiem, że można je tego nauczyć

Dziękuję, że Pani jest, że ma Pani i cierpliwość i zdolność dyscyplinowania (hehe, do dzisiaj pamiętam Pani wpis na naszej facebookowej grupie wsparcia, że może „skoro jestem tak rozemocjonowana i nie potrafię z opanowaniem wdrażać planu, to może mąż mnie zastąpi”.. A mój mąż wówczas jeszcze gorzej znosił ryki Piotrka :P Autentycznie wtedy myślałam, że jestem wariatką, że się na to „samodzielne zasypianie” zdecydowałam :P). Jest Pani niezastąpioną ostoją, światełkiem w niejednym tunelu. Jeśli gdzieś prowadzi Pani listę odratowanych insomniaków, to Piotrka może Pani z czystym sumieniem tam wpisać

A miało być krótko Cudownie było móc podzielić się z Panią takimi kilkoma refleksjami – czasem mam wrażenie, że tylko Pani i inne mamy nieśpiących pociech są w stanie to zrozumieć

Z wyrazami wdzięczności

Ola wraz z mężem Marcinem i synkiem – Piotrusiem

p.s.

Tak kończąc mój wywód – wie Pani jak rewelacyjnie cała ta nauka wpłynęła na mnie?! Stałam się tysiąc razy pewniejsza siebie, asertywna, trochę taka.. nieustraszona. Już wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych

 

 

Dzień dobry Pani Edyto :)
Długo się nie odzywałam do Pani, bardzo ale to bardzo dużo się zmieniło i wydarzyło w naszym życiu :)))
Po niżej przesyłam nasza historie od początku współpracy do dnia dzisiejszego; )Jaś jest pogodnym dzieckiem od małego :))) od urodzenia spał w nocy budząc się co 3 h na jedzenie  ( karmiłam go piersią ) i było to normalne przez kilka miesięcy ( dla mnie to najdłużej  ok 6 ). Po tych 6 miesiącach próbowałam odzyczaic go od nocnego jedzenia podając mu w nocy herbatkę – nie wiem czemu akurat herbatkę, chyba posłucham jakiejś „dobrej rady” bo mogłam dawać mu wodę,  przynajmniej zdrowsza. No i Jasiu odzwyczail się od piersi a przyzwyczaił się do picia z butelki tej nieszczesnej herbatki :) i tak było do ok roku. Próbowaliśmy z mężem nie dać mu picia, co kończyło się płaczem i frustracja Jasia – a my się poddawaliśmy oby tylko zasnął i się bardziej nie rozbudzil bo wtedy pół nocy nie spał :) dodam że jasiek zasypial ze smoczkiem. Miał go tylko do zasypiania. Jasiek zasypial w łóżeczku trzymając jeszcze w ręku moje włosy. 

W internecie znalazłam informacje o DobraNocce. Powiedziałam o tym mężowi, on na początku nie był przekonany że jakaś Pani przez internet czy telefon sprawi że nas syn będzie spał. Powiedział NIE. I dalej co 3 h wstawaliśmy albo ja albo on… raz jasiek zasnął,  raz nie spał po 3 h w nocy aż w końcu mój mąż mówi to może ta Pani DobraNocka nam pomoże?  Od razu napisałam :) skontaktowała się z nami Pani Edyta :) i umówiliśmy się na rozmowę telefoniczną w której wszystko dokładnie omówiliśmy :) Po paru dniach zdecydowaliśmy się ze zaczniemy program :)Pierwszy wieczór :) płakał 40 min- zasnął bez smoczka, bez mojej pomocy. W nocy tez się budził popłakał ok 15/20 min i usypiał. Po kilku dniach było coraz lepiej, nawet przespał parę nocy ! Byliśmy szczęśliwi. Tylko najgorzej zasypiał na drzemki bo wydaje mi się ze był w takim okresie pomiędzy dwoma a jedną drzemkami. Dwie było dla niego za dużo,  jedna z kolei za mało. Potem Jasiek zachorował i trochę się pozmieniało bo potrzebował mnie aby usnąć, głaskałam go i jakoś usypiał. Pani Edyta ostrzegała przed regresem!   Jasiu zaczął mieć w dzień tylko 1 drzemkę :) ale po kilku tygodniach Jasiu chciał żebym była bliżej niego, żebym go przytulała brała na ręce i wyszło na to ze Jasiek zasypiał na rękach, albo szalał na łóżku,  o spania w łóżeczku nie było mowy ! I znowu to samo !! Pobudki w nocy i znowu człowiek nie wyspany!

Tak nie może być!
Zaczęliśmy naukę od nowa.
Pierwszy wieczór Jasiek płakał, ok 20 min nie było tak źle :) Później było już coraz lepiej, ładnie zasypial na drzemkę w dzień. W ogóle go nie glaskalam tylko uciszalam głosem cii i. I odchodzilam coraz dalej od łóżeczka. wkoncu wyszłam z pokoju ( bardzo bałam się tego wieczoru) a on usnal w ciągu 2 min
:) teraz kładę swojego Jasia czy ma drzemkę czy na noc do łóżeczka daje mu buziaka i przytulam i wychodzę z pokoju:) a on spokojnie bez płaczu usypia w swoim łóżeczku i śpi spokojnie całe noce :)))))))

Tak więc bardzo chciałam podziękować Pani Edycie za pomoc, że w każdej chwili mogłam się odezwać i prosić i rade :)
Dziękujemy za zdrowy sen :* 

Nasza córka już szpitalu była najgłośniejszym i najbardziej wymagającym dzieckem, ale wtedy nie wiedzieliśmy, że to dopiero początek. Na dobre wszystko zaczęło się kilka dni po powrocie do domu. Nasze dziecko było totalnie nieodkładalne i każdy dzień był walką choćby o odrobinę snu – dla niej i dla nas. Zdarzało się, że prawie cały dzień spędzaliśmy z Małą na piłce gimnastycznej, bo tylko tak się uspokajała i spała… Po ok. 5 miesiącach i przeczytaniu miliona stron w internecie na temat snu dziecka, zrobiło się troszkę lepiej. Wprowadziłam optymalne czasy czuwania, pilnowałam godzin snu, ale Mała wciąż spała w dzień po 40 min (ze smoczkiem), a w nocy budziła się co ok. 1,5 h (zdarzało się, że co 20, 30 min.) i zasypiała dalej tylko po podaniu piersi.  Byliśmy chronicznie niewyspani, marudni i i zrezygnowani, a najbardziej chyba nasza córka.. Pewnego dnia, podczas szukania kolejny informacji na temat snu niemowląt, trafiłam na stronę DobraNocki. Tak naprawdę nie zastanawiałam się ani chwili. Po ośmiu miesiącach wiedziałam już, że sami nie damy rady zmienić obecnej sytuacji, a perspektywa biernego czekania aż jakimś cudem nasza córka wyrośnie z problemów ze snem była nieakceptowalna. Napisałam więc i z nadzieją czekałam.. Odezwała się cudowna Pani Edyta i już po ok. tygodniu zaczęliśmy. Nie powiem, że było łatwo i nie powiem, że obyło się bez płaczu (rekord to 1,5 h dosyć dużego płaczu podczas zasypiania i to już pod koniec dwutygodniowej nauki..), ale na pewno było warto. Z tego co pamiętam nasza Mała już po trzech dniach zaczęła przesypiać całą noc (z jedną pobudką na karmienie), a my nie moglismy się nadziwić, że wszystko idzie tak sprawnie. Drzemki z każdym dniem szły coraz lepiej, coraz szybciej zasypiała, a my odzyskaliśmy spokój, wolne wieczory i co najważniejsze – siebie nawzajem :) Oczywiście zdażają się gorsze dni i noce, ale wiemy już jak reagować i pod żadnym pozorem nie łamiemy wprowadzonych zasad. W końcu jesteśmy normalną rodziną, cieszącą się każdą spędzoną wspólnie chwilą, a nasza córka już nie jest HNB ;)

Nie – takie – krótkie opowiadanie „Jak to z nami było ” :)
Od początku. Leo pierwsze dziecko, od początku karmiony piersią na żądanie , blisko idei rodzicielstwa bliskości. Nie miałam problemu , że z nami śpi. To było nawet fajne, był blisko. Ja śpię bardzo czujnie, więc od jego urodzenia moj sen stał sie jeszcze płytszy. Szybko zaczęły się kolki. Tysiąc sposobów na nie i tylko jeden realnie skuteczny – czas. Po 4 miesiacu przeszło. Wtedy jednak utrwalały się nawyki w zasypianiu Leo. Spał bezpośrednio po jedzeniu, ssanie przy kazdym przebudzeniu i usypianie często wręcz NA mamie. Uzależniony w nocy od smoczka. Potem był wyjazd na 1 wakacje. do Włoch, do rodziny , około 4-5 miesiąca. Nowe wrażenia , morze , słońce , nowe miejsce. Leo nie bardzo sie garnie do karmienia piersia w ciagu dnia. Do drzemek podchodzę po sto razy, trwają po 20 minut do godziny max. Leo uzupełnia jedzenie w nocy. Budzi sie co godzinę i je po trochu. Piękne wakacje. Synek zjeżdża z 25 centyla na 3-10 i tam zostaje. Jak to możliwe skoro karmie go ciagle. Rozszerzamy dietę. Śniadanie to żart po całonocnym „tankowaniu” co godzina. W 7-8 miesiącu przechodzę na karmienie mieszane. Leo realnie zaczyna jeść pokarmy stałe w 8 miesiącu. Noce to maratony karmienia butelka-pierś. Moja nadzieja , że po wypiciu 210 ml mm uśnie na pare godzin okazuje się zupełnie niespełniona. Do karmień włączają się pobudki ok 2-3 w nocy kiedy to Leo jakby był zupełnie wyspany i gotowy na nowy dzień. Walczę z regularnymi porami jedzenia i spania. Czytam kolejne poradniki. Nie ma żadnych efektów , ale tez i mojego przekonania , że da się „trenować” dziecko z książką, bez uwzględnienia jego indywidualnych potrzeb. Mimo wsparcia partnera, który bardzo bardzo się stara jestem całkiem sama. Rodzina daleko, a tata wraca z pracy późno. Często zastaje mnie zdesperowaną, po ciężkim dniu walki o drzemki ( 20-30 minut) , wściekłą i często po prostu nienawidzącą swojego ukochanego dziecka. Odkąd Leo umie się turlac i raczkować muszę być w łożku razem z nim na każdej drzemce i od wczesnego wieczora na całą noc…spadł nam dwa razy z łóżka…Problem jest nawet żebym wstała do toalety. Leo ma czujny sen i słyszy każdy mój ruch. Dotykam swojego własnego dna i zaczynam myślec o znalezieniu pomocy. Na ostatniej prostej , przed nauka, pobudki w nocy były co ok 2h . Zjadał 2*210 ml i kilka razy się przystawiał do piersi. Miał rok. 
Wybrałam formę indywidualną. Początki tragiczne. Zabrałam mu wszystko na raz. Smoczek, butelka tylko raz i tylko raz pierś. W swoim łóżeczku. Płakał po 2-3h przed zaśnięciem. Budził sie pare razy. Trwałam przy nim przy łóżeczku. Nieprzytomnie powtarzając zalecenia i dbając o cały rytm dnia. Życie uległo zawieszeniu. 
 
Czekamy na efekty. No i ich nie ma…po tygodniu nie wiele się dzieje. Udało się wyeliminować karmienia stopniowo aż do zera, ale on dalej płacze i się wybudza. Po około tygodniu skończyły mi się siły. Chciałam zrezygnować. Nawet nie chciało mi się pisać do p.Agnieszki. To nie działa. On widocznie chce byc blisko mnie, musze mu na to pozwolić. Zdarzyło mi się zabrać go do naszego łóżka , pozwolić w nocy ssać piers kiedy chce, z nadzieją, że teraz się uspokoi jak juz ma czego chce. Niestety, on i tak się budził co 2-3h. Finalnie wstał o 5 z siebie zadowolony. 
Postanowiłam wrócić do planu. Wtedy ruszyło. Zaczęły się coraz dłuższe okresy snu. Drzemki jeszcze długo były wyzwaniem. Okazało się, że nasz 2 tyg plan trwał ….ponad miesiąc. Każdy z etapów musiał trwać trochę dłużej. Opór po stronie Leo i moja łagodność nie pozwalały na szybsze tempo. Pani Agnieszka tez cały czas modyfikowała plan pod nas. Każdy element nie był wprowadzany siłą. Jej wskazówki i ciągły kontakt były warunkiem powodzenia w mojej sytuacji , bez wsparcia rodziny. Nie czułam się jednym z 428 przypadków , ktory obecnie prowadzi. Miałam wrażenie , że bardzo trzyma za nas kciuki i myśli o nas. 
Rozpisałam się :) 
Dodam tylko, że Leo śpi obecnie po około 11h w nocy i dwie drzemki po godzinę. Każdego dnia to jest jednak praca i pełna uwaga, aby dbać o pory snu itd. Wiem też już na pewno , że aby się zdecydować na naukę zasypiania trzeba mieć 100 % przekonania do trwania w planie. Widzę teraz jak moje dziecko pięknie się rozwija , ma ogromny apetyt. Ja co prawda jeszcze nie umiem spać tyle co on, ale mam normalne życie. Chodzę dwa razy w tygodniu do pracy, mam wieczory dla siebie i drzemki na ogarniecie domu. Przewidywalny plan dnia i ochotę na powiększenie rodziny. 
 
Mogłabym więc napisać w skrócie . Polecam panią Dobranockę z całego serca! 
 
Powodzenia 
 
Agnieszka 

 

 

Pani Edyto,
na koniec kilka słów ode mnie – nasza historia sukcesu:)).
Problemy ze snem Leona zaczęły się, gdy skończył 5 miesięcy. Synek nigdy nie należał do dzieci, które dużo spały, np. od urodzenia w dzień spał tylko na spacerze. Do pewnego momentu nie było najgorzej, Leo usypiał przy piersi, ale spał głównie w łóżeczku i w nocy budził się 2-3 razy. Wszyscy mówili, że to normalne, że minie, że dzieci tak mają, więc uzbroiliśmy się w cierpliwość. Jednak gdy Leo skończył pięć miesięcy, zaczął wybudzać się coraz częściej i do tego z krzykiem. Po kilku nieprzespanych nocach czuliśmy się z mężem tak zmęczeni, że w desperacji postanowiłam wziąć synka do nas do łóżka, żeby przespać chociaż godzinę. Mąż oczywiście „wyprowadził” się na sofę do salonu. Ale tak jak przypuszczałam, wspólne spanie z maluchem sprawdziło się tylko na chwilę. Po paru względnie spokojnych nocach przy mojej piersi, Leo zaczął wybudzać się jeszcze częściej, w pewnym momencie nawet co 30-45 minut, a poranną pobudkę ogłaszał, również krzykiem, o 4 nad ranem. W dzień nie było mowy o tym, żeby choć na chwilę się zdrzemnąć, bo Leo nadal spał tylko na spacerze. Sytuacja była więc bardzo trudna. Wszyscy w tym strasznym impasie czuliśmy się wyczerpani i sfrustrowani, starając się jakoś przetrwać każdy kolejny dzień.
Wtedy na naszej drodze pojawiła się Dobranocka. Pani Edyta wytłumaczyła nam jak należy postępować, aby polepszyć jakość snu i w konsekwencji – życia – naszego i naszego synka. Już drugiej nocy po rozpoczęciu nauki samodzielnego zasypiania, Leo przespał całą noc. Nie wierzyliśmy własnym oczom widząc go śpiącego głęboko w swoim łóżeczku. Z wrażenia sami nie zmrużyliśmy oka;). Również w ciągu dnia Leo zaczął bez większego problemu spać w swoim łóżeczku. Odkąd zaczął się wysypiać, jest pogodnym i ciekawym świata dzieckiem. Wszyscy odzyskaliśmy chęć do życia. 

 

 

Zwróciłam się do DobraNocki z problem nie przespanych nocy i fatalnymi drzemkami przez synka 11 m. W nocy pobudki co 2 h, drzemki 30 min, zasypianie na rękach.. Ja chodzące zombi, drzemiąca w ciągu dnia z synkiem… Za 2 miesiące miałam wracać do pracy i nie wyobrażałam sobie tak źle sypiać, wstawać skoro świt do pracy.

Pani Agnieszka zaproponowała nam internetowe szkolenie Webinar. Zapytałam od razu : ” Czy nam to wystarczy aby nauczyć synka lepiej spać ?!?? Samodzielnie zasypiać ??! Mój Marcel jest trudnym przypadkiem !” (tak chyba każda mama myśli :) )

Ale pomyślałam sobie.. A co mi szkodzi ! Forma szkolenia spodobała mi się. Na spokojnie w domowym zaciszu, gdy synek poszedł spać włączyłam komputer zalogowałam się i już „szkoliłam się” :)Rewelacja ! Pije ciepłą herbatę, jem kolację a Pani Agnieszka opowiada nam o śnie i jak uczuć dzieci samodzielnego zasypiania. Po szkoleniu otrzymałam e-mail, konspekt z wszystkimi informacjami zawartymi w szkoleniu oraz indywidualne wskazówki. Dostęp do grupy na FB gdzie inni rodzice z szkolenia na wzajem wspierają się i radzą.

Nie pozostało nic innego „jak zakasać rękawy” i działać !
Najpierw po czytałam na grupie FB jak inne mamy radziły sobie z nauką, przez jakie problemy przechodziły. Nastawiłam się na walkę i długą drogę do upragnionej przespanej nocy !

Pierwsze sukcesy były już po 2 dniach nauki samodzielnego zasypiania. Bałam się płaczu synka, ale forma nauki nie pozwala na to aby dziecko było samotne i opuszczone.
My musimy mu tylko pokazać jak radzić sobie z zasypianiem bez tych wszystkich dotychczasowych wspomagaczy. W rzeczywistości tylko przeszkadzały w śnie dziecka.
Razem z innymi mami z grupy na FB wspierałyśmy sie podczas gorszych dni nauki, ale i też chwaliłyśmy się naszymi sukcesami !

Dziś Marcel w większości przesypia noce. Drzemki są efektywne, regenerujące jego umysł i ciało.Ma więcej siły do zabawy i nauki. Bywają też gorsze dni, regresy, ale potrafimy sobie z nimi radzić i jest dużo dużo lepiej niż przed nauką zasypiania.

Z kolejnych plusów, możemy sobie zaplanować dzień bo mamy regularne drzemki.
Ja regeneruje się przez sen nocny, który jest rzadko kiedy przerywany.
Mąż odzyskał żonę w sypialni.

Macierzyństwo jest jeszcze piękniejsze ! ;)
Dziękujemy DobraNocko ! :)

 

 

Długo zbieraliśmy się aby wystawić jakąś opinię i to wcale nie z braku wolnego czasu, ale właśnie z jego nadmiaru ;) Mijają dwa miesiące od kiedy zakończyliśmy Indywidualny Plan Nauki Zasypiania i od tego czasu mamy wreszcie wolne wieczory, możemy zaplanować wyjścia, wycieczki, podróże. Wstajemy rano wyspani i pełni energii na nowy dzień.

Ale wcześniej tak nie było. Nasza historia jest podobna do wielu…Zosia budziła się w nocy, jeśli nie jadła to nie umiała inaczej zasnąć jak noszona na rękach. I o ile samo noszenie na początku nie było aż tak uciążliwe (bo przecież małe dzieciątko jest takie kochane i słodkie, że każdy chce je nosić), o tyle najgorsze było odkładanie do łóżeczka bądź wózka. Zosia stała się nieodkładalna i mając już prawie roczek ważyła już na tyle dużo, że kręgosłup zaczynał odmawiać posłuszeństwa. A na dodatek zaczęła budzić się np. o 04:00 nad ranem zupełnie wyspana. Na początku sami próbowaliśmy coś zmienić, ale jakoś nam nie szło. Poza tym mało które dziecko znajomych ładnie spało noce, a najbliższa rodzina mówiła, że tak musi być, że z czasem z tego wyrośnie. Jednak nie dawało nam to spokoju, czytaliśmy o metodach, sposobach aż wreszcie na którymś z forów natrafiliśmy na linka na stronę DobrejNocki. I stwierdziliśmy, że nie zaszkodzi spróbować. Z lekką obawą o to, czy zainwestowane pieniądze dadzą efekt i czy Pani Edyta sobie poradzi z naszym uparciuchem weszliśmy w program na 100%. I stał się cud. Zosia bardzo szybko się przestawiła, a Pani Edyta cały czas nas wspierała i dowartościowywała jako Rodziców. Okazało się, że nasza Zosia stała się prawdziwym śpiochem! Oczywiście nadal zdarzają się sytuacje, że po odłożeniu do łóżeczka Zosia płacze i nie chce zasnąć, ale inaczej na to reagujemy. Właśnie – teraz wiemy jak prawidłowo reagować. I Zosia wyczuwa naszą pewność. Pięknie śpi całe noce od 19:30 do 06:00 albo 06:30 rano. Jako prawie 15 miesięczna dziewczynka nadal uwielbia kłaść się na dwie drzemki, i nawet często zdarza się, że to my ją budzimy! Nasza córka jest wyspana, budzi się uśmiechnięta, radosna. Szczęśliwe dziecko – szczęśliwi rodzice.

Kiedyś ktoś nas zapytał, co takiego powiedziała Wam „ta Pani” czego nie wiedzieliście. I tak naprawdę nic takiego. Ale uporządkowanie tego, co wiemy, wsparcie merytoryczne i mentalne, życzliwe słowo, pomoc z uporaniem się z emocjami, to wszystko sprawiło, że osiągnęliśmy cel. I był on wart wydanych pieniędzy, czasu i nakładu pracy. Dziękujemy Pani Edyto za pomoc. Teraz mamy wrażenie, że tamte czasy, gdy Zosia nie przesypiała nocy to odległa przeszłość. A przyszłość jawi się w zdecydowanie jasnych barwach.

Pozdrawiamy wyspani i uśmiechnięci i wszystkich wahających się zachęcamy do skorzystania z usług  TwojejDobrejNocki.

Gosia, Krzyś i Zosia

 

 

Bardzo polecam panią Edytę, która jest świetnym pedagogiem i specjalistką od snu dziecięcego. Dzięki metodom które nam zaleciła nasz roczny synek przesypia noce i regularnie sypia w dzień, a i my po roku męki wreszcie zaczęliśmy się wysypiać i normalnie żyć. Pani Edyta jest osobą bardzo cierpliwą, ciepłą, ale i konsekwentną, co w tej pracy jest bardzo ważne. Potrafi szczegółowo wyjaśnić swoje zalecenia, powołuje się na badania naukowe, w pracy z nami była bardzo zaangażowana, troskliwa. Potrafiła zaszczepić w nas wiarę w niełatwy proces, przywrócić do porządku, gdy widziała chaos, zadzwonić, gdy nie miała bieżących informacji, co wykraczało poza zakres naszej umowy, przez 14 dni wspólnej pracy dała nam mnóstwo czasu, informacji, porad, wsparcia i serca. Żałuję tylko, że tak późno natknęłam się na panią Kamińską-Pachę. Serdecznie polecam wszystkim rodzicom, których dzieci śpią nieregularnie, krótko, wybudzają się w nocy, nie potrafią same zasnąć, śpią tylko w wózku, tylko na rękach,w chuście, aucie, przy suszarce etc.

Olga  

 

 

Intro

Sen dziecka – to była dla nas najbardziej niepewna loteria życia. 
 
I ciągle te same pytania:
  • ile pobudek co 40 minut tej nocy zaliczy nasz bobo?
  • Jak bardzo zmęczona i sfrustrowana będzie mama po kolejnej nieprzespanej nocy?
  • Czy jedyna szansa na drzemkę za dnia zostanie wykorzystana podczas południowego spaceru? 
To naprawdę była loteria. Wyniki do przewidzenia – o wygranej nie ma co marzyć.
 
Od kiedy zakończyliśmy program nauki zasypiania już nie ma loterii, bo szczęśliwie nam wypadają te same liczby:  1,5, 3, 5, 7, 11
 
  • 1,5 – to optymalna długość trwania dobrej drzemki, wypada  u nas dość często; 
  • – to pierwsza nocna pobudka, jeśli my jako rodzice dziecka nie przestrzegaliśmy harmonogramu dnia; 
  • 5– to pierwsza nocna pobudka, jeśli my jako rodzice dziecka przestrzegaliśmy harmonogramu, ale NIE nakarmiliśmy porządnie malucha przed snem; 
  • – to cykliczna nocna pobudka na nocne karmienie (jedyna pobudka, nie 6-7 pobudek, jak do tej pory); 
  • 11– to wielka kumulacja, jeśli rzetelnie i w 100% przestrzegaliśmy harmonogramu dnia to tyle nasz maluszek potrafi przespać.
 

Start programu

Zaczęliśmy program z dużym strachem i wielką niepewnością, jak zapewne większość. Obawa przed histerycznym płaczem malucha szczególnie dotknęła mamy. Cała nadzieja spadała na tatę… Poniekąd w „klasycznej” rodzinie, gdzie mężczyzna – jest tą mocną połówką, a kobieta – tą bardziej kruchą przyjęte jest, że to facet przyjmuje ciosy na siebie. W rzeczywistości wyszło zupełnie inaczej i to mama była tą mocną połówką, gdy tata przy każdym odgłosie naszego małego synka, niczym superman próbował go ratować od tego, co było dla niego najlepsze – czyli przed snem. 
Gdy serce ojca pękało i był bliski przerwać program, to mama była tą wytrzymałą i twardą osobą, na której trzymał się cały sukces nauki zasypiania. 
Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że naprawdę jest ważne, aby oboje rodziców podeszli do tego programu. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć kto radę da, a kto nie wytrzyma. Stereotypy są tu najbardziej zgubnym sposobem myślenia.
  

Przebieg

Ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu oraz zaskoczeniu nawet Pani Agnieszki, nasze maleństwo wcale dużo nie płakało. Oczywiście, nowa sytuacja, nie była dla niego czymś niezwykle przyjemnym, jednocześnie, nie protestował tak bardzo. Nasza trzecia noc, gdy spodziewaliśmy się najgorszego – była najlepsza. Tu ustrzeliliśmy magiczną „11-kę”. Tak! Byliśmy tak osłupieni, że przez 11 godzin nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić. Jak wykorzystać ten czas. Było to dla nas coś nowego, lub właściwie coś, o czym dawno zapomnieliśmy… Jest to niezwykłe uczucie!
 
Szczęście w nieszczęściu, że zaczęliśmy program zasypiania chwilę przed tym, jak zaczęły iść zęby. Dlaczego szczęście? Bo już mieliśmy 7-8 dni nauki za sobą. Stwierdzam z całą pewnością, że nie poradzilibyśmy sobie z zębami, gdyby nie nowo zdobyta wiedza oraz „umiejętności zasypiania”. Dzięki temu programowi to co zwykle jest najgorszym okresem dla rodziców dla nas mijało poniekąd bezboleśnie, choć oczywiście częste pobudki – towarzyszyły nam nieustannie. Ale po każdej pobudce byliśmy w stanie sprawić, ze dziecko ponownie usypiało.
 

Efekty

Przed nauką zasypiania zawsze szukaliśmy winnych. Każda nieudana noc, a szczególnie te najgorsze noce w naszej świadomości była skutkiem czegoś, co tak naprawdę nie miało żadnego wpływu. Myśleliśmy wówczas, że zjedzone przez mamę ciasteczko bez cukru – było za słodkie, zbyt intensywna zabawa taty i malucha powodowało wyrzut adrenaliny na noc, bezkofeinowa kawa inka miała za dużo kofeiny.
 
Staliśmy się asocjalni. W obawie przed histerią maluszka przez całe 8 miesięcy czasu nie wyszliśmy z mieszkania aby spotkać się z znajomymi. Baliśmy się panicznie wyjścia po zakupy. Zawsze kończyło się tak samo – płacz, awantura, błyskawiczny powrót do domu. A przyczyną tego – był niedobór snu dziecka, szczególnie tych dziennych drzemek.
 
Obiady i kolacje – kanapka w najlepszym wypadku. Innymi słowy –  czym przypadek uraczy. Dziecko zawsze jadało pierwsze – w naszym przypadku również jako “jedyne”. Bo nie pozostawało sił ani czasu na przygotowanie posiłków.
 
A teraz? 
Mama może napić się ulubionej kawy, zjeść ulubione ciasteczko. Z przyjemnością widujemy się ze znajomymi. Spędzamy mnóstwo czasu na spacerach. Z chęcią zabieramy malucha na zakupy, ba – on nawet pomaga wybierać ciuchy 
smiling face with open mouth
Witam serdecznie pani Agnieszko:)) pamieta nas pani jeszcze?:) my o pani pamietamy wlasciwie kazdego dnia!!!:) 
Dlugo bo juz prawie pol roku zabieralam sie za napisanie do pani i po raz kolejny podziekowanie za uporzadkowanie naszego zycia dzieki temu ze nasz w tej chwili blisko 14 miesieczny syn zaczal samodzielnie spac. Wielokrotnie juz zabieralam sie za maila do pani gdy mielismy z Malym okresy spokoju a potem pojawialy sie jakies kryzysy/regresy i tak czas lecial. Jednak nadal nasz syn spi i nie udalo nam sie go popsuc:)
Nasza historia byla dosc typowa. Poczatek naszego zycia w trojke nie byl najgorszy, syn w miare spal. Kryzys nadszedl okolo 6/7 miesiaca gdy Maly zaczal sie budzic w nocy co 2 godziny i uspienie go zajmowalo wieki. I tak ktorejs nieprzespanej nocy, czuwajac przy lozeczku Malego, trafilam na strone DobraNocki :) gdy zaczelam czytac historie innych rodzicow mialam wrazenie ze ktos pisze o nas. Wtedy w srodku nocy postanowilam – koniec tego!- musimy cos zmienic, bo inaczej wykonczymy sie wszyscy. Przedstawilam plan mezowi i decyzja zapadla.
Potem przeszlismy nauke zasypiania zakonczona sukcesem i Maly zaczal zasypiac sam w lozeczku i przesypial cale noce.
Od tego czasu minelo pol roku, a mysmy syna wystawili na szereg prob. Wielokrotnie wyjezdzalismy, przeprowadzilismy sie i w konsekwencji Maly spi sam w swoim pokoju, ale nadal spi:). Odwazylismy sie nawet niedawno poleciec na wakacje:) Dosc odwaznie wybralismy sie w pieciogodzinny lot, podczas ktorego nasze dziecko nie zmruzylo oka…Bylismy lekko przerazeni, ale potem szybko wrocilismy do naszego codziennego rytualu i to byl naprawde cudowny tydzien. Staralismy sie tak organizowac czas, ze Maly zazwyczaj spal w lozeczku i mimo zmiany miejsca i czasu zasypial sam, bez problemow i przesypial cale noce. A nam z Mezem udalo sie swietnie odpoczac.
Okazalo sie, ze jak dziecko tak dobrze samo spi, to naprawde mozna:)nawet jak na wyjezdzie zdarza sie jakies zachwiania spania, to zaopatrzeni w wiedze przekazana nam przez DobraNocke wiemy co robic aby dalej bylo dobrze!!:) 
Nadal zdarzaja sie nam kryzysy w spaniu syna- zawsze podszyte lekka obawa, ze cos sie popsuje, ale czas mija i nic sie nie pospulo, wiec coraz bardziej optymistycznie patrzymy w przyszlosc i zdecydowanie mamy sily i checi do zycia, zarowno my z mezem jak i Maly poniewaz jestesmy wypoczeci i wyspani:) a Wszystkim ktorzy nadal borykaja sie z problemami, albo wahaja przy kazdej mozliwej okazji polecamy DobraNocke, poniewaz nasze zycie zmienilo sie na lepsze dzieki temu ze zdecydowalismy sie na wspolprace z DobraNocka. A Maly stal sie usmiechnietym, pelnym zycia i energii dzieckiem!!
 
Kochana pani Agnieszko jeszcze raz OOOOOGROMNIE DZIEKUJEMY!!!!
 
Szczesliwi rodzice wraz z Iwem.

 

 

Maks jest dzieckiem, które od początku nie spało dobrze. Przez pierwszych kilka miesięcy nie widziałam w tym większego problemu, że dziecko zasypia przy cycu, śpi ze mną w łóżku i co jęknięcie w nocy dostaje cyca, w końcu położna w szpitalu tak kazała, a inne mamy mówiły, że tak to już musi być. Im dłużej to trwało tym bardziej nabierałam przekonania, że coś tu nie gra, że musi być jakieś rozwiązanie tej sytuacji, przecież nie mogę czekać nie wiadomo jak długo i łudzić się, że z tego wyrośnie. Przeczytałam chyba cały internet na temat snu dzieci, książkę Tracy Hogg, radziłam się innych. Małym sukcesem było nauczenie Maksa samodzielnego zasypiania w łóżeczku kiedy skończył 5 m-cy. Jednak po 4 godzinach od zaśnięcia budził się i lądował u nas w łóżku, przy piersi i tak już zostawał do rana. Im był starszy tym szybciej następowała ta pobudka, aż w końcu odmówił samodzielnego zasypiania. W 8-9 m-cu Maks zasypiał już tylko na rękach, kołysanie, bujanie to był nasz codzienny rytuał,a po 2-3 h snu nocnego i tak ostatecznie lądował w naszym łóżku z cycem w buzi. Noce były nie do wytrzymania, łóżko za małe na naszą trójkę, a Maks skutecznie egzekwował swoje miejsce moim kosztem. Poza tym budził się jak zwykle co 2-3 h na cyca, w najlepszym przypadku co 4 (rzadkość niebywała), a w najgorszym co godzinę. W 9 m-cu udało mi się odstawić nocną pierś na rzecz nocnego kołysania. Moja frustracja sięgała zenitu, nie dość, że niewyspana to kręgosłup odmawiał posłuszeństwa. Pobudki były niezmienne, czasami tylko pojedyncze nocne kołysanie trwało nawet 1,5h. W dzień chodziłam zła, mój syn marudny, a tata Maksa nigdy nie wiedział co go czeka w domu po powrocie z pracy. Poziom mojego zmęczenia, frustracji i złości osiągnął już taki poziom, że uznałam Dobranockę (na którą trafiłam w Internecie podczas jednego z nocnych poszukiwań pomocy) za ostatnią deskę ratunku dla mnie i mojej rodziny…
Minął miesiąc od rozpoczęcia wdrażania planu nauki zasypiania i już pierwszej nocy były efekty, a po tygodniu to już nie pamiętałam jak to jest nie spać w nocy. Maksio ma teraz rok i zasypia sam na noc jak i na drzemki. Zasypia w godzinach 18-19 i śpi do 6-7 rano, w dzień ucina sobie 2 drzemki po godzinie, łącznie śpi ok.14h na dobę, sama nie wiem co mam robić z tymi wolnymi wieczorami :) Ponadto wrócił mój dobry nastrój w dzień, mam chęci i energię do funkcjonowania jako mama, Maks przestał być marudny bez powodu bo też w końcu się wysypia, a tata już się nie boi ;)
Polecam gorąco współpracę z Panią Agnieszką, to naprawdę ma sens i warte jest każdych pieniędzy, a nasze dzieci są mądrzejsze niż nam się wydaje i łapią zmiany lepiej niż zestresowane mamusie :)
Dziękuję Dobranocko!!
Agnieszka, mama Maksia

 

 

O Dobranocce przeczytałam artykuł w gazecie gdy synek miał 6 miesięcy.

 Poczułam ogromną ulgę, że jest ktoś kto może nam pomóc. Ale wszystko od początku : Jaś zasypiał ze smokiem, głaskany, czasem koło niego leżałam a czasem zupełnie sam w łóżeczku. Mieliśmy rytuał przed snem ale jak się potem okazało był on trochę za mało rozbudowany by dawał jasny przekaz. W wieku 12 miesięcy kiedy było już naprawdę źle i oprócz dwóch pobudek w nocy na jedzenie dochodziły czasem przerwy w śnie po 1-2h powiedziałam stanowcze dość.

Wcześniej łudziłam się że z wiekiem będzie lepiej, że to zęby , że jak skończy roczek zacznie ładnie spać w nocy i dzień. Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast lepiej było coraz gorzej i coraz bardziej byłam poprostu wkurzona, zmęczona i zrezygnowana.W dzień były dwie drzemki w wózku, były one ładne bo trwały minimum godzinę ale czasem bujanie by wreszcie synek zasnął potrafiło trwać 40 min.

Decyzja zapadła ( tzn. wreszcie namówiłam męża by spróbować ) w styczniu gdy synek skończył roczek, a zaczeliśmy naszą ” rewolucję ” na początku marca czyli jak Jasio miał 14 miesięcy. I jak każdy rodzic który współpracował z Panią Agnieszką – panicznie bałam się płaczu. Wcześniej byłam bardziej odporna na płacz, ale im synek był starszy tym płacz był przeraźliwy i mnie osobiście przeszywał. Męża przerażał fakt przeniesienia Jasia z łóżeczkiem do swojego pokoju. Jak się okazało :  Synek zniósł to bezboleśnie, jakby nie było różnicy, gorzej mój mąż. Gdy Jasio spał w naszej sypialni nie słyszał płaczu który trwał i trwał, a jak tylko synek emigrował pokój dalej, mimo przymkniętych obydwu par drzwi, słyszał każde jęknięcie ;) 

Pierwsze usypianie na noc wg planu zasypiania było cieżkie. Walka trwała 1h40 min a sam płacz zaczął się po 40min usypiania i był ciężki do zniesienia, zwłaszcza że siedziałam od synka na wyciągnięcie ręki. Drugiego dnia na usypianie w dzień – nastawiłam się na płacz i histerię, było trochę płaczu ale praktycznie było to marudzenie i w 30min synek zasnął, podobnie na drugą drzemkę. Trzeciego dnia współpracy – płaczu nie było wcale ! Wierzcie mi lub nie ale tak było. Synek załapał w mig całą nową sytuację. Kolejna trudna noc była wtedy, gdy nie było już karmienia. Wtedy Jasio też walczył 1h40min ale nie był to płacz, raczej nie mógł się ułożyć do zaśnięcia, ciągle się kręcił, marudził i siadał. Noc po zabraniu karmienia była dla mnie cudem- synek nie obudził się wcale!!!! Przespał całą noc do 6:30 ;) była to moja pierwsza od 14 miesięcy przespana noc, aż z wrażenia o 4:30 obudziłam się i nie mogłam zasnąć ;)

 W trakcie naszej współpracy przerabialiśmy harcorowe wychodzenie czwórek- jednej nocy przebiły się trzy czwórki, a mimo to noc był o wiele lepsza niż przy karmieniu przed współpracą z Panią Dobranocką, bo wystarczyło dać przeciwbólowy, pogłaskać i synek spał.

 Nie mam słów by podziekować za współpracę z Panią Agnieszką, podczas  każdej z naszych codziennych rozmów była cierpliwym Aniołem, który  wysłuchał,  krótko i rzeczowo powiedział co należy dalej robić,a kiedy było to konieczne ” naprostował” moje poczynania i próby odstępstwa od planu. Po zakończeniu naszej współpracy średnio co dwa tyg miałam się odzywać i mówić jak idzie dalej .

 Obecnie Synkowi wychodzą trójki, oczywiście wszystkie jednocześnie, przy tym ciągle wychodzimy z jedej infekcji i pojawia się kolejne tak jak obecnie chore gardziołko, mimo to Jaś zasypia w łóżeczku i w dzień i w nocy trzymany za rączkę by mu trochę ulżyć, a w nocy czasem wystraczy tylko powiedzieć ććććć, pogłaskać i Jasio spi do rana. Czasem ratujemy się przeciwbólowym lekiem gdy jest kiepsko. Teraz już wiem że gdy mu nic nie dolega spi całą noc, bez jednego kwęknięcia, a gdy zaczynają się pobudki to zaczynamy walkę z jakąś infekcją, W dzień zasypia średio w 5min, a na noc około 15-20 min gdy było trochę wrażeń. Jaś jest rannym ptaszkiem bo zaczyna dzień po 6 rano ale kończy go też po 19 max 20 wieczorem. W dzień jest jedna drzemka która trwa od 1h nawet do 2,5-3h.gdy nic mu nie dokucza.

 Podsumowując : jeśli dalej po raz setny ( tak jak ja wcześniej ) czytasz opinie o Pani Agnieszce, o tym czy warto podjąć ten trud, tą walkę to warto !!! Ja byłam nastawiona że musi się udać, że zrobię wszystko łącznie z przekonaniem teściowej do słuszności całego przedsięwzięcia by wreszcie przespać noc i się to udało. Mimo że moje szczęście ciągłego nieprzerywanego snu nie trwało długo przez infekcje, to wiem że ta przespana noc jak tylko mój Aniołek wydobrzeje mnie czeka ;) bo wiem jak w kierunku przespanej nocy się udać ;) i to wszystko zasługa Pani Dobranocki. Mąż który nie lubi tego robić ale przyznał mi rację, że to było najlepsze co dla dobra naszego synka mogliśmy zrobić- nawiązać współpracę z Panią Agnieszką ;)

Jeszcze raz serdecznie dziękuje Pani Agnieszko, pozdrawiam, Aneta

 

 

„Historia Melisy, która spać nie chciała”

Historia jak każda inna? Być może, ale nasz problem zwiazany ze snem naszej córki (a raczej z jego brakiem) był wielokrotnie złożony, a zaczęło sie tak….

Przez pierwszych 6 miesiecy życia naszego wyczekanego dziecka wszystko, lącznie ze snem, przebiegało bezproblemowo. Mała ząsypiala samodzielnie, bez huśtania, kołysania na rekach, noszenia itp. Kiedy Melisa skonczyła pół roczku coś zaczeło się psuć.

Wszystko zaczęło się od nocnych pobudek. Poczatkowo było ich kilka ( tych poza karmieniem) z upływem czasu- kilkanaście. Doszedł placz, wzbranianie sie przed snem. Robilismy wszystko, żeby mała zasnęła. Przystawianie do piersi, noszenie na rękach, huśtanie na materacu itp.Wszystkie te zabiegi przynosiły efekt tylko na chwilę, a pobudek było coraz wiecej.

Nie przespaliśmy z mężem ani jednej nocy przez ponad rok. Wyczerpani, zniechęceni,wrecz załamani postanowilismy córce zrobić szereg badań, które dałyby nam odpowiedź na pytanie dlaczego nasza Melisa nie śpi.

Mieliśmy dość zapewnień lekarzy, rodziny, znajomych że „to normalne”, „kiedy dziecko skończy dwa lata i przestanie ząbkować zacznie spać”, „jedne dzieci śpią inne nie, musicie przeczekać ten czas,bo kiedyś musi w końcu spać”. Nie, nie nie!!! Nie mogliśmy czekać, bo musieliśmy zacząć NORMALNIE żyć. A nie byliśmy w stanie funkcjonować-opiekować się córką i chodzic do pracy bez snu.

Pewnego dnia na jednym z forów internetowych, jakaś życzliwa osoba napisała o Pani od snu. Nasza reakcja byla natychmiastowa.

Dziś oboje z mężem stwierdzamy, że podjęcie współpracy z Dobranocką, było jedną z naszych najlepszych decyzji w życiu. Nasza półtoraroczna córka w przeciągu tygodnia : zaczęła spać w swoim łóżeczku, nauczyła się samodzielnie zasypiać i radzić sobie z zasypianiem (bez naszej pomocy) podczas nocnych pobudek. Udało się wyeliminować całkowicie nocne karmienie i najważniejsze córka śpi ciągiem ok 11 godzin!!!

Do dziś trudno nam uwierzyć w efektywność zastosowanych metod. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem tym bardziej, że problemów zwiąźanych ze snem naszej pociechy było co najmniej kilka i do tego mocno utrwalonych.

Warto zawalczyć o dobry sen dziecka. Nie warto zaś czekać i tracić energii na usilne usypianie malucha(proponuję raczej spożytkować ją na zabawę z nim :)), z tym problemem poradzi sobie doskonale Pani Agnieszka.

 

 

 

Kochana Pani Edyto,

To już moje czwarte podejście do napisania opinii. Chciałam wszystko ubrać w piękne słowa, żeby ładnie to wyglądało na waszej stronce. Ale jakoś to mi nie idzie. Napisze po prostu to co czuję. A czuję się świetnie. Czuję, że razem z Mateuszem i synkiem osiągnęliśmy sukces. Jesteśmy szczęśliwi. Mamy to, co chcieliśmy mieć i chcemy to co mamy. Wcześniej, kiedy synek nie spał, nasze życie było bardzo mizerne. Ja myślałam o spakowaniu walizek i ucieczce do mamy natomiast Mateusz myślał o tym kiedy mógłby mnie do niej zawieźć. Wiecznie niewyspani, nie mogący nigdzie wyjść na dłużej, niczego zaplanować itp. Dziś, czasem cierpimy na nudę! Odkąd Julian śpi, bo wcześniej to była jakaś

pomyłka, a nie spanie, wydłużyła nam się dobra. Mamy czas na film, czas na kolację, czas dla siebie razem i osobno.

Czasem słyszę, że wydaliśmy na to za dużo pieniędzy. Czy ja wiem?… Jak podzielę 550zł / 365 nocy, które Julian prześpi to daje 1,50zł za każdą noc. A ja wiem, że za takie noce, które teraz mamy mogłabym płacić te 550zł każdego dnia!

Wczoraj przed snem zapytałam się Mateusza, czy jest zadowolony z tego, że Julian tak śpi i, że zgłosiłam nas do Dobrejnocki. Odpowiedział: (uwaga będą przekleństwa jak kogoś to razi to niech sobie zakryje te słowa palcem) ” No, zajebiście, że Julian już tak ładnie śpi, ty wydajesz się też bardziej wyspana i ja już tylu zjebek nie dostaję”. Myślę, że idealnie uchwycił sens tego wszystkiego;).

Ściskamy i pozdrawiamy i buziakujemy obie Panie.

Ps. Kochana Pani Edyto, współpraca z Panią była przemiła! Nie dość, że przekazała nam Pani tyle wiedzy, to ma Pani tak kojący głos, że po każdej naszej rozmowie byłam pewna, że wszystko będzie dobrze i, że zrealizujemy nasz cel. Wczoraj, po naszej ostatniej rozmowie na skype, to aż mi się łezka zakręciła w oku ze wzruszenia. Dziękuję:)!

 

 

Jestem mamą cudownych 22 miesięcznych bliźniąt, które od miesiąca przesypiają noce od godziny 20 do 6 rano !!! Nie wierzyłam, że kiedykolwiek to nastąpi…ale to możliwe, uwierzcie mi !

Kiedy po raz kolejny szukałam w intrenecie wskazówek , dzięki którym nasze dzieci zaczną spać „normalnie” natknęłam się na informację o tajemniczej Pani Dobranocce. Skontaktowałam się z Panią Agnieszką przez fanpage na FB. Byliśmy z mężem tak zmęczeni i wyzuci z energii, że postanowiliśmy poprosić ją o pomoc. Pani Agnieszka z uśmiechem na ustach opowiadała nam o nauce samodzielnego zasypiania ( Bez smoków i wody !!!) ,krok po kroku tłumaczyła jak mamy się zachować, jak będziemy się czuć i twierdziła , że wszystko zależy od nas. Z sympatią do niej ale bez większej wiary w powodzenie. To, że nasze dzieci mogą zasypiać bez smoka ?! bez wody?! Bez lulania?! , wydawało nam się niemożliwe. A jednak udało się, mało tego poszło szybciej niż się spodziewaliśmy. Już pierwszej nocy dzieci przespały całą noc do 7 rano. Od czwartego dnia właściwie same zasypiały, bez płaczu i histerii. To niesamowita ulga móc odłożyć dziecko do łóżeczka, ucałować je, powiedzieć dobranoc i wyjść i mieć wieczór dla siebie (dla nas),a potem rano ucałować wypoczęte i uśmiechnięte dzieci.
Z chwilą gdy dzieci zaczęły przesypiać noce my dowiedzieliśmy się co to znaczy być wyspanym rodzicem, który ma też siłę obejrzeć film, zjeść romantyczną kolację, poczytać książkę, bo wie, że w nocy będzie spał a nie biegał do dzieci. U nas sytuacja była naprawdę ciężka. Bywały noce, że dzieci budziły się co 40 minut, a w przypadku lepszej nocy to były 2-3 pobudki u każdego, co przy bliźniakach powoduje, że trzeba wstać w nocy przynajmniej 6 razy. Mój mąż spał czasem w samochodzie na parkingu przed spotkaniem, bo był tak zmęczony. Ja robiłam wszystko by przetrwać dzień, teraz mogę znowu go przeżyć.
Jedyne czego żałujemy, to to, że zgłosiliśmy się do Pani Agnieszki tak późno.
Dziękujemy za pomoc, wsparcie i pozytywną energię.
 Karolina i Bartek rodzice Anieli i Antka

 

 

Trafiłam do DobraNocki z polecenia koleżanki, która powiedziała, że pieniądze wydane na kurs były najlepiej wydanymi pieniędzmi od czasu urodzenia dziecka. Potwierdzam, polecam dalej i żałuję, że DobraNocka doradza tylko w kwestii usypiania. Chętnie i ze spokojnym sercem słuchałabym się ich w każdej innej dotyczącej wychowania dzieci.

Pani Edyta pomogła nam nauczyć naszą małą, 10-miesięczną Kasię samodzielnego zasypiania i długiego, smacznego spania. Przez pierwsze miesiące życia nasza córka spała bardzo ładnie i przyzwyczaiła nas do spokojnych nocy. Nie rozumieliśmy wyczerpania i irytacji wielu innych rodziców. Zrozumieliśmy, gdy Kaśka miała 8 miesięcy. Zawsze uspiała nam na rękach i budziła się na karmienie w nocy, ale od pewnego momentu zaczęła się budzić w nocy bardzo często, nawet co 2 godziny, a uśpienie jej zajmowało wieki. W dzień też nie było lepiej, jej drzemki trwały czasem tylko 20 min. Zaczęliśmy być rozdrażnieni i zmęczeni. Wtedy właśnie koleżanka poleciła nam DobraNockę. Rodzina śmiała się, że chcemy zatrudnić konsultantki/trenerki snu. Nam nie było do śmiechu. Byliśmy zdesperowani i pełni nadziei. Ale takich efektów, jakie udało się osiągnąć chyba nikt z nas się nie spodziewał. I to na pewno nie tak szybko.

Kasia zaczęła przesypiać (prawie) całe noce już na początku wdrażania planu, pod koniec współpracy z DobraNocką spała już bez przerwy i bez karmienia przez 11/12 godzin. I tak jest do dziś. Cieszymy się, że Kasia nauczyła się sama zasypiać, że się do nas chętnie i bezinteresownie przytula, budzi uśmiechnięta i wypoczęta. Wprowadzony dzięki DobraNocce rutynowy harmonogram dnia, choć na początku wydawał się karkołomny, ewidentnie działa i sprawdza się znakomicie. Lubimy nasze nowe rytuały, pieska przytulankę, śpiworek. 

Wiemy, że wdrażanie Planu nie kończy się po 2 tygodniach. Że były i będą momenty ciężkie, ale najważniejsze, że Kasia umie już sama zasypiać, a my wiemy co robić, by ją w tym wspierać. Po 2 tygodniach z DobraNocką wiemy jak sobie radzić. I wciąż nie możemy uwierzyć, że Kaśka tak szybko i łatwo się przestawiła, że tak długo i dobrze śpi. Bardzo musiała tego potrzebować.

Niania, która przyszła do nas w trakcie wdrażania planu, o 7 rano zastała następującą sytuację: gra muzyka, my z mężem tańczymy przytuleni i uśmiechnięci na środku mieszkania, a wokół nas raczkuje jak szalona i piszczy z radości nasza córka. Zdumiona powiedziała, że tak zazwyczaj nie wyglądają poranki świeżo upieczonych rodziców i że powinniśmy nakręcić z tego reklamę dla DobraNocki. Nie nakręciliśmy, niestety, ale szczerze polecamy wszystkim dzieciom i rodzicom!

 

 

Wyczerpana, załamana, niewyspana, zdesperowana, sfrustrowana, itd., itd. Mogłabym jeszcze długo wymieniać przymiotniki, które opisywały moją osobę jeszcze miesiąc temu. Na szczęście to już przeszłość. Szkoda, że tak późno, ale lepiej późno niż wcale, jak mówi stare polskie przysłowie. Ale od początku. Elenka do trzeciego tygodnia była wzorowym noworodkiem. Spała, jadła, spała, jadła… Problem zaczął się około 4 tygodnia życia. Eli zaczęła mieć problemy ze snem w ciągu dnia. Noce przesypiała świetnie, budziła się oczywiście na karmienie, ale zjadła i od razu zasypiała. Usypianie jej natomiast w ciągu dnia było koszmarem. Pierś, bujak, z początku również wózek, potem i to nie wystarczało. Doszło do tego, że przestałam z nią praktycznie wychodzić na spacery, a jeśli już chciałam to najpierw ją usypiałam w domu a dopiero później wychodziłam. Z czasem przyzwyczaiłam się do takiego stanu, tym bardziej, że wszyscy mówili, że przejdzie, że wyrośnie z tego. I tak czekaliśmy najpierw do trzeciego miesiąca, potem do szóstego, potem do roku. Niestety Elenka nie wyrosła. Do tego jeszcze zaczęły pojawiać się problemy ze snem nocnym. Wszyscy mówili, że zęby. No to czekaliśmy na te zęby … ponad dwa miesiące. Zęby się pojawiły ale problemy ze snem nie minęły; było coraz gorzej. Doszło do tego, że mała zaczęła wybudzać się co 40 minut, a jedynym sposobem, by zasnęła była pierś. Zdarzało jej się również wybudzić w nocy o 2.00, 3.00 i nie spać po 2 godziny. W takim to stanie trwaliśmy przez kilka dobrych miesięcy, aż tu nagle pewnego pięknego zimowego dnia wyszłam z córcią na spacer i spotkałam inną mamę. To ona powiedziała mi, że jest ktoś taki jak DobraNocka i że pomaga nauczyć dzieci samodzielnie zasypiać. Nie mając nic do stracenia napisałam maila, wypełniłam kwestionariusz i czekałam na kontakt. Kiedy w dniu planowanej konsultacji okazało się, że Pani Agnieszka jest chora i nie może ze mną porozmawiać, kolejny możliwy termin ma za miesiąc, ale może „oddać” mnie w ręce innej osoby rozpłakałam się. Tyle czasu czekałam, żeby nasz koszmar się skończył i tu nagle znów mamy czekać kolejny miesiąc lub zaufać osobie, o której zupełnie nic nie wiedzieliśmy, tym bardziej, że mamy naprawdę trudny przypadek (jak mi się wydawało), który nie zasypia ani w samochodzie, ani w wózku, na bujaku też nie. Jak zatem osoba, która dopiero kilka miesięcy uczy dzieci zasypiać pomoże mojemu skarbowi? Jednakże mój poziom wyczerpania, mąż na kanapie w salonie oraz wieczne niewyspana i marudząca córcia sprawiły, że podjęłam decyzję – nie czekamy dłużej, zaufamy Pani Edycie. I to była bardzo dobra decyzja. Pierwsza rozmowa, która powinna trwać 15 minut trwała prawie godzinę. Konkretnie, rzeczowo wyjaśniła nam na czym polegać będzie współpraca, jak będziemy pracować. Dalsza współpraca również była rzeczowa i konkretna. W chwilach dla nas trudniejszych (a trochę ich było) Pani Edyta „stawiała” nas do pionu Emotikon wink. Po trzech tygodniach wdrażania planu Elenka zasypia sama, zajmuje jej to trochę czasu, ale już nawet nie płacze. Powierci się, pogada i zasypia. Przesypia też całe noce. Budzi się co prawda nadal po 5.00, ale spokojnie leży w łóżeczku do 6.00 i czeka, aż zaczniemy dzień (kiedyś był bujak albo pierś, albo na zmianę jedno i drugie). Trochę gorzej nadal jest z drzemkami, ale ciągle nad nimi pracujemy. I tu również Pani Edyta okazała się być pomocna i nie zostawiła nas samych. Mimo, że program dobiegł końca, dalej służyła radą i czekała na kolejny raport z postępów małej.

Reasumując Pani Edyta uratowała nam życie. Nie ma w tym wielkiej przesady, gdyż:

– uratowała nasze małżeństwo, które przeżywało trudne chwile,

– uratowała nasze zdrowie psychiczne (czasami byłam na skraju załamania),

– uratowała naszą córcię – mała przestała mieć problemy z wypróżnianiem, przestała być strasznym „marudkiem”, stała się pogodnym bobasem ciekawym świata,

– wreszcie uratowała radość z macierzyństwa. W końcu mogę zaśpiewać za misiem mojej córci: „przy Tobie, przy Tobie uśmiechać wciąż się chcę, bardzo kocham Cię” (kiedyś te słowa w niektórych momentach nie przychodziły mi łatwo).

Dlatego ze stuprocentowym przekonaniem mogę polecić Panią Edytę.

Pani Edyto – jest Pani WIELKA.

Jeszcze raz dziękujemy,

Edyta, Tomek i Elenka

 

 

Jestem mamą 8-miesięcznego chłopca, który od co najmniej 5 miesięcy nie przespał ciągiem 3 godzin w nocy,a nawet potrafił wybudzać co 40 minut. W dzień drzemki trwały też maksymalnie 30 minut. Cała nasza trójka była wyczerpana tą sytuacją, byliśmy poddenerwowani, zmęczeni, totalnie sfrustrowani.Szukaliśmy pomocy w książkach, poradach znajomych, internecie. To już historia, o której najchętniej chciałabym nie pamiętać…

Wszystko się zmieniło odkąd zaczęliśmy współpracę z Dobrą Nocką. Pani Edyta, która była naszym mentorem spisała się na medal. Odkąd usłyszałam w telefonie głos tej Pani wiedziałam, że musi się udać.Ciepły i empatyczny ton sprawił, że znaleźliśmy z mężem siłę, by spróbować nauczyć nasze dziecko samodzielnego zasypiania.Dostaliśmy plan, który jasno i rzeczowo wyjaśniał nam co i jak mamy robić, kiedy nasz buntownik z wyboru płacze i nie umie sam zasnąć.

 Każdego dnia nasza kochana Dobra Nocka wspierała nas czy to przez meila czy przez telefon. Rady były pomocne i rzeczowe.Pani Edyta ma mnóstwo zrozumienia, a co za tym idzie jest bardzo dużym wsparciem dla zmęczonych rodziców. Potrafi też ,,pociągnąć za warkoczyk i ustawić do pionu przy chwilach zwątpienia, które i u nas czasem brały górę”.

Z dnia na dzień widzieliśmy z mężem efekty współpracy. Kiedy nasz synek po kilku dniach zaczął przesypiać ciągiem 7h w nocy przecieraliśmy oczy ze zdziwienia. Zastanawiałam się, co się stało z naszym chłopcem, który co chwilę popłakiwał w łóżeczku, bo nie potrafił sam zasnąć. Teraz już wiem. To zasługa niezastąpionej Pani Edyty. Dzięki niej Oskarek jest wyspanym, radosnym chłopcem i zyskał cieszących się znów życiem rodziców. Dziękujemy

 

 

Pani Agnieszko, dziękujemy z całego serca za pomoc i wsparcie.

Nasz 8 miesięczny Franek nie potrafił sam zasypiać, przez co budził się kilkukrotnie w nocy a jego drzemki w ciągu dnia były głównie na spacerze i w wózku. Franek od dnia swoich narodzin nie przespał ani jednej nocy. Budził się średnio co 2-3 godziny. Zdarzały się noce, w których budził się nawet co 30-40 minut i zasypiał tylko przy piersi. Częste pobudki w nocy były męczące zarówno dla synka jak i dla Nas rodziców, z tą różnicą, że Franek odsypiał w dzień, a my nie mieliśmy takiej możliwości. Była to sytuacja stresująca, a na dłuższą metę wyczerpująca. Moje złe samopoczucie dało się niejednokrotnie odczuć moim bliskim. Brak czasu na cokolwiek i godziny spędzane na usypianiu Naszego małego „terrorysty”- tak wyglądało nasze życie. Na szczęście usłyszałam od koleżanki o Pani Agnieszce. Nie mogliśmy się jakoś zdecydować, więc moje serdecznie koleżanki postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce i skontaktowały mnie z DobraNocką za co bardzo im dziękuję. Szczerze mówiąc nie wierzyłam, że nagle Pani Agnieszka „zmieni” Franka i będzie smacznie spać. Na pierwsze efekty ku mojemu zdziwieniu nie trzeba było długo czekać. Dzięki wskazówkom pani Agnieszki udało nam się odzwyczaić Franka od smoczka, wyeliminowaliśmy karmienie nocne i nauczyliśmy Franusia samodzielnego zasypiania w swoim pokoju, dzięki czemu odzyskaliśmy sypialnie i możemy bez obaw przekręcać się na drugi bok i nie boimy się, że obudzimy Naszego szkraba. Jesteśmy niezmiernie wdzięczni Pani Agnieszce za okazane wsparcie podczas wdrażania planu zasypiania. Bywały chwile zwątpienia, bałam się, że mogę nie dać rady, ale wsparcie ze strony DobraNocki i pomoc mojego dzielnego męża było nieocenione. Kiedyś tylko ja mogłam uśpić synka. W chwili obecnej tata także potrafi usypiać dziecko, a ja mam coraz więcej czasu dla siebie :-) Nasz Franio jest teraz pogodny, wyspany a uśmiech nie znika z jego twarzy. Franek skończył właśnie 9 miesięcy i idą mu pierwsze ząbki. Było parę dni z częstszymi pobudkami w nocy ale trzymamy się planu i dajemy radę!  :-)

 

Dziękujemy raz jeszcze wspaniała DobraNocko!

 

Pozdrawiamy serdecznie i polecamy każdemu.

 

Justyna, Sebastian i Franuś :-)

 

 

 

 

 

Co prawda zakończyłyśmy współpracę ponad pół roku temu i wtedy zobowiązałam się, że napiszę kilka słów o naszej przygodzie ze spaniem, ale nigdy nie mogłam znaleźć na to czasu. Myślałam sobie: „Dziś to już nie będę tego pisać bo przecież to bardzo długa historia”. Zmotywowała mnie postawa moich koleżanek i innych mam, które nie śpią a chciałyby, ale obawiają się. Czego? Tego samego czego ja się bałam. Tego, że dziecko i tak nie nauczy się przesypiać nocy bo przecież próbowałam różnymi sposobami i nie udało się. Tego, że przyczyną „stu” pobudek w nocy jest ogromne przywiązanie do matki i wrażliwość malucha, na co nic, poza mamą a najlepiej mamą z piersią pełną mleka, nie pomoże. Tego, że Dobranocka będzie kazała mi robić Bóg wie co a ja godzić się na wszystko nie będę. Postaram się napisać tak, żeby przekonać te mamy, które nie mogą się zdecydować na samodzielne zasypianie dziecka, że przespanie nocy to nie jest kwestia tego czy im to przeszkadza, czy są w stanie to znosić, ale kwestia zdrowia dziecka bo sen jest niezbędny do życia. Nie wiem czy to prawda, ale podobno wybudzanie w nocy śpiącego było/jest na chińskiej liście tortur.

A oto nasza historia:

Jestem mamą śpiącego CAŁĄ noc Półtoraroczniaka. Takie szczęście trwa od pół roku i czterech dni, czyli od kiedy zaczęliśmy współpracę z Panią Dobranocką. Do dziś nie mogę pojąć dlaczego nie trafiłam na jej stronę internetową wcześniej. Pomocy w sieci szukałam od kiedy syn skończył 5 miesięcy. Budził się wtedy kilka razy w nocy na jedzenie, czasem na dwugodzinna zabawę a drzemki były możliwe tylko i wyłącznie w jadącym na zewnątrz wózku, ale w cichej okolicy bez szczekających psów. Czasem te drzemki trwały 2,5 godziny a czasem 10 minut. Wtedy pchając wózek brzuchem niosłam na rękach wrzeszczącego syna bo kiedy był w wózku płakał jeszcze głośniej. Początkowo tłumaczyłam sobie problemy ze spaniem rosnącymi zębami więc smarowałam dziąsełka coraz droższymi maściami. Potem winę zwaliłam na skoki rozwojowe dzięki czemu udawało mi się przetrwać kolejny tydzień w nadziei, że za kilka dni minie. Kolejnym krokiem było czytanie poradników o śnie dziecka i stosowanie się do każdej rady babć i cioć bo a nóż zadziała. Stałe pory snu, wieczorem tylko spokojne zabawy przy zmniejszonym oświetleniu, karmienie na noc kaszką na mleku dla pewności, że brzuszek pełny, wietrzenie pokoju, nowy pajac do snu bo stary jakiś mało elastyczny i pewnie niewygodny itd. Po każdej kolejnej nocy miałam nową hipotezę a sytuacja pogarszała się. Czułam, że oszaleję albo porzucę dziecko. Kiedy syn miał 9 miesięcy budził się ok. 8 razy w ciągu nocy, nie zasypiał przy piersi, nosiłam, bujałam, mruczałam, żeby tylko zasnął. Wiadomo było, że nie prześpi nawet 2 godzin. Poskarżyłam się naszej pediatrze, która zaleciła jakieś czopki homeopatyczne i dała skierowanie do neurologa. Czopki nie pomogły, neurolog zrobił EEG, USG głowy i wysłał na badanie do psychologa po czym orzekł, że dziecko zdrowe więc nie może mi pomóc i zaleca uzbroić się w cierpliwość. Popłakałam się. Nie miałam już kompletnie sił ani pomysłu co jeszcze mogę zrobić. Na myśl o zbliżającej się nocy było mi słabo a każdej nocy nie mogłam doczekać się ranka.

Około 10 miesiąca syna trafiłam na jakieś forum, na który był post podpisany: Agnieszka Piotrowska, trener snu dziecięcego. Po nitce do kłębka trafiłam na stronę Twoja Dobranocka. Kolejna nadzieja. Zadzwoniłam, okazało się, że od przespania nocy dzieli mnie jeszcze parę dni bo najpierw muszę wypełnić kwestionariusz, potem go omówić, przygotować plan działania i dopiero możemy zaczynać. Byłam zmotywowana bo jak nie Ona to moje dziecko zostanie półsierotą bo ja się go zrzeknę a w najlepszym wypadku przeprowadzę na noc do kuchni. Ustalony plan działania wydawał się trudny, precyzował każdy szczegół, ale dzięki rozmowie telefonicznej, tuż przed historycznym dla naszej rodziny, czerwcowym poniedziałkiem czułam się przygotowana na każdą ewentualność i wiedziałam co będę robić. Poza tym zaufałam w 100%, bo jak nie Ona to kto mi pomoże.

No i uwaga, teraz czas na najważniejsze. W ten wyjątkowy poniedziałek syn zasnął sam w łóżeczku. Przez całą noc mieliśmy tylko dwie pobudki na jedzenie po których syn po prostu zasypiał. Drzemki odbyły się w łóżeczku dzięki czemu mogłam w tym czasie ugotować obiad i powiesić pranie zamiast pchać wózek po okolicy omijając podwórka z psami i ruchliwe ulice. Pamiętam, że napisałam do Pani Agnieszki: „jak tak ma wyglądać nauka zasypiania, to dla mnie to bułka z masłem”. Po kilku dniach syn całkowicie przestał się budzić w nocy. Tzn. budził się czasem, siadał w łóżeczku albo wstawał, rozglądał się po czym kładł się i spał dalej. Ostatecznie, po dwóch tygodniach nauki zasypiania, czułam, że zaczęłam inne życie i naprawdę było to inne życie. Nie tylko dla mnie i męża ale również dla syna. Wraz z przespanymi nocami nastała era bez marudzenia. Do tej pory syn był całodobowym maruderem-płaczkiem i niejadkiem i pogodziłam się z tym, że taki po prostu jest. Dziś wiem, że to był efekt permanentnego zmęczenia bo ani noc, ani drzemki nie dawały mu regeneracji i pewnie dlatego z każdego snu budził się z płaczem. Dziś syn budzi się wyspany i bawi się przytulanką w swoim łóżeczku a jak się znudzi to nawołuje, ale nie płaczem. Przez te pół roku mieliśmy kilka kryzysów: po kilku dniach wysokich gorączek, w czasie wychodzenia „czwórek”, czy na wakacyjnym wyjeździe. Zawsze wraz z powrotem zdrowia sen również wraca do normy bo syn w nocy woli łóżeczko od moich rąk. A jak za długo go przytulam przed snem to odpycha się ode mnie i wyciąga rączki w stronę łóżeczka. Bajka!

Może nie każdemu się spodoba to, co zaraz napiszę, ale takie jest teraz moje spojrzenie na sen dziecka. Kiedy koleżanki-mamy z nieśpiącymi dziećmi skarżą się na swój los jednocześnie mówiąc, że wytrzymają, bo to może zaraz minie to pytam je: „A czy Twoje dziecko to wytrzyma? Ono jest ciągle niewyspane i nie dlatego, że ma tak lubi, tylko dlatego, że Ty nie chcesz nauczyć go spać. ” Dla mnie to jest jak nie zrobienie inhalacji dziecku przy zapaleniu oskrzeli bo się wyrywa i złości. Czy dla którejś mamy byłby to powód do zaniechania leczenia? Nie sądzę, bo samo się nie wyleczy a jedynie może pogorszyć. A czy jeśli dziecko po urodzeniu nie potrafi efektywnie ssać to zaniechamy karmienia? Nigdy w życiu! Uczymy go do skutku bo bez jedzenia nie da się żyć. Tak samo jest ze snem, to jedna z najważniejszych potrzeb człowieka a zwłaszcza dziecka. Widząc jak moje dziecko zmieniło się dzięki temu, że zaczęło się wysypiać, nie wyobrażam sobie jak można nie zadbać o dobry, regeneracyjny sen dla niego.

Mam nadzieję, że wokół będzie coraz więcej dzieci i rodziców, którzy są wyspani a dzięki temu zdrowsi i szczęśliwsi.

A ja jeszcze raz dziękuję Pani Agnieszce za sen całej naszej Trójki.

 

 

Współpracę z pania Agnieszka rozpoczęliśmy kiedy Leoś miał 6 miesięcy. Nasz problem polegał na tym, ze synek wielokrotnie się budził na jedzenie, po to by podać mu smoczek, czasami wziąć na ręce, czasami tylko pogłaskać. Pobudki wykańczały nas i nie pozwalały się wyspać. Do tego w dzień Leoś spał tylko 3 razy po kilka minut. Na początku po 10 – pózniej udało nam, się wydłużyć drzemki do 30 minut i mimo prób ponownego usypiania nie zasypiał. Skutkowało to tym, ze w dzień był bardzo marudny, nie wiadomo byłoby czy płacze bo jest zmęczony czy głodny. Nie można bylo przewidzieć tez pory drzemek. Zmęczenie zbierało się nie tylko w nas ale tez w dziecku. Postanowiliśmy podjąć współpracę z panią Agnieszka. Zaczęliśmy gdy Leoś skończył 6 miesięcy.Kiedy otrzymaliśmy plan zasypiania wydawało nam się to bardzo do przyjęcia, jedyne zdziwienie było kiedy usłyszeliśmy odstawić smoczek,ale jak? Już? Przecież jest jeszcze taki mały,jak my go będziemy uspokajać? Pierwsze dwa dni były tragiczne. Następnego dnia tez było trudno bo trzeba było pilnować by zasnął w odpowiednich godzinach a po nieprzespanej nocy było towyzwaniem dla nas i dla niego. Kolejnej nocy płacz był o polowe krótszy a w następnych dniach Leoś był już wzorowym uczniem, bardzo szybko przyzwyczaił się do nowej sytuacji i współpracował. Efekt został osiągnięty. Spał 3 razy dziennie , drzemki trwały minimum godzinę czasem dłużej, stał się pogodnym dzieckiem, przestał marudzić, unormowalo się także jego jedzenie. cieszyliśmy się tym całe 4dni bo okazało się , ze Leoś ma skok rozwojowy i zaczyna wstawać wiec zaczął budzić się w nocy po to by stać. Po dwóch tygodniach fascynacja zaczęła malec,ale pojawiły się inne rzeczy zaczął raczkować, mowić mama, próbował się przemieszczać na stojąco, następne były święta, wyjazd do rodziny i ząbkowanie,przeziębienie,szpital, zaczął chodzić.To wszystko naraz spowodowało ze znów spał gorzej w nocy , w dzień drzemki były w porządku. Byliśmy załamani cała praca na marne,tyle czasu i nerwów poświecone. Do tego przed nami był wyjazd do Włoch na narty -znów inne miejsce, długa podroz, do tego musiał spać z nami w pokoju i w ciagu dnia zostawał z babcia. Ale okazało się ze podróż zniósł znakomicie, na miejscu spał lepiej niż w domu. Dopiero ostatnie dwa dni budził się na wyjezdzie ale raczej z tęsknoty za nami, pierwszy raz zostawał bez nas, nałożyło się to tez z objawiającym się lekiem separacyjny. Myśleliśmy ze po powrocie czeka nas nauka od początku,ale Leoś zaskoczył nas bardzo. Po powrocie do domu zawsze wszystko wraca do normy, a do tego przestał pic w nocy mleko. Są oczywiście gorsze dni i czasami nie wiadomo dlaczego się przebudzi,jednak nasze dziecko śpi zasypia bez bujania noszenia na rękach, bez smoczka. Jesteśmy z niego bardzo dumni, a Pani Agnieszce bardzo wdzięczni. Okazuje się ze mimo rożnych zawirowań,które w życiu naturalnie się pojawiają umiejętności,które Leoś nabył nie uciekają o ile my jesteśmy konsekwentni. A rytuały, które pomagały mu zasnąć są w nim tak zakorzenione,ze wystarczy czasem powiedzieć ciii Leoś idzie spać a on już przytula się i zaczyna mruczeć. To co czasami poza domem utrudnia to fakt, ze potrzebne jest ciemne otoczenia,co jest często trudne do zrealizowania.  Nie było łatwo,ale zdecydowanie warto, bo wyspany rodzic to szczęśliwy rodzic a szczęśliwy rodzic, bez frustracji to szczęśliwe i pogodne dziecko. My dołączyliśmy do grona szczęśliwych i wysypanych rodziców dzięki Pani Agnieszce. Z całego serca polecamy i bardzo dziękujemy.

Rodzice Leosia.

 

Kochana Dobranocko :-) Zbierałam się do napisania tej wiadomości parę miesięcy :-) Chcielibyśmy serdecznie podziękować Pani za pomoc i dobre rady. Nasz Kubuś jak się do Pani zgłosiliśmy miał 12 miesięcy. Budził się w nocy 5,6 razy…a to na wodę a to mu smok wypadł.. myśleliśmy że zwariujemy…nie potrafił sam zasnąć, ciągle marudził.. już o drzemkach nie wspomnę.. Jak zobaczyłam Panią w Dzień Dobry TVN to od razu chwyciłam za telefon i zadzwoniłam, a dodzwonić się nie było łatwo :-) z wiadomych względów- Pani jest cudotwórcą :-) Współpraca przebiegła sprawnie i bez komplikacji. Kubuś szybko załapał o co chodzi w planie który przygotowała dla nas Pani Agnieszka. Nasze życie zmieniło się  tak szybko, że baliśmy się że czar pryśnie, ale tak się nie stało. Kubuś śpi wzorowo zarówno nocy jak i w dzień. Pani Agnieszka wszystko nam wytłumaczyła, dostaliśmy od niej dawkę dużej wiedzy z której korzystamy do dziś. Zdarzają się  oczywiście czasem gorsze noce u Kubusia ale wiemy jak reagować aby  nie zburzyć jego planu dnia. Nie panikujemy, nie latamy do Kubusia jak tylko „kwęknie”, wiemy kiedy i jak reagować, a to wszystko dzięki Pani. Jak mamy jakieś pytania zawsze możemy liczyć na Pani pomoc, dzięki temu czujemy się bezpiecznie :-)

Raz jeszcze w imieniu swoim i Kubusia  serdecznie Pani dziękujemy, za pomoc, wiedzę i serdeczność, jak tylko słyszymy od znajomych o kłopotach z usypianiem dziecka od razu podajemy nr do Dobranocki J  Polecimy Panią każdemu z czystym sumieniem. Jest Pani super!!!!!  :-) DZIĘKUJEMY!!!

Agata, Marcin, Kubuś 

 

 

Od zakonczenia nauki zasypiania z Pania Agnieszka minelo juz kilka ladnych tygodni a ja wciaz nie moge sie nadziwic i nacieszyc zmianami jakie zaszly u nas w domu! Jestem w zaawansowanej ciazy i naprawde nie wiem jak dalabym teraz rade gdybysmy sie nie zglosili do DobrejNocki.

Tak bylo:

Filip 21 miesiecy, na noc zasypial w lozku rodzicow. Obecnosc mamy byla obowiazkowa, a czasem jak sobie tego zazyczyl to zarowno mamy jak i taty. Zasypianie a tym samym moje/nasze lezenie wieczorami w lozku trwalo okolo godzine, potem przenosilismy go do jego lozeczka (tez w naszej sypialni).

Noce bywaly rozne, czasem musialam go brac spowrotem do siebie do lozka juz okolo 23, a czasem dopiero nad ranem, ale nawet jak to bylo nad ranem, to zazwyczaj wczesniej budzil sie kilkakrotnie, a ja musialam byc czujna zeby zdazyc z podaniem smoczka zanim na wpol przytomny Filip zorientuje sie ze spi sam w lozeczu. Maz zostal wyeksmitowany ze wspolnej sypialni, zeby bylo ciszej i zeby bylo mi wygodniej spac z dzieckiem. Uspienie Filipa na drzemke w ciagu dnia bylo jeszcze bardziej meczace, w domu nie bylo mowy o spaniu, wiec chodzilismy do pobliskiego parku i tam codziennie modlilismy sie w duchu zeby przez jakis czas nie napotkac zadnego czlowieka, psa, kotka, czy chociazby kraczacej wrony bo wtedy juz nie bylo mowy o spaniu. Tak wiec nigdy nie wiedzilismy kiedy i czy wogole zasnie na drzemke.

A tak jest teraz:

-Filip zasypia SAM, w SWOIM pokoju i w SWOIM lozeczku!

-Zasypia najczesciej od 10 do 20 minut, a wiec duzo szybciej niz przedtem

-Rytual, odlozenie do lozeczka, bajka na koniec i wyjscie z pokoju, wszystko robi tata, Filip w ogole nie potrzebuje do tego mamy

-Noce przesypia z reguly cale, jezeli juz sie czasem rozbudzi na tyle ze trzeba do niego pojsc, to wystarczy go chwilke utulic i mozna wyjsc, a synek spokojnie zasypia

-Drzemki wygladaja podobnie, Filip zasypia sam w swoim pokoju i lozeczku (a ja dzieki temu mam czas dla siebie)

-Maz wrocil do naszego wspolnego lozka;-)

 Zglaszajac sie do DobrejNocki mialam mnostwo obaw. Balam sie tego czy nie zrobie jakiejs krzywdy swojemu dziecku, czy metoda nie bedzie zbyt „ostra”, czy dam rade sluchac placzu mojego dziecka itp. Balam sie tez ze moje dziecko po prostu nie nauczy sie samo zasypiac ani spac, wiedzialam przeciez jaki potrafi byc uparty i jak potrafi walczyc o to czego chce. Z gory zalozylam ze cele ktore wymienilam w kwestionariuszu sa zbyt duze i ze poprostu bede sie cieszyc z kazdej zmiany na lepsze. Okazalo sie ze wszystkie cele zostaly osiagniete, a moje dziecko przeszlo nauke zasypiania bardzo lagodnie!

Dodam jeszcze cos co bylo dla mnie bardzo wazne i dalo mi duze poczucie bezpieczenstwa: Pani Agnieszka, oprocz tego ze jest prawdziwa profesjonalistka w swojej dziedzinie ,to jest tez poprostu fajna, ciepla i serdeczna osoba, ktorej mozna powierzyc swoje dziecko. Sluzyla wiedza merytoryczna, rozwiewala watpliwosci, wspierala na kazdym etapie,naprawde czulam ze jestesmy w dobrych rekach. Na koniec zostalismy wyposazeni w materialy ktore pomoga nam sie przygotowac do ewentualnych problemow w przyszlosci.

Bede polecac DobraNocke wszystkim ktorzy maja jakiekolwiek problemy z zasypianiem i snem swoich dzieci, naprawde warto!

 

 

 

Franio nie byl jakims wyjatkowo ciezkim przypadkiem, ale spokoju nie dawal mi smoczek, usypianie przy butli i w chuscie, dwukrotne pobudki w nocy na mleko, wiedzialam ze nie tedy droga ale sama nie umialam tego zmienic.

Po 5 dniach od wprowadzeniu planu, Franek zasypial zupelnie spokojnie sam w lozeczku, po tygodniu przestal sie budzic w nocy na mleko a po 10 dniach zasypia zazamknietymi drzwiami :) nie wiedzialam nawet ze dziecko moze tak spac, bez picia, mleka, pobudek-jak dorosly. No i nie używać smoka! W ciagu dnia spi w sumie ok 2,5 h w ciagu dwoch drzemek, a ja wreszcie przesypiam 8 h ciurkiem w nocy, a juz zapomnialam jak to jest. Zupelnie bez kokieterii musze powiedziec, ze zmienila Pani moje zycie. Z tego wypoczecia nawet zaczela kielkowac we mnie mysl o drugim dziecku, ale jeszcze nie-musze sie wyspac na zapas :D

 

 

Jeszcze będąc w ciąży wydawało mi się, że najtrudniejszą rzeczą przy wychowaniu dziecka jest dbanie o jego bezpieczeństwo i rozwój. Nie docierało do mnie, że zasypianie dziecka może być tak problematyczne, w końcu jest tylu ludzi wokół nas którzy mieli lub mają dzieci i na pewno doradzą nam co i jak. Najczęściej jednak słyszeliśmy od innych, że mamy spać póki możemy, bo po narodzinach małego czeka nas chroniczne niewyspanie. Jakie było zaskoczenie wszystkich kiedy okazało się, że „trafił nam się” wyjątkowo śpiący egzemplarz. Owszem, usypianie maluszka nad ranem po karmieniu trwało czasem godzinę, ale spaliśmy później czasem i do 12, a mając 2,5 miesiąca potrafił przespać 8 godzin ciągiem. Przekonanie wszystkich, że będąc rodzicem MUSISZ być niewyspany i przemęczony, a twoje dziecko MUSI dać ci w kość nie dawało nam spokoju. Ciągłe powtarzanie wszystkich w koło, że „jeszcze zobaczycie, mały na pewno wam pokaże” nie dawało mi spokoju i doszukiwałam się błędów w naszym wychowaniu. To przez otoczenie nie potrafiłam przekonać samą siebie, że jestem super mamą i to co robię jest dobre. Dlatego też ciągłe szukanie w internecie ile powinno spać moje dziecko i jak to wygląda z zasypianiem u innych wprowadziło mnie w lekką paranoję. Starałam się za wszelką cenę nauczyć naszego 4 miesięcznego synka zasypiać samodzielnie, bo panicznie bałam się, że nagle przestanie ładnie spać. Brać na ręce czy nie? Bujać czy lepiej dać się wypłakać? Karmić na żądanie, czy tylko co 3 godziny? Łaa przecież robiąc cokolwiek uzależniamy go od czegoś… Tyle ilu ludzi dookoła nas tyle porad. I wszyscy wpatrzeni w nas, wręcz czekając na błąd…

Tak też trafiłam na DobraNockę. Szukając odpowiedzi i porad, przegrzebując internet (swoją drogą era lotów w kosmos, a nie uczą nas jak dbać o sen dziecka). Uzyskałam masę jasnych porad, dzięki którym udało nam się odzwyczaić małego od smoczka kiedy skończył 4 miesiące w jeden dzień (zaczął się budzić w nocy, kiedy tylko mu wypadał), wprowadziliśmy rytuały dzięki czemu zasypiał w ciągu 2-5 minut. Problem był tylko taki, że nie zasypiał sam… Nasz maluszek był kołyskowym narkomanem. Na początku wystarczyło bujać tylko troszkę, ale im był starszy tym jego potrzeby się zwiększały. Po tygodniu, kiedy na zmianę bujaliśmy go rano od 4 do 6.30 przez sen, byleby tylko jeszcze pospać, zdecydowaliśmy się na przenosiny synka do swojego łóżeczka, do swojego pokoju, bez bujania… Miał już 6 miesięcy, więc uznaliśmy, że już czas.

Chciałam oczywiście zrobić to poprawnie, dlatego zgłosiłam się ponownie do Pani Agnieszki. Po przeczytaniu PNZ mąż stwierdził, że to bułka z masłem. Pierwszej nocy synek płakał tylko 50 minut. Obudził się na karmienie ok 23 i z duszą na ramieniu odłożyłam go do łóżeczka czekając na płacz. Nie płakał, nawet się nie kręcił. Zasnął od razu. Sam. Jakby chciał nam powiedzieć: Wreszcie mnie przestali bujać. Nasze raporty były nudne i codzienne takie same, a nasze dziecko zaskakiwało nas tylko pozytywnie. Właściwie to odbyło się bez płaczu, a po tygodniu mały odrzucił karmienie. Śpimy ciągiem od 19 do 6:30, 7. Czasem słyszymy jak się budzi, chwilę popłacze, pogada i zasypia sam (czasem nawet o 5 czy 6). Pracujemy tylko nad drugą drzemką, ale jest coraz lepiej.

Jeżeli ktokolwiek się wacha nas tym czy można poprawić jakość snu swojego dziecka to nie ma się nad czym zastanawiać. Też byliśmy sceptyczni: kładzenie dziecka o 19 nie brzmi optymistycznie. Otoczenie też nie pomaga (wielu ludzi uważa nadal, że to że nasze dziecko pięknie śpi to nie nasza zasługa tylko genetyki, taki trafił się nam egzemplarz). Ale to nie oni bujali go całe noce i nosili cały dzień kiedy to marudził po zaledwie 30 minutowych drzemkach. Mam wrażenie, że temat zasypiania dzieci jest jeszcze tematem tabu. Decudując się na macierzyństwo musisz przyjąć wszystko takim jakim jest, na nic nie mieć wpływu przez pierwsze dwa lata życia dziecka i najlepiej nie odczuwać potrzeby snu, bo to samolubne. Kiedy my lubimy spać i nasze słodkie dziecko też :)

Jeszcze raz bardzo dziękujemy Pani Agnieszko :) Jest Pani naszym Guru jeśli chodzi o sen dzieci :)

Szczęśliwi i wyspani rodzice 

 

 

Bardzo bardzo polecam wszystkim współpracę z Panią Agnieszką. To prawdziwa cudotwórczyni!:) Jeśli nie wierzysz, że twoje dziecko może przespać całą noc, ba! samo zasypiać, to uwierz, że twoje marzenia się spełnią jeśli tylko zwrócisz się o pomoc do Pani Agnieszki.

Jeszcze miesiąc temu ja też nie wierzyłam, że będziemy się kiedyś jeszcze z mężem wysypiać. Nasz synek Maksiu zasypiał tylko przy piersi, ewentualnie w wózku lub aucie – nigdy sam, w nocy budził się po kilkanaście razy tylko po to żeby possać 3 razy pierś i spowrotem usnąć. Nawet usypianie przy piersi było katorgą bo potrafił urządzać przy tym niezłą histerię, a odłożenie go do łóżeczka czasami graniczyło z cudem. Ja jako matka byłam skrajnie wykończona psychicznie i fizycznie, przez brak snu nie potrafiłam cieszyć się macierzyństwem ani życiem, wszystko mnie denerwowało, czułam się jak ostatnia ofiara losu, która nawet dziecka nie potrafi nauczyć spać, mąż też był wykończony, a Maksiu, który się niewyspypiał często miał zły humor i szybko sie denerwował.

Czekaliśmy właściwie nie wiem na co, chyba na cud. Mielismy nadzieję, że Maksiu sam jakoś zacznie normalnie spać. Próbowaliśmy różnych sposobów wyczytanych w książkach i internecie i nic… Aż pewnego dnia koleżanka powiedziała mi o Pani Agnieszce. Od razu do Niej napisałam.

Dzięki zastosowaniu się do rad Pani Agnieszki Maksiu po tygodniu sam zasypiał, przesypial całą noc z jedną pobudką o 23 na karmienie (obecnie przesypia całą noc), stał się pogodnym, szczęśliwym, uśmiechniętym dzieckiem. A my… w końcu się wyspaliśmy i również staliśmy się pogodnymi, szczęśliwymi, uśmiechniętymi rodzicami:) Na dodatek wcale nie musieliśmy się przy tym za dużo napracować, a Maksiu poza pierwszą nocą prawie nie płakał. Do tej pory nie mogę się nadziwić jak szybko i prosto udało się nauczyć Maksia spać.

Pani Agnieszka cały czas nas wspierała, wszystkie jej rady się sprawdzały, cele zostały osiągnięte 2 razy szybciej niż zakładaliśmy, dokładnie i cierpliwie wszystko tłumaczyła, zwłaszcza kwestie związane z płaczem dziecka co było dla mnie najtrudniejszym tematem. Pani Agnieszka jest przemiłą i przede wszystkim kompetentną osobą.

Więc jeśli się zastanawiasz co zrobić to… NIE zastanawiaj się tylko pisz lub dzwoń do Pani Agnieszki od razu! Zapewniam, że niczym wróżka Pani Agnieszka odmieni twoje życie i nie tylko (ty i twoje dziecko) będziecie wyspani, ale też szczęśliwsi, spokojniejsi, bardziej zadowoleni z życia:)

 

 

Szok, niedowierzanie, zaskoczenie przekraczające nasze najśmielsze oczekiwania –  nasze dziecko potrafi samo zasnąć i przespać cała noc!

Jesteśmy rodzicami Magdy (2 lata) i Agnieszki (5 miesięcy). Magda od zawsze źle spała, ale od kiedy pojawiła się Agusia sytuacja stała się nie do zniesienia. Wieczory – istne szaleństwo, dużo zamieszania, płaczu, biegania. Noce też nie lepiej. Magda spała w naszym łóżku, kładła się spać między 21-23, tuż przed jedzeniem zjadała butelkę kaszki, a i tak w nocy budziła się z płaczem, że jest głodna. Ale to nie była jedyna nocna pobudka – nieraz było ich nawet 20. Jedyną metoda na ponowne zaśnięcie było podanie Magdzie smoczka i pozwolenie, aby trzymała nas za uszy (taki jakiś nawyk:)

Do tego komentarze: „Pierwszy rok, dwa  musi tak wyglądać.” „To jeszcze dziecko – nie wymagaj zbyt wiele.” „Wyrośnie z tego.”  Wyrośnie? Ale kiedy?  To wszystko sprawiło, że zaczęłam szukać pomocy w Internecie. Z każdą kolejną przeglądaną stroną, zastanawiałam się, czy dobrze śpiące dziecko to rzecz osiągalna?

TAK, DZIECKO MOŻE DOBRZE SPAĆ. Najlepszym przykładem jest nasza Magda. Od kiedy pomogła nam Pani Agnieszka, Magda zasypia najpóźniej o 20., bez smoczka, bez butelki, zasypia sama w swoim łóżku i przesypia całą noc. Żeby tego było mało, jest dumna z tego, że śpi sama i wszystkim się tym chwali.

Jak to możliwe? Dzięki Pani Dobranocce. Zaufaliśmy Pani Agnieszce, bo ona podeszła do naszego problemu z przekonaniem, że się uda. Każda nasza rozmowa była rzeczowa, pełna wskazówek,, jednocześnie bardzo miła i motywująca do dalszego działania. Stała się dla nas taką dobra wróżką.  Jesteśmy wdzięczni za każdą przespaną noc i wieczory, które możemy spędzić tylko w dwoje:)

Pozdrawiamy  Ania, Janusz, Magda i Agusia

 

 

Zanim zaczęła się nasza przygoda z Panią Agnieszką byłam już po anglojęzycznej lekturze na temat snu dzieci i dobrze wiedziałam z czym mamy problem. Jednak potrzebowałam kogoś konkretnego kto będzie czuwał nad wszystkim i pomagał – tym kimś okazała się Pani Agnieszka.

Klara miała 13 m-cy kiedy zaczęliśmy naukę samodzielnego zasypiania. Do tej pory nie przespała sama ani jednej nocy w całości, nigdy sama nie zasnęła w swoim łóżeczku, budziła się kilka razy na pierś w ciągu nocy a czasami potrafiła się wybudzić na dobre 2 godziny. Ja chodziłam momentami jak zoombie, czekając tylko kiedy córka zaśnie na drzemkę żeby móc także się przespać. W drodze było drugie dzieciątko dlatego długo się z mężem nie zastanawialiśmy i szybko podjęliśmy decyzję o współpracy.

Plan, który przygotowała Pani Agnieszka nie wydawał się taki straszny, osobiście najbardziej bałam się tego, że córka może być rzeczywiście głodna w ciągu nocy (co oczywiście nie jest prawdą, miałam to gdzieś zakorzenione w głowie, ale szybko przestałam w to wierzyć) i to właśnie głód może ją budzić. Zaczęliśmy, naprawdę byliśmy pod wrażeniem, że Klara nie buntuje się właściwie. Niestety po 2 dniach nauki córka się rozchorowała, musieliśmy przerwać współpracę na ok. tydzień, w tym czasie jakoś tak na swoją rękę realizowaliśmy plan częściowo i w tym czasie córka zaczęła przesypiać w całości noce właściwie.

Wiadomo, że czasami przychodzą gorsze dni, kiedy nagle córka nie chce zasnąć i nie wiemy co się jej stało, ale wiemy jak mamy się zachować i sprawić żeby zasnęła spokojnie sama. Ostatnio mieliśmy mały regres, jednak wszystko wróciło szybko do normy dzięki naszej stanowczości.

Z całego serca jesteśmy wdzięczni Pani Agnieszce za pomoc, wszystkie dobre rady, wsparcie i wiarę, że się uda. Teraz Klara śpi snem nieprzerwanym, zasypia razem ze swoim ukochanym Misiem Bolusiem, ma jedną, ale konkretną drzemkę w ciągu dnia, ma więcej sił na zabawę, jest bardziej radosna a energia ją rozpiera. Zmiany wyszły wszystkim na dobre, jesteśmy spokojniejsi i nie czekamy z niepokojem kiedy córka się wybudzi w nocy.

Pani Agnieszko jest Pani Aniołem, dziękujęmy!:)

Basia, Piotrek i Klara.

 

 

Z panią Agnieszką po raz pierwszy zetknęłam się widząc ją w DD TVN, gdzie wypowiadała się jako ekspert od snu niemowląt. Czekałam na ten program, bo jako mama 8-miesięcznego Tymka byłam ledwie żywa z niewyspania. Mój syn od urodzenia spał bardzo mało, w dodatku krótkimi seriami. Wszyscy mówili mi, że jest jednym z „tych dzieci”, które są bardzo aktywne, ciekawe świata i nie potrzebują dużo snu. Że mu przejdzie jak skończy 2 lata (!).

Tymoteusz zaczynał radośnie dzień o 5 rano, po czym potrafił bez problemu być aktywny nawet 5 godzin. W nocy budził się maksymalnie co dwie godziny, choćby tylko na chwilę… Zapiski, na które dzisiaj patrzę dowodzą, że od jego narodzin nie spałam ciągiem dłużej niż 3 godziny… i więcej niż 5 godzin na dobę. Byłam naprawdę wyczerpana.

Po obejrzeniu programu do pani Agnieszki odezwałam się niezwłocznie i bez namysłu. Byłam tak zdeterminowana, że dzwoniłam pół dnia, aż do mnie oddzwoniła. Już pierwsza 15-minutowa bezpłatna konsultacja pomogła mi wyeliminować podstawowe przyczyny częstych pobudek synka. Ich ilość z dnia na dzień zmniejszyła się z 5 do ok 2-3. Zachęcona pierwszym ewidentnym sukcesem zdecydowałam się na oficjalną współpracę. To niesamowite, ale już po pierwszych kilku dniach mieliśmy praktycznie całkiem przespane noce. Co ciekawe, ilość snu Tymka zwiększyła się z 11 do 15 godzin na dobę! I to po kilku dniach! A z czasem udało się wydłużyć nocne spanie do 7 rano. Jedyne czego żałuję to to, że tak późno się natknęłam na panią Agnieszkę… Teraz, jak jestem wyspana, jakość życia jest zupełnie inna, inne relacje z mężem, jestem inną, lepszą mamą. Mogłam też bez problemu wrócić do pracy, czego nie wyobrażałam sobie jeszcze kilka tygodni wcześniej.

Joanna, Warszawa

 

Hania od urodzenia nie lubiła spać :) W opinii jej dziadków nie było to jednak nic dziwnego, gdyż jej rodzice też za spaniem nie przepadali. Tak więc byliśmy od początku na straconej pozycji. Nasze dziecko po prostu było tym, które nie potrzebuje dużo snu. Jak ja nienawidziłam tego stwierdzenia! Prawdą było jednak, że sen Małej był raczej serią mało regenerujących drzemek. Chociaż intuicja podpowiadała, że Hania mogłaby spać lepiej, trwaliśmy w przekonaniu, że taka już jej uroda i trzymaliśmy się naszych chaotycznych godzin i metod zasypiania aż do momentu kiedy dobiliśmy do ściany. Hania budziła się co pół godziny, a zasypiała jedynie w wózku lub przy piersi. Na dłuższą metę nie dało się już tak żyć. Wtedy przypomniałam sobie o Pani Agnieszce, którą kilka miesięcy wcześniej widziałam w telewizji. Nigdy nie przyszłoby mi wtedy do głowy, że będę z nią współpracować :) Była to jednak najlepsza decyzja w moim krótkim macierzyństwie.
Cały proces nauki nie był prosty ani przyjemny i nie wszystko się udało ale zdecydowanie zaowocował pięknym nocnym snem mojego maleństwa. Bez pobudek! Jest to jednak umiejętność, którą trzeba pielęgnować, inaczej szybko można wrócić do punktu wyjścia. Dlatego za radą Pani Agnieszki staramy się być konsekwentni. Mimo, że część naszych bliskich patrzyła na nas trochę jak na nieudaczników, że nie radzimy sobie z własnym dzieckiem, teraz przecierają oczy ze zdumienia i już kilka osób poprosiło nas o numer do naszej Dobra Nocki. Dziękujemy!
Natalia

 

Nasz syn obecnie 16 miesięczny skarb, od pierwszej doby po urodzeniu dał nam do zrozumienia , że nie będzie lekko, jako jedyny w szpitalu na sali płakał ile sił w płucach, niezależnie od pory dnia czy nocy, karmienia, zmiany pieluchy itp.

Najgorsze nastąpiło dopiero po powrocie ze szpitala do domu, dziecko było nieodkładalne, nie tolerowało wózka dlatego także spacery to był wyczyn trzeba było mieć stalowe nerwy i mega dużo sił ,ciągle płakało,marudziło nie potrafiliśmy znaleźć przyczyny dlaczego tak się dzieje uspokajał się dopiero po zawinięciu go kocykiem w kokon. Usypianie go  oczywiście na rękach, modliłam się w myślach by przy odkładaniu dziecka do łóżeczka nie obudziło się nasze maleństwo, które podporządkowało nas sobie pod siebie idealnie. Przez kilka miesięcy po jego narodzinach każda noc to był koszmar, strach w oczach, ponieważ usypianie na rękach to było dla Marcela za mało, ktoś podsunął nam pomysł, aby odciążyć sobie ręce, plecy i nogi bujać się z dzieckiem na dużej gumowej piłce do ćwiczeń. Oczywiście zdało to swój egzamin jednak nie na długo, syn tak się przyzwyczaił do tego rytmicznego bujania,że sam nie potrafił absolutnie zasnąć i każda jego pobudka kończyła się takim samym rytuałem czyli bujanie się z dzieckiem na rękach do  ponownego zaśnięcia trwało to od 20min – 1,5 h, a pobudek w ciągu jednej nocy było kilkanaście. Byliśmy tym wykończeni, czekaliśmy, aż zdarzy się cud i dziecko samo się zmieni i moglibyśmy sobie tak czekać, aż rozpadło by się nasze małżeństwo, przez wieczne kłótnie kogo kolej tym razem, każde z nas było niewyspane i byle głupota doprowadzała do awantury.

 Aż pewnego dnia zobaczyłam w telewizji wywiad z naszą czarodziejką Panią Agnieszką, długo wątpiłam w to,że jest ktokolwiek kto może nam pomóc.

I stało się zadzwoniliśmy do Pani Agnieszki,rozmawialiśmy konsultowaliśmy nasz „przypadek” i zdecydowaliśmy się spróbować w końcu nie mieliśmy nic do stracenia. Gdy dostałam plan nauki zasypiania czytałam go i śmiałam się na głos sama do siebie ” że przecież to się nigdy nie uda”.

 Ale zdarzył się cud i trwa już 5 miesięcy udało się syn zasypia sam,w swoim pokoju ;)bez noszenia, bujania i wydziwiania.Jest idealnie przesypia całe noce bez pobudki i śpi 12 godzin :) Dzięki temu  stał się pogodnym, wesołym dzieckiem po 11 miesiącach swojego życia w końcu się wysypia i my razem z nim. Wszystko poszło gładko, sami byliśmy zaskoczeni tym jak łatwo się udało, dlatego jeżeli jeszcze jest ktoś kto się waha i podchodzi do tego z dystansem tak jak ja to naprawdę warto !!!

 Minęło już 5 miesięcy, w między czasie zaliczyliśmy wspólne wakacje,hardcorowe ząbkowanie (wyżynało się 6 ząbków w jednym czasie) i nic się absolutnie nie zmieniło,nie zepsuło, choć gorsze noce się zdarzały wiadomo to jesteśmy szczęśliwą normalną rodziną i to co zrobiła dla nas Pani Agnieszka jest nieocenione DZIĘKUJEMY ZA WSZYSTKO RAZ JESZCZE.

 

 

 

Jak nauczyć dziecko spać, które nie chce marnować czasu na spanie… zwrócić się do Pani Agnieszki  Moim marzeniem było, aby Polcia zasypiala na każdą drzemkę i to sama bez lulania, bujania i innych gimnastyk z mojej strony. I muszę powiedzieć, że marzenia się spełniają. Pola zasypia sama, nauczyła się choć muszę przyznać, że początki były trudne. Co do drzemek musimy jeszcze popracować, nasze aktywne dziecko nie zawsze ma na nie ochotę. Ale jak to się mówi jesteśmy już na prostej  Także zdecydowanie była to najlepsza decyzja by zwrócić się o pomoc. Pani Agnieszka posiada dużą wiedzę, służy radą i wsparciem. Na zakończenie muszę powiedzieć wszystkim niedowiarkom, że od pierwszego dnia nauki przesypiamy całe noce. Tak tak to nie błąd całe noce

Dziękujemy za wsparcie i pomoc!!

Szczęśliwi rodzice 

 

 

Na początku podchodziłam z lekką rezerwą do naszej współpracy. A mówiąc wprost nie wierzyłam, że dojdziemy do etapu kiedy nasz syn będzie sam zasypiał w łóżeczku, po tym jak zostawimy go w pokoju nieśpiącego. Rozpoczęliśmy współpracę jak Michał miał 7 miesięcy. Do tego czasu usypianie Michała wyglądało tak, że musieliśmy go usypiać bujając na rękach. I o ile usypiał w ten sposób dość szybko to odłożenie go śpiącego do łóżeczka graniczyło z cudem. Budził się wówczas natychmiast i zaczynał spazmatycznie płakać. Więc znów na ręce, usypianie, kołysanie i kolejna próba odłożenia do łóżeczka. Ten schemat powtarzaliśmy czasem godzinę (zdarzało się, że dłużej) zanim go skutecznie odłożyliśmy.  W nocy budził się kilka razy. Czasem co 2 godziny. Za każdym razem braliśmy go na ręce, bo inaczej nie było szansy go uśpić. Zawsze też kończyło się tym, że w środku nocy lądował w naszym łóżku, bo była to jedyna możliwość, żebyśmy my również mogli się choć trochę przespać. W związku z tym, że sytuacja się pogarszała, tzn. budził się coraz częściej, i później zasypiał wyłącznie z nami w łóżku – a i to nie bez oporów – postanowiliśmy z mężem skorzystać z Pani usług. Dziś żałuję, że nie zdecydowaliśmy się wcześniej.

Chciałam podkreślić, że w czasie realizacji Planu, szczególnie w początkowym etapie, bardzo pomogła mi osobiście nasza pierwsza rozmowa. Kiedy wytłumaczyła nam Pani dlaczego nasze dziecko będzie płakać, skąd się będzie brało jego niezadowolenie i inne reakcje podczas wprowadzania Planu. Dzięki tej rozmowie łatwiej było mi zrozumieć reakcje mojego dziecka i konsekwentnie stosować się do Pani wskazówek.  Bardzo ważna byłą też świadomość że codziennie możemy omówić nasze doświadczenia, usłyszeć kolejne wskazówki i skorygować ewentualne błędy. To było bardzo pomocne.

Trzeciej nocy nasze dziecko przespało całą noc samodzielnie w swoim łóżeczku. I mimo, że później było jeszcze kilka trudniejszych momentów to tak noc była dla nas przełomowa. Pierwszy raz od dłuższego czasu się wyspaliśmy. Obecnie, po dwóch tygodniach stosowania się do Pani wskazówek Michał bez problemu zasypia SAM. Zostawiamy go, gdy jeszcze nie śpi (!) w łóżeczku i po kilku minutach samodzielnie zasypia. Nie wierzyłam, że to będzie możliwe. „Nie z naszym dzieckiem” – myślałam na początku. Dodam, że nasz syn jest bardzo ruchliwy, ciekawy świata, energiczny. Zaczął raczkować w wieku 6 miesięcy i stawać, gdy miał 6,5 miesiąca. Wydawało mi się, że nie da się poskromić dziecka o takim usposobieniu. Dziś wiem, że bardzo się myliłam.

Razem z mężem bardzo serdecznie dziękujemy Pani za współpracę. Jesteśmy bardziej niż zadowoleni. Nasze cele zostały zrealizowane w 150%. Nie dość, że nasze dziecko w krótkim czasie samodzielnie zasypia to jeszcze przesypia całą noc. Śpi 12 godzin, dzięki czemu my zyskaliśmy mnóstwo czasu dla siebie, nie wspominając o możliwości wyspania się. Zauważyliśmy także, że to, iż cały dzień ma uporządkowany pod kątem snu (drzemek) spowodowało, że Michał jest spokojniejszy, mniej poirytowany i łatwiej się koncentruje.

Bardzo dziękujemy za wszystkie rady i za Pani wsparcie podczas realizacji Planu. Będziemy Panią polecać wszędzie, gdzie tylko można :-) Uważam, że każdy rodzic – szczególnie w przypadku pierwszego dziecka – powinien się z Panią skonsultować najlepiej jeszcze przed narodzinami, a już na pewno w pierwszych tygodniach życia dziecka.  Ostatnio, gdy opowiadaliśmy znajomym o Pani, o naszej współpracy i jej efektach usłyszeliśmy, że mamy szczęście, bo jesteśmy „kilka lat do przodu w stosunku do średniej”, jeśli chodzi o kwestię usypiania dziecka.  I takie też mamy poczucie.

 Bardzo Pani serdecznie dziękujemy!

 Pozdrawiamy, Magda i Kuba

 

 

Nasza historia:):

Marysia od urodzenia uwielbiała częste pobudki nocne:). Była malutka, więc robiliśmy wszystko aby było jej dobrze i bez protestów zgadzaliśmy się na wstawanie co 1,5 – 2 godziny.

Niestety po 6 miesiącu pobudki nocne nasiliły się, a płacz przerodził się w histerie. Nic jej nie uspokajalo, ani noszenie, ani przytulanie, czy bujanie, ani nawet smok. Jedyne co pomagało, to pierś mamy :). Od znajomych i rodziny ciągle słyszeliśmy, że jeszcze z tego wyrośnie, na pewno jej przejdzie, to pewnie zęby wychodzą.  . .itd.
Ponieważ to nasze pierwsze dziecko, słuchaliśmy tych rad i czekaliśmy, a poprawy niestety nie było.

Marysia budziła się tak często, że już miałam dosyć karmienia i chciałam przejść na mleko z butelki. Byłam zmęczona ciągłym wstawaniem, karmieniem, odkładaniem do łóżeczka, a po 30 minutach znowu płacz i wszystko zaczynało się od początku. Oczywiście córka zaczęła spać z nami, gdyż odkładanie jej do łóżeczka nie miało sensu, bo zaraz się budziła.

Pod koniec 9 miesiąca doczekaliśmy się pierwszych zębów, ale poprawy w spaniu nadal nie było. Córka zasypiała tylko przy piersi, a w nocy potrafiła się wybudzać nawet z 10 razy. Przez to, że w nocy ciągle jadła, w dzień nie miała ochoty na nic, co też zaczęło być dużym problemem.

Wtedy postanowiliśmy, że trzeba coś z tym zrobić, bo dłużej nie damy rady. Wybawieniem okazał się telefon do Pani Agnieszki :).

Zdecydowaliśmy się na współpracę i wprowadzenie nauki zasypiania. Po 10 miesiącach walki o sen, pojawił się promyczek nadziei dla nas :). Cudów się nie spodziewałam, moim celem było, aby Marysia przespała chociaż tyle czasu abym mogła zjeść w spokoju kolację, wykąpać się i pogadać chwilę z mężem :).

Efekt końcowy bardzo mile nas zaskoczył.

Marysia nie przesypia całej nocy, ale na pewno kiedyś ten dzień nastąpi :). Budzi się raz na karmienie około 23, a potem wybudza się około 3, czasami około 5 rano, ale wtedy już jej nie karmię tylko parę razy powiem ććććć ze swojego łóżka i Mała idzie spać. Nawet oczu nie muszę otwierać :)

W ciągu dnia też jest super. Mamy dwie godzinne drzemki. Córka jest radosna i chętna do zabawy, tak jak jej mama :).

Jedzenie też się bardzo poprawiło, chętnie je obiadki i inne smakołyki :), a karmienie piersią sprawia mi teraz przyjemność :)

Wprowadzenie planu nauki zasypiania było najlepszą rzeczą jaką zrobiliśmy dla dziecka i siebie. Szkoda, że tak późno się zdecydowaliśmy, ale przy drugim dziecku będziemy mądrzejsi :)

Panią Agnieszkę będziemy polecać każdemu :)

pozdrawiamy serdecznie

Gosia, Łukasz i Marysia :)

 

 

 

Kochana Pani Agnieszko- nasza cudowna DobraNocko- z serca dziękujemy za okazane nam serce, troskę, zrozumienie i ogrom pomocy.

A teraz po krótce moja historia…

Mam trójkę dzieci: Paulinkę (2,5 lat), Alicję (1 rok) i Zuzankę (1 rok).

Odkąd na świat przyszły Bliźniaczki, to moje noce ogromnie się zmieniły. Nie zakładałam, że będziemy spać w osobnych pokojach, lecz już pierwszej nocy zostałam wyeksmitowana do sąsiedniego pomieszczenia. Dziewczynki wzajemnie ze starszą siostrą się wybudzały. W szpitalu dostałam zalecenia, by budzić dzieci na jedzenie. I od tego wszystko się zaczęło…

Pierwsza jadła Ala (1 h), potem Zuzia (1h). Potem miałam około godziny czasu by zamknąć oczy. Potem znów jadła Ala i znów Zuzia i tak całą noc. W dzień przy trójce dzieci nie miałam żadnych szans, by choć na chwilkę się położyć. Z czasem Dziewczynki podrosły, ale z ich snem było coraz gorzej. Finalnie Alicja usypiana była w wózku. Natomiast Zuzia była przytulona do mnie i kołysana. Dziewczynki przebudzały się tak często, że ja w nocy spałam maksymalnie po 3h. Czasem była to tylko godzina. Mój organizm przestawił się na taki tryb życia, ale było to dla mnie niezwykle trudne. W nocy marzyłam tylko o tym, by choć na chwilkę zamknąć oczy. Ale z tej przyjemniej chwili wybudzał mnie płacz jednej z Dziewczynek. Gdyby to była tylko dwójka dzieci, to obwiązki można by podzielić na dwójkę rodziców, lecz ja miałam jeszcze trzecie dziecko. Paulinka również nie spała dobrze. Ciągle się wybudzała przez płacz Sióstr. Dlatego mąż większość nocy był z nią.

Pewnego czwartkowego poranka dzwoni do mnie moja Mama (jest to nasz rytuał, by co dzień choć na krótką chwilkę porozmawiać) i mówi mi, że przeczytała artykuł o takiej Pani, która zajmuje się snem dzieci. Podała mi namiary. W pierwszej chwili podeszłam do tego dość sceptycznie. Próbowaliśmy tylu rzeczy, nic się nie udało. W nocy przejrzałam kilka stron poświęconych owej Pani, ale zostawiłam ten temat w spokoju. Kryzys nadszedł w niedzielną noc, kiedy to znów nie zmrużyłam oczu. I wtedy też zaczęła się moja przygoda z przesympatyczną Panią DobraNocką.

Moje słowa nigdy w pełni nie oddają tego jak bardzo jesteśmy wdzięczni. Życie naszej Rodziny zmieniło się na lepsze po blisko roku wegetowania. Dzięki specjalnemu programowi przygotowanemu specjalnie dla naszej Rodziny moje Dziewczynki śpią. W dzień podczas ich drzemek mogę ogarnąć cały dom i gotować. Nie muszę stać przy nich ze strachem, że wypadną mi z wózka, bądź ich ciągle tulić. Mogę ten czas poświęcić starszej Córce Paulince, która w końcu odzyskała mamę i siostry, które śpią. Żałuję tylko, że tak późno udało mi się zgłosić do Pani Agnieszki, ale widocznie to był nasz czas.

Pani Agnieszko jest Pani naszym Aniołem Stróżem. Z serca dziękuję za pomoc, gdyby nie Pani, to mogłoby się to skończyć dużo gorzej. Mój organizm też ma swoje granice. Jeśli ktokolwiek się waha, czy jest to dobre rozwiązanie… to na prawdę nie warto się męczyć. Przez to, że dzieci śpią ja również śpię.

Pani DobraNocko jest Pani wspaniała, a ja i moja Rodzina zawsze będziemy wdzięczni. Oddała nam Pani normalność.

Serdecznie pozdrawiam!!!

Kinga 

 

 

 

 

 

8. maja 2015 roku, przed południem, gdy moje niemal roczne dziecko w końcu zasnęło na drzemkę, ja słaniałam się na nogach. Byłam wyczerpana, zrezygnowana, zagubiona, zdesperowana, kompletnie bez sił.

I we wczesnej drugiej ciąży.

Nie mogłam więcej eksperymentować. Moje dziecko OD ROKU nie przespało ani jednej nocy. Nocy? Nie przespało na raz nawet trzech godzin (ja w związku z tym też nie). Potrafiło CAŁĄ NOC budzić się co 20-30 minut. Z przeraźliwym krzykiem. Zaczynać dzień o 4. Płakać każdorazowo przed położeniem spać. Noc to był stres. Czas, o którym nie chciałam myśleć, pamiętać, przeżywać go. Noc nie miała nic wspólnego z wypoczynkiem i regeneracją sił. Kojarzyła się tylko nieprzyjemnie.

Brzmi znajomo? To znaczy, że trafiliście w dobre miejsce.

Tego dnia zaczęłam szukać pomocy, bo wizja nieprzespania w drugiej ciąży ani jednej nocy przeraziła mnie wystarczająco. Poza tym syn zaczął być nerwowy, niecierpliwy, przystopował w rozwoju, to już nie tylko w nas uderzało. Permanentne niedospanie odbijało się w sposób widoczny na moim dziecku.

Nie, nie. Nie siedziałam bezczynnie przez ten rok. Pediatra, audiolog, neurolog, psycholog, badania. Och, dziecko pani nie śpi? Co zrobić, taki egzemplarz, wyrośnie. Mówili matce, a matce wszystko opadało od słuchania. Jak to egzemplarz? Nie wierzę w „egzemplarze”. MUSI BYĆ PRZYCZYNA. Jeżeli niemedyczna, to znaczy, że my popełniamy błąd.

Zaczęłam szukać kogoś, kto wskaże, w czym tkwi problem i powie, co robić dalej. Bo dobrze jest przyznać się do tego, że wraz z urodzeniem dziecka nie rodzi się instrukcji do tegoż  (a szkoda, nie?) i nie mieć o to do siebie pretensji, tylko szukać profesjonalnej pomocy – to jest konstruktywne i daje dobry punkt wyjścia. Znalazłam stronę Pani Agnieszki Piotrowskiej. Zaczęłam czytać opinie. Tak, tak jak Ty, drogi Rodzicu, czytasz tę tutaj. Znajdowałam takie historie, pod którymi mogłabym się podpisać obiema rękami. Historie, które wyglądały, jakby ktoś wyjął mi je z ust.

Boże, nie jesteśmy jedynymi ludźmi na świecie, którzy mają takie problemy?

Nie jesteśmy i Wy też nie jesteście. Kolejna myśl, jaka przychodziła mi do głowy to

Przespać całą noc? To szczyt marzeń. To nierealne. To odległe. Ale gdyby tak chociaż parę godzin.

NIKT, kto nie ma takich problemów nie zrozumie przyziemnych marzeń rodzica o niezakłóconej nocy. O spaniu. O odpoczynku. O nie wstawaniu. O nie słyszeniu płaczu. O zaśnięciu wieczorem i obudzeniu się rano (nie o 4, ok?).

I podjęłam decyzję o współpracy. Ktoś mnie wsparł, ktoś skrytykował, ktoś uśmiechnął się z politowaniem. Ale to JA i MĄŻ mieliśmy problem, serio, z otoczenia nikt poza nami nie wstawał kilkanaście razy w ciągu jednej nocy do dziecka od dwunastu miesięcy, więc nie potrzebowałam dla tej decyzji opinii osób trzecich. Potrzebowałam spróbować WSZYSTKIEGO, żeby ta sytuacja się zmieniła.

Wypełniliśmy bardzo obszerny i szczegółowy kwestionariusz, otrzymaliśmy Plan Nauki Zasypiania, rozpisany na dwa tygodnie, omawiałyśmy go z Panią Agnieszką przez dwie godziny. I… zaczęliśmy. Nie będę opisywać jak to wyglądało dzień po dniu, co wprowadziliśmy, co zmieniliśmy, to są kwestie bardzo indywidualne i część jest z całą pewnością zmienna, w zależności od danego przypadku. Mogę Wam opowiedzieć, drodzy Niewyspani, jaki jest finał tej pracy.

Moje dziecko ŚPI. Zasypia koło 19, wstaje 6-6:20. Nie budzi się. Nie woła. Śpi nieprzerwanie. Budzi się wesołe, wypoczęte. Budzi się BEZ PŁACZU, spokojnie, rozmawia z pozytywką w swoim łóżeczku, wita nas z uśmiechem na twarzy. Ma w ciągu dnia dwie drzemki po ok. półtorej godziny. Wszyscy wiemy, kiedy jest ich czas i ile mniej więcej potrwają. Jesteśmy w stanie zaplanować dzień. Ale mamy też świadomość tego, że to jest dziecko, żywy człowiek i mogą nastąpić zmiany. Wiemy, jak na nie reagować, żeby nie „wypaść” z planu, żeby nie zatracić tego wszystkiego, co wspólnie wypracowaliśmy. Syn, od kiedy wreszcie, pierwszy raz w swoim życiu, zaczął się wysypiać, ruszył bardzo z mówieniem, pojawiły się kompletnie nowe sylaby, dźwięki, więcej rozumie. Zaczął kombinować, próbować różnych rzeczy, bawić się sam, stał się dużo bardziej samodzielny, mniej nerwowy, za to bardziej cierpliwy. Powtórzę jeszcze raz tę ważną, niesamowitą, cudowną informację – MOJE DZIECKO ŚPI. Nie wstaję, drogi Rodzicu, nie wstaję do niego w nocy, śpimy wszyscy. Gdyby ktoś mi powiedział 8. maja 2015 roku, że tak będzie roześmiałabym się histerycznie, a potem popłakała.

Niczego mu nie odebraliśmy, nie zrobiliśmy mu krzywdy, nikt go nie zostawił, NIE TRESOWALIŚMY GO, to nie na tym polega.

Wszyscy wiemy, że nie je się z podłogi, tylko przy stole, że nie wyciera się buzi o rękaw, tylko o serwetkę, że nie wybiera się zupy dłonią, tylko łyżką, że nie stoi się na krześle butami, tylko siedzi pupą. Musieliście nauczyć/nauczycie tego swoje dziecko? Jasna sprawa. To są zasady spożywania posiłków. Czemu, gdy ktoś chce poinstruować rodziców z ZASAD DOBREGO SPANIA, niektórzy nazywają to tresurą? Nie dajcie się omamić zawistnym ludziom, jesteście sami ze swoim problemem i nie pozostaje on bez wpływu na Wasz związek, Wasze funkcjonowanie, pracę, przede wszystkim na Wasze dziecko. Zróbcie coś z tym.

Ja ze swojej strony mogę z całego serca polecić to, co proponuje Pani Agnieszka Piotrowska. Przeżyliśmy to, byliśmy pozytywnie nastawieni i zdeterminowani, odnieśliśmy sukces. To się nie kończy na dwóch tygodniach wprowadzania Planu. Macie po tym ogromną wiedzę, dotyczącą higieny snu, aspektu tak cholernie ważnego w życiu Waszego dziecka, że nie moglibyście mu zrobić lepszego prezentu.

Życzę sukcesów. A Pani Agnieszce z całego serca dziękuję.

M&M&A&Średniej wielkości krewetka w brzuchu, która też jest wdzięczna, że mama się wysypia

 

 

Zwróciliśmy się do Pani Agnieszki po pomoc, kiedy Marysia miała 8 miesięcy.

 Odkąd na świecie pojawiła się nasza córeczka, nie przespałam ani jednej nocy. Byłam już wykończona i sfrustrowana. Przez pierwsze miesiące Marysia budziła się 3-4 razy, jadła godzinę i zasypiała. Wszyscy mnie zapewniali, że będzie lepiej. Marysia będzie się rzadziej budzić, będzie dłużej spać. W rzeczywistości było coraz gorzej! Zasypiała tylko przy piersi, w łóżeczku spała maksymalnie 2 godziny i budziła się. Bywały noce, kiedy wstawałam do niej 10 razy! Czasami zasypiała na rękach ze smoczkiem, ale przeważnie jedynym ratunkiem było karmienie. W ciągu dnia spała tylko na spacerach, bujana w wózku albo noszona w chuście.

Zachęceni sukcesem znajomych zwróciliśmy się o pomoc do Pani Agnieszki. Wdrażanie planu zaczęliśmy w czerwcu. Na początku było sporo płaczu… Na szczęście pani Agnieszka dobrze nas do tego przygotowała, wyjaśniła, co może się dziać, jak reagować. Wiedziałam, że Marysi nic złego się nie dzieje. Po 40 minutach zasnęła i spała  4 godziny! W ciągu tygodnia udało nam się ograniczyć karmienia do 1. Marysia zasypia sama w łóżeczku, przesypia 11 godzin w nocy.

Drzemki w ciągu dnia wymagały od niej więcej wysiłku. Początkowo spała po 30 minut, a teraz minimum godzinę :).

Owszem, zdarzają się gorsze dni i noce. Jak każdy człowiek, Marysia czasami gorzej śpi. Ale i tak jest o niebo lepiej!

Polecamy wszystkim niewyspanym rodzicom :)

 

 

Jakiś czas temu to ja byłam osobą czytającą opinie o pracy Pani Agnieszki. Super, myślałam sobie, ale na moje dzieci nie działają żadne metody. Póbowaliśmy już naprawdę wielu. Niby wszystko robiliśmy dobrze, niby wiedzieliśmy co i jak trzeba robić a kończyło się i tak zawsze na tym, że każdego wieczora nosiliśmy nasze dzieci na rękach po kilka godzin aż zasną, a potem powtarzaliśmy tą procedurę kilka a nawet kilkanaście razy każdej nocy. Byliśmy potwornie zmęczeni i sfrustrowani, przyszłość widzieliśmy wyłącznie w czarnych barwach a zbliżający się wieczór napawał nas przerażeniem.

Postanowiliśmy spróbować metod Pani Agnieszki. Z niecierpliwością czekaliśmy na plan, który przygotowała specjalnie pod nasze problemy i potrzeby. Pilnie go przestudiowaliśmy i omówiliśmy. Trudno nam było uwierzyć, że to się uda. Wszak zmiany w naszym przypadku nie były duże. Nie wierzyłam, że takimi drobnymi zmianami można osiągnąć jakieś spektakularne efekty. Ale udało się! I nawet nie było tak trudno. Nastawieni byliśmy na ciężką walkę, przeprawę przez mękę, płacz, krzyk i zgrzytanie zębami. Tymczasem poszło nad wyraz łatwo :) Teraz moje dzieci zasypiają samodzielnie we własnych łóżeczkach i przesypiają całe noce :) Do dziś ciężko mi uwierzyć, że to naprawdę ma miejsce:)

Mama 16-miesięcznych bliźniąt

 

 

Nasza historia jest bardzo podobna do innych, opisanych tutaj. Choć z początku wydawało się, że to tylko my mamy taki przypadek.

Ale od początku. Nasz synek, Wojtuś, to kochane słoneczko, jest radosny, ciekawy świata i ludzi, wszystko go interesuje, a najbardziej to czego nie wolno ;) Bardzo lubi gdy jest dużo osób wokół. Ale od samego początku były problemy z jego spaniem. Pierwsze dwa miesiące spał z nami w łóżku. Wybudzał się średnio co dwie godziny na jedzenie. Dostawał „cyca” i spał dalej. Potem z powodzeniem przenieśliśmy go do jego łóżeczka. Choć z odłożeniem był spory problem, bo przy piersi spędzał ze 2-3 godz. zanim „lądował” w łóżeczku, to i tak był najlepszy okres, między 2 a 5 miesiącem, budził się co 3-3,5 godziny. W ciągu nocy budził się czasem tylko dwa razy, chyba, że miał atak kolki, bądź dręczyło go ząbkowanie. Zwykle jednak dostawał pierś i spał dalej, choć jedzenie trwało czasem nawet 30-40 min. Czasem narzekałam, że siedzenie z nim tyle czasu jest uciążliwe, ale nie spodziewałam się, że czeka nas coś gorszego.

Potem było już tylko gorzej. Częstotliwość wybudzania się zwiększała, ilość snu w jednym ciągu malała, czas, jaki trzeba było poświęcić na powtórne odłożenie Małego do łóżeczka, rósł. Było tak, że ok. 20.00-20.10 był usypiany, oczywiście na rękach. Choć widać było u niego duże zmęczenie i zaczynały się zamykać mu oczy, to jakby walczył ze snem. I ta walka trwała potem już całą noc, jakby się bał spać. Zazwyczaj o 20.30 zasypiał. Budził się co 1-1,5 godz. lub częściej. Do 24.00 zazwyczaj jeszcze ze dwa razy się wybudzał, ale tu wystarczyła najczęściej sama pierś i po 15 min można go było odłożyć. Później zaczynały się schody. Mały przebudzał się bardzo nieregularnie, ciężko go było z powrotem odłożyć po uśnięciu. A gdy się przebudzał od razu wstawał na równe nogi. Zdarzało się że ok. 4.00 wybudzał się całkiem i zaczynało się na nowo usypianie, które trwało 1,5-2 godz. Po 24.00 nie wystarczała już sama pierś, trzeba było go lulać, bujać, a jak nie to znów pierś i tak do rana.

Gdy pojechaliśmy raz na tydzień do rodziców na Mazury, a było to kiedy Wojtuś miał 8,5 miesiąca, mama powiedziała, że tak być nie może, że go bujam, bo niedługo nie dam rady, lepiej żebym usypiała go leżąc. Wtedy się tak przestawił, że w pewnym momencie w nocy, nie dało się go odłożyć do łóżeczka i lądował w naszym łóżku. Najpierw na kilka godzin w trakcie nocy, a nad ranem wracał do siebie, później do końca spał z nami. Po powrocie trwało to jeszcze jakiś czas. Ale ani ja, ani on, nie wysypialiśmy się. Kiedy zaczynał się wiercić tylko pierś go uspokajała. Wolałam wrócić do tego, że siedzę, karmię go i odkładam do jego łóżeczka. Z tymże sama pierś przestała w pewnym momencie wystarczać.

Byliśmy zmęczeni, sfrustrowani, nie cieszył nas wspólny czas, nie cieszył nas czas z Wojtusiem. Często kłóciliśmy się o byle co, obwinialiśmy się, choćby w myślach. Powtarzaliśmy sobie, że gdyby był jeszcze jeden pokój na pewno byłoby inaczej, spał by lepiej, telewizor by go nie rozpraszał. Nikt nie potrafił nam doradzić, koleżanki wyszukiwały sposobów, żeby mi pomóc. Próbowaliśmy wszystkiego. Raz kołderka, raz kocyk, raz z krótkim rękawem, raz z długim, różne kaszki, przed kąpielą, po kąpieli, kombinacje przeróżne, łącznie z przestawianiem łóżeczka i tak nic to nie dawało.

Aż w końcu koleżanka podesłała mi link do strony internetowej. Przeczytałam opinie i od razu wymarzyłam sobie dzień, w którym ja też będę mogła opisać jak nam pomogła DobraNocka. A było to dokładnie w dzień ukończenia 11 miesięcy naszego synka. Zadzwoniłam, okazało się, że musimy jeszcze poczekać, bo Pani Agnieszka zaczęła właśnie urlop. Odliczałam każdy dzień. I w końcu nastąpił dzień gdy mogłam zadzwonić ponownie.  Zdecydowaliśmy się od razu, choć z myślą, że Wojtuś będzie pierwszym dzieckiem, z którym na pewno Pani Agnieszka sobie nie poradzi. Ale zaczęliśmy. Pani Agnieszka zrozumiała nas, że zależy nam na czasie, bo niedługo roczek i impreza urodzinowa, zaraz potem Wojtuś idzie do żłobka, chcieliśmy przed tym wszystkim zdążyć i ułożyła dla nas plan zasypiania w jedno popołudnie. Przeczytaliśmy, myśl pierwsza „to się nie uda, jak nasze dziecko ma samo zasnąć w łóżeczku, przecież będzie płakał, łaził, stał przy nas, na pewno sam się nie położy”. Po omówieniu planu na gorąco zaczęliśmy, pierwsza noc usnął po 1,5 godz., ale szok faktycznie sam, był płacz oczywiście, ale nie musiałam go nosić. Następna noc już tylko 45 min, trzecia 3 min. Niesamowite!!! W dzień drzemki też od początku w sumie załapał.

Okazało się, że Wojtuś w sumie nie jest takim strasznym egzemplarzem, jak nam się wydawało, wystarczyła nasza konsekwencja i wsparcie Pani Agnieszki, bez którego by nic się nie udało. Dziś Wojtuś śpi od 19.30 do 6.00-7.00, nawet jeśli się przebudzi potrafi sam dalej zasnąć, a gdyby miał swój pokoik to pewnie nawet o wielu pobudkach byśmy nie wiedzieli. I wcale ten jeden pokój, który mamy nie jest aż tak wielkim problemem. Zakupiliśmy parawan i odgrodziliśmy go troszkę od nas, od dźwięków i światła telewizora i komputera. Ma teraz swój azyl, swój malutki „pokoik”. A my mamy wieczory dla siebie, możemy oglądać filmy, pogadać. Już nie boję się każdej zbliżającej się nocy. A Wojtuś stał się pogodniejszy, mniej marudny, więcej się śmieje i gada po swojemu. Nawet przyjazd i nocleg dziadków już 19 dni po wprowadzeniu planu nic nie zburzył. Oczywiście zdarza się tak, że Wojtuś w nocy lub nad ranem przebudza się z płaczem, ale już wiemy co wówczas mamy robić ☺

Pani Agnieszka potrafi czynić cuda. Dziś tylko żałuję, że nie usłyszałam o Niej wcześniej. Nie czekalibyśmy prawie 12 miesięcy, żeby coś zmienić w naszym życiu. Ale jak to mówią lepiej późno niż wcale. Udało się nam, zaczęliśmy normalnie się wysypiać i normalnie żyć. Wszyscy na tym skorzystaliśmy, a i nasi rodzice przestali to przeżywać. Niesamowite jak przez 2 tygodnie zmieniło się nasze życie ☺ I szczerze mówiąc to sporo z tego jak było już sama nie pamiętam :P

Dziękujemy bardzo Pani Agnieszko,

Basia, Tomek i Wojtuś ☺

 

 

Teraz Filip ma już prawie 12 miesięcy i od ponad 5 miesięcy przesypia CAŁE NOCE.

Ale nie było tak zawsze…

Kiedy Filip miał 1,5 miesiąca dostał zapalenia płuc i spędził 10 dni w szpitalu a następnie z powodu powikłań jeszcze tydzień.

Potem było jeszcze zapalenie oskrzeli i przeziębienia. To wszystko rozregulowało jego sen, rutynę, do jakiej dążyliśmy i w wieku 4 miesięcy Filip budził się co 2-3 godziny w nocy.

Zasypiał coraz gorzej, my próbowaliśmy coraz więcej różnych sposobów ( książki oraz własne doświadczenie nabyte przy pierwszym dziecku) nic nie dawały a tylko burzyły jakikolwiek harmonogram. Kiedy miał 5 miesięcy było już tak źle, że wstawaliśmy z żoną na zmianę co 1-2 godziny, żona karmiła „na życzenie” 4-5 razy, ja bujałem synka na rękach – byle tylko zasnął.

Drzemki w czasie dnia? Tylko w wózku na spacerze i czasem udało się żeby zasnął na rękach po długim bujaniu.

Oczywiście wszyscy włącznie z lekarzami mówili, że „to trzeba przeczekać, że tak dzieci mają, jedne śpią a drugie nie”

 

Przez przypadek zobaczyliśmy w telewizji wywiad z Panią Agnieszką i postanowiliśmy spróbować – byliśmy tak zdesperowani że naprawdę byliśmy w stanie zrobić wszystko żeby Filip zaczął lepiej spać.

Teraz to śmieszne, ale wtedy marzeniem było dla nas, żeby przespał choć 4 godziny bez budzenia się, żeby dał nam pospać choć do 4-tej.

Szczerze mówiąc nie wierzyliśmy też że nagle Pani Agnieszka czarodziejską różdżką odmieni Filipa i będzie spać.

 Oczywiście nie będę opisywać szczegółów treningu zasypiania, ale pomoc była skuteczna w 100%. Bez wizyt domowych, po 2-3 tygodniach od rozpoczęcia stosowania się do metod Pani Agnieszki syn zaczął przesypiać całe noce.

Już po tygodniu było lepiej – budził się dużo rzadziej.

 Naprawdę polecamy.

 Pozdrawiamy serdecznie Pani Agnieszko i dziękujemy raz jeszcze.

 Basia i Marcin

 

 

Narodziny naszego synka byly dla nas jak i dla wiekszosci par czyms niesamowitym. Od poczatku byly wzloty i upadki, jednakze synek zrekompensowal nam wszystko swoimi usmiechami i guganiem. Na poczatku tradycyjnie budzil sie wiele razy w ciagu nocy, zas okolo 3 miesiecy przespal cala noc. Nie potrwalo to jednak zbyt dlugo i zaczely sie schody ze spaniem. Po skonczeniu 6 miesiecy synek zaczal sie budzic czesciej i pozostawal dluzej aktywny. Uniemozliwialo to nam spanie w nocy, bo potrafil skakac po lozku i pelzac ponad godzine. Wtedy wyszukalam Pania Agnieszke i zdecydowalam sie skorzystac z jej wiedzy i doswiadczenia.

Przygotowywalismy sie psychicznie i fizycznie na batalie. Myslelismy ,ze bedzie to  dluga walka i poleci duzo lez. Jakiez bylo nasze zdziwienie kiedy po zastosowaniu sie do Pani Agnieszki rad, nasz synek poplakal tylko raz pierwszej nocy przez krotki czas. Juz od drugiego dnia synek plakal mniej, albo prawie wcale.

W naszym przypadku zastosowanie sie do rad Pani Agnieszki w 100% i zaufanie pomogly naszemu synkowi nauczyc sie zasypiac samemu w bardzo krotkim czasie. Jestesmy niezmiernie wdzieczni za fachowa pomoc i staly kontakt z Pani Agnieszka, dzieki czemu czulismy sie ,ze nie jestesmy sami.

Iza

 

 

Gdy po raz pierwszy do Pani dzwoniłam, zastanawiałam się czy Pani nam pomoże , czy Plan jaki Pani układa na pewno podziała na mojego trzpiota. Pomimo wątpliwości powiedziałam sobie ” już dość nie przespanych nocy, już dość zmęczonego synka”. Bałam się bo wiedziałam , że będzie płacz , bałam się bo nie wiedziałam czy na pewno przetrwam. Bardzo dużo czytałam i to po kilka razy opinii na Pani temat i w końcu…a raz kozie śmierć. Co ma być to będzie. Ja znałam cel swojej podrózy a Pani była dla mnie jak mapa, jak drogowskazy gdzie i w jakim momencie mam skręcić i gdzie jechać. Jak zbaczałam z drogi to Pani prostowała i kierowała mnie na odpowiedni kurs. Było cięzko , nie myślałam, że aż tak. Moje emocje plus płacz bąbla …mieszanka wybuchowa. Ale udało się, wiedziałam ze musimy to zrobić i nie możemy się poddać. Super efekt był już pierwszej nocy jak maluch obudził się tylko raz. Co prawda spowodowanie aby zasnął sam było jak sparring bokserski ale udało się. Trochę tych sparringów przeszliśmy ale efekt był widoczny z dnia na dzień . Teraz synek śpi o wiele lepiej pomimo zdarzających się gorszych nocy to uważa że to ogromny sukces i to na prawdę w krótkim czasie. Metoda jaką Pani zaproponowała była  łagodna , kroczek po kroczku i dochodziliśmy do pewnych etapów podrózy. Dziękuję za rozwiewanie moich wątpliwości co do płaczu oraz dziękuję za słowa wsparcia i zrozumienia.Dla mnie było  to bardzo ważne, aby wszyscy naokoło utwierdzali mnie że dobrze robię i że podążam w dobrym kierunku. Najlepszą rekomendacją jest to, że mój słodziak śpi sam :) a ja mam chwile dla siebie :) Już poleciłam Panią dwóm znajomym i mam nadzieje ze skorzystają z Pani pomocy bo wiem jak to jest jak człowiek zmienia się w zombi :)

 Dziękuje jeszcze raz i pozdrawiam

Monika

            

 

Od urodzenia Mikołaj nie miał problemów ze snem ani z zasypianiem. Budził się co trzy godziny na jedzenie. Najczęściej zasypiał przy piersi, ale zdarzało się też, że sam w swoim łóżeczku. Dosyć szybko zaczął przesypiać całe noce, nie miał jeszcze trzech miesięcy. Byłam szczęśliwą, wypoczętą i wyspaną mamą. Wszyscy dookoła mi gratulowali, a ja pękałam z dumy. Sielanka trwała około trzech kolejnych miesięcy, aż którejś nocy nasz Syn się obudził, i tak już zostało. Szukałam przyczyny, jednak znajdywałam tylko wymówki: to na pewno zęby! Przecież ciągle idą mu nowe. To dlatego się budzi! Po zębach przyszła kolej na głód. Biedne dziecko, nie najada się już moim pokarmem. Kiedy zacznie jeść stałe posiłki, będzie spał jak suseł. Czas mijał, a sytuacja nie zmieniała się. Mikołaj budził się częściej i domagał się piersi. Żadne przytulanki, kołysanki i inne bujanki nie działały. Początkowo, po chwili ssania zasypiał ponownie, a wtedy odkładałam go do łóżeczka. Niestety po jakimś czasie pojawił się problem z ponownym zaśnięciem. Byłam wykończona. Nocne pobudki Mikołaja wytrącały mnie ze snu na tyle, że sama miałam problem z ponownym zaśnięciem. A kiedy już zasnęłam, po chwili trzeba było znowu wstać. Postanowiliśmy to zmienić.

            Czytałam kiedyś, że w Stanach działają profesjonalni trenerzy snu. Zaczęłam szukać w sieci i znalazłam Panią Agnieszkę. Po krótkiej rozmowie, szybka decyzja. Chcemy współpracy, jesteśmy gotowi na wszystko. No, może prawie na wszystko ;).

            Wdrażanie planu nauki zasypiania zaczęliśmy, kiedy Mikołaj skończył rok. Byłam pełna nadziei, ale też przygotowana na najgorsze. Jednak nie taki diabeł okazał się straszny, jak go malują. Oczywiście nie obyło się bez łez i chwili zwątpienia, jednak profesjonalne wsparcie Pani Agnieszki pozwoliło nam dobrnąć do końca. Pierwszą noc Mikołaj przespał całą już piątego dnia. Potem zdarzały się jeszcze pobudki, ale ponowne zasypianie szło coraz lepiej.

            Na dzień dzisiejszy, Mikołaj nie ma żadnych problemów z zasypianiem i spaniem. Wieczorem zasypia w ciągu kilku minut, bez żadnych protestów, i śpi 12 – 13 godzin! Czasami słyszę w nocy postękiwania, ale trwają one dosłownie kilka sekund i nie wymagają żadnej interwencji z naszej strony. Wróciła sytuacja sprzed kilku miesięcy, a ja znowu jestem wyspaną mamą ☺.

            Pani Agnieszko, dziękujemy bardzo za współpracę! Podczas tych niełatwych dla nas chwil, służyła nam Pani radą, profesjonalnym wsparciem i motywowała do dalszych działań. Była Pani z nami zawsze, kiedy tego potrzebowaliśmy, mimo, że na odległość. Szczerze polecam wszystkim rodzicom, którzy borykają się z problemami związanym ze spaniem ich dzieci. Pani Agnieszka dysponuje niesamowitą wiedzą odnośnie snu, udziela cennych uwag, rozwiewa każdą wątpliwość. Jest po prostu ZAWODOWĄ DOBRANOCKĄ!!!

 Rodzice Mikołaja

 

 

Chciałabym opisać naszą historię póki jeszcze pamiętam ten czas :) Bywają dni, kiedy zastanawiam się skąd czerpałam tyle siły, żeby zajmować się zupełnie „niesypiającym” dzieckiem HNB jak mi się wtedy wydawało.

Jak Zuzia przyszła na świat to zastanawialiśmy się w szpitalu czy wszystko z nią w porządku :) Inne maluszki płakały, mało spały a Zuzia? Ona spała, spała i spała na przemian z jedzeniem. Jak się okazało szybko zmieniło się to o 180 stopni. W domu na początku było wszystko dobrze. Myślałam sobie, że to, że muszę do niej wstawać często w nocy to normalne u noworodków karmionych piersią na żądanie. Bardzo chciałam, żeby moja córka spała w swoim łóżeczku i za każdym razem ją tam odkładałam po karmieniu. Jednak mijały tygodnie a ja stawałam się coraz słabsza. Mąż z racji wykonywanego zawodu w nocy nie mógł mi pomóc. Postanowiłam, że dłużej nie dam rady i wzięłam Zuzię do łóżka. Jakie to było cudowne!! W końcu mogę karmić i nie wstawać, czy jest coś piękniejszego? I Zuzia lepiej spała i ja lepiej spałam. Ale Zuzia rosła i rosła a liczba karmień w nocy zamiast się stabilizować rosła razem z Zuzią. I rosła również liczba pobudek. Co robię źle? Dlaczego ona tak często się budzi? Mijały miesiące a było coraz gorzej i gorzej. W dzień usypianie córki było czymś bardzo trudnym. Siadałam na piłce i bujałam, bo nic nie pomagało. Podawałam pierś, bo tylko to w połączeniu z bujaniem potrafiło ją uśpić. Byłam zmęczona.. pół godziny usypiania i na tym nie koniec.. Jak odłożyć ją do łóżeczka, żeby się nie obudziła? Bo przecież wszystko będę musiała zacząć od początku.. To była precyzja wojownika ninja dosłownie.. Bywało, że udało się ją odłożyć, ale bywało, że szybciutko orientowała się w sytuacji i włączała alarm. Spacery zmieniły się w istne piekło, bo nie potrafiła już w wózku zasypiać bez silnego bujania. Zuza miała już 9 miesięcy i wszyscy byliśmy zmęczeni. Ja wyżywałam się na mężu z niewyspania, nie umiałam cieszyć się z bycia mamą a o byciu kobietą to w ogóle nie miałam siły nawet myśleć. Atmosfera robiła się gęsta. Nie mogłam się nawet przekręcić na drugi bok w łóżku, żeby Zuzia nie poczuła i nie obudziła się, a wtedy jedyną szansą na ponowne zaśnięcie było zadokować pierś w jej buzi.. Wszyscy powtarzali „to normalne, że dziecko tak się budzi, wszyscy tak mają”.. Ale co 20 minut?? Naprawdę wszyscy tak mają? Zaczęłam przeszukiwać fora internetowe. Wcześniej czytałam książki „Zasypianie bez płaczu” Searsów, „Język niemowląt” Tracy Hogg. Nie podobało mi się pozostawienie dziecka płaczącego samiutkiego w pokoju nawet na 5 minut, a znów wydawało mi się, że robię wszystko tak jak radzą w książce „Zasypianie bez płaczu” i nic.. Zapisałam się do grupy facebookowej o dzieciach HNB. Myślałam, że moja Zuzia właśnie takim dzieckiem jest. Mało śpi, nienawidzi spacerów, urządza histerie z każdego powodu.. Byłam załamana.. Niechcący natrafiłam na temat spania i przewinęła się nazwa Dobranocka. Nie wiedziałam jeszcze, że jest to osoba (zresztą niesamowicie sympatyczna :P). Zaczęłam dopytywać, szukać aż dotarłam do osób, które współpracowały z Panią Dobranocką. Były bardzo zadowolone i pisały do mnie, że ich dzieci pięknie śpią i SAME zasypiają. Tiaaa jasne. To przecież niemożliwe, tylko w książkach takie bajki :) Weszłam na stronę Pani Agnieszki Piotrowskiej czyli naszej Pani Dobranocki :) Poczytałam i oczywiście z wielkim sceptycyzmem napisałam maila. Pani Agnieszka bardzo szybko odezwała się do mnie i tak się zaczęło. Musiałam przekonać męża, który na początku nazwał Panią Agnieszkę „szamanką” (ależ mnie to rozbawiło). Był sceptyczny, dopóki nie kazałam mu wstawać 20 razy w nocy ze mną :P Od razu się zainteresował. Cała rodzina oczywiście mnie wyśmiała.. Spodziewałam się tego, ale jestem osobą nie tyle zawziętą, co twardo stąpającą po ziemi. Rozpoczęliśmy współpracę z Panią Agnieszką. Już pierwszego wieczora miałam gęsią skórkę, a jednocześnie nie mogłam się doczekać jak to będzie, jak Zuzia się zachowa. No i moje dziecko mnie bardzo zaskoczyło :) Spodziewałam się koncertu na miarę Wiedeńskiej Filharmonii a na kwartecie się skończyło. Zuzia pomarudziła, troszkę popłakała, ale ja byłam przy niej i pocieszałam, także bardzo szybko SAMA zasnęła.. nie mogłam uwierzyć. Siedziałam i patrzyłam jak moje dziecko śpi „na zająca” (niby na brzuszku, ale z pupą w górze. Swoją drogą niewiarygodne, że było jej tak wygodnie). Wyszłam z pokoju i nie mogłam się uspokoić z wrażenia. Od tej pory były wzloty i upadki, ale córcia w mig opanowała sztukę samodzielnego zasypiania. Gdy nadszedł czas mojego wyjścia z pokoju i pozostawienia jej samej do zaśnięcia znów ogarnął mnie strach. Okazało się jednak, że bardziej przeszkadzam mojej córce spać niż pomagam :) Zasnęła szybciej niż jak siedziałam przy niej.

Na początku nie wiedziałam co zrobić z wolnym czasem :D Przecież przez tyle miesięcy leżałam z nią już od godziny 20 w łóżku aż do samego rana, a potem byłam przez cały dzień pochłonięta usypianiem. Odzyskałam swoje łóżko i skończyły się kłopoty z bólem pleców, z problemami z zaśnięciem (bo do tego już doszło, że nie mogłam przy niej zasnąć) i przede wszystkim odzyskałam męża :P

Moje dziecko budzi się radosne i wypoczęte. Musiałam wypisać się z grupy rodziców dzieci HNB, bo wszystkie te zachowania, które przypisywałam mojej córeczce nagle gdzieś uleciały :) Z marudzącej dziewczynki stała się wesołą i szczęśliwą osóbką. Stała się bardziej samodzielna, uwielbia bawić się sama, już nie trzyma się mojej nogi. Kocha spacery i nie służą one spaniu tylko zwiedzaniu świata i obserwowaniu wszystkich mijających nas piesków, które kocha bezgranicznie. Nareszcie spełniam się jako matka i nie jestem nawet w stanie podziękować Pani Agnieszce, bo nie umiem znaleźć słów, które oddałyby moją wdzięczność. Zmieniła nasze życie, a nawet bym powiedziała, że pomogła je odzyskać. Chciałabym, żeby każda matka mogła spotkać taką osobę jaką jest Pani Agnieszka i z jej pomocą pomóc swojemu dziecku. My rodzice nie ponosimy tak wielkich strat jak dziecko, które ma zbyt mało snu. Odpowiedzialność za człowieka to przede wszystkim troska o jego zdrowie, a dobry sen to przede wszystkim zdrowe i szczęśliwe dziecko.

Dodam tylko, że rodzinie opadła szczęka i jak teściowa odłożyła Zuzię do łóżeczka i wyszła do mnie na przedpokój to jedyne co udało się jej wydusić to „cud jakiś..”

 

 

 

Przede wszystkim chciałam powiedzieć, że uważam, że taka osoba jak Pani jest bardzo potrzebna polskim matkom. W swoim gronie zauważam bardzo wiele matek, które mają taki sam problem jak ja. Nie mają dostatecznej wiedzy na temat snu dzieci, często wiążą karmienie piersią z nieprzespanymi nocami. Co więcej ja sama myślałam, że jak zakończę karmienie piersią, sen Jasia ureguluje się, i też z tych powodów chciałam zakończyć karmienie piersią.

Uważam, że każda przyszła mama powinna pobierać lekcje jako promotorki zdrowego snu dzieci i wyspanych rodziców, gdyż to właśnie problemy ze snem są głównym powodem zmartwień wielu rodziców (u nas było tak, że to był w zasadzie nasz jedyny kłopot ) a bardzo mało się o nim mówi.

Pomimo, iż część problemów ze snem Jasia rozwiązaliśmy sami, to Pani bardzo nam pomogła. Przede wszystkim jako ekspertka utwierdziła nas Pani w tym, że to robimy jest prawidłowe i słuszne, i dzięki Pani raz na zawsze ( mam nadzieję ) zakończyliśmy usypianie Jasia. Teraz po prostu kładziemy Jasia do łóżeczka i wychodzimy z pokoju. Współpracę z Panią poleciłabym każdemu kto nie jest zdeterminowany do pozyskania samodzielnie informacji o śnie dziecka i potrzebuję wsparcia eksperta. ( poza tym na polskich stronach nie ma wartościowych informacji- przynajmniej ja nie znalazłam )

 

 

Było nam bardzo cieżko podjąć  decyzję o współpracy i zbieraliśmy się do niej 3 miesiące. Obawialiśmy się płaczu Frania, tego, ze będzie miał zaburzone poczucie bezpieczeństwa, będzie czuł się porzucony. Miałam mocne przekonanie, że trzeba reagować na potrzeby dziecka, niezależnie od własnych potrzeb, zmęczenia i poczucia komfortu. Ale po 11 nieprzespanych miesiącach, kiedy synek budził się co dwie godziny, a bywało, ze co godzinę lub pół, koniecznie już trzeba było coś z tym zrobić. Dziecko się przyzwyczaiło do tego, ze śpi z tatą lub mamą i wiadomo, ze samo się nie odzwyczai od „dobrego”. Niby w ciągu dnia był uśmiechnięty, zawsze mało płakał, ale np. rano po przebudzeniu często nie mógł się na niczym dłużej skupić, szukał pocieszenia. W ciągu dnia zasypiał w najprzeróżniejszych porach, a zaplanowanie posiłków, spacerów i rozrywek było szalenie trudne. Obawialiśmy się też, ze tak naprawdę się nie wysypia, nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału, bo jest zmęczony – w nocy ciągłe pobudki, w dzień dwie półgodzinne drzemki.  Przy tym mieliśmy też poczucie, że wcale nie musi tak być i że rady „niektóre dzieci tak mają”, „odstaw od piersi to zacznie spać”, „po pół roku/7 miesiącach/roku sam zacznie przesypiać noce” są delikatnie mówiąc lekko naciągane.  Na sztuczne mleko synka przestawiać nie chciałam, samoistne przestawienie się na przesypianie nocy też jakoś magicznie nie następowało, a wręcz było coraz gorzej.

 Pierwsza noc nauki samodzielnego zasypiania była bardzo trudna. Następnego dnia pełna emocji rozmowa z Panią Dobrą Nocką i decyzja, ze jednak próbujemy dalej. Oczywiście dalej przez wiele dni miałam wątpliwości: czy dam radę, czy nie krzywdzę synka, czy to przyniesie kiedykolwiek jakieś efekty… Pomogła mi obserwacja, ze Franio nie płacze, nie lecą mu łzy, tylko protestuje krzycząc, bo przecież inaczej nie umie. Zacisnęliśmy zęby i z każdym dniem było coraz łatwiej, coraz dłużej spał, coraz szybciej sam zasypiał,  czego nie można powiedzieć o nas, bo ciągle nasłuchiwaliśmy, czy się nie budzi i czy żyje ;)

 11 dnia nastąpił sukces! Franio przespał cała noc, nie chciał przytulania, nie chciał piersi. Chciał spokoju i odpoczynku od starych ;) Póki co, utrzymujemy tę pozytywną tendencję. Franio w dzień śpi po ok. 1,5 godziny i godzinę, w nocy zazwyczaj od 19.00 do 6.30, czasem zdarzają się pojedyncze pobudki, no nigdy nie bywa idealnie J. Jakość naszego życia też zmieniła się diametralnie, mam czas żeby odpocząć w ciągu dnia, zrobić coś dla siebie i powoli odsypiam te tragiczne długie nieprzespane miesiące.  Jako pracowita i super dobrze zorganizowana osoba „dawałam” radę, ba, było zawsze posprzątane, ja umalowana, dziecko najedzone, na spacerze i super zabawione. Ale odbywało się to ogromnym kosztem, który dopiero teraz, kiedy zrzuciłam go z siebie, jestem w stanie ocenić. Szkoda, ze od początku nie wiedziałam o rytuałach, schematach zasypiania, to macierzyństwo, takie przecież samo w sobie ciężkie i stresujące na początku, mogło wyglądać dużo fajniej. Ale ważne, ze teraz wreszcie wygląda to normalnie, ja jestem wypoczęta, Franio wyspany i śmieje się od rana do nocy. I piję wreszcie ciepłą kawę! I CAŁE wieczory są dla mnie (no prawie, tylko to prasowanie, szybkie ogarnianie domu, i już można się zrelaksować ;). A przespanie jednym ciągiem 8 godzin:  BEZCENNE.

 

 

Nasz 7 miesięczny synek stopniowo uzależniał się od maminej piersi, która służyła mu jako przytulanka podczas zasypiania. Do tego stopnia, iż potrafił budzić się co 30 min, bo mamy nie było przy nim, a nawet jak byłam to budził się co 2 godziny, a nad ranem nawet co godzinę. Przez co ani on ,ani ja, nie byliśmy w stanie się wyspać. Znosiłam to, bo nie widziałam innego wyjścia, aż pojawiła się Pani Dobranocka :) Kontakt do pani Agnieszki dostałam od koleżanki, której córeczka nauczyła się zasypiać sama dzięki jej poradom. Postanowiłam również skorzystać z jej pomocy. Początkowo podeszłam do nauki zasypiania z mieszanymi uczuciami, no bo czy to rzeczywiście podziała na mojego Marudę? Jakież było moje zdziwienie, gdy Bartek stopniowo i łagodnie poddawał się nowemu zwyczajowi zasypiania w swoim pokoju we własnym łóżeczku :) I to nie tylko w nocy, ale także i w dzień :) Mało tego pani Agnieszka powiedziała mi, iż rzadko zdarza się, aby niemowlę zasnęło po wybudzeniu się w połowie drzemki lub po obudzeniu nad ranem ok 5:00, a naszemu Bartkowi udawało się to za każdym razem. Dzisiaj, Bartek zasypia już bez najmniejszych problemów sam. Jest dużo pogodniejszy i nie marudzi, bo lepiej śpi. My również jesteśmy wyspani i szczęśliwi, że nasz synek tak świetnie poradził sobie z nauką zasypiania.

 Ania i Krzysiek

 

 

Podzielę się z Państwem Naszą historią.

Moj synek urodził się 4lipca 2014 roku, był bardzo wyczekiwany gdyż przyszedł na swiat dwa tygodnie po terminie. Kłopoty macierzyńskie zaczeły się już pierwszej nocy gdyż Dawid nie chciał ssać piersi, godziny z położnymi spędzone na walkach i próbach nic nie dawały Dawid był leniwy i odrzucił cyca na rzecz butli…ale do rzeczy wiadomo jak to maluszek jadł w nocy co trzy godziny przez pierwsze dwa miesiace bylo to serio co trzy godziny, ale nagle moje dziecko zaczeło się budzic co chwilę średnio co godzine maks co 1,5 no to co tu robić przecież nie będę mu dawać jeść cały czas-z mężem wypracowalismy system wstawania na zmianę a zmiana każdego trwała cztery godziny żeby się chociaż wyspać i jakoś funkcjonować .Dawid się budził a my dawaliśmy mu herbatkę do picia(w porach karmienia mleko) smoczek do dzioba pieluche pod policzek, przewracaliśmy na boczek jeden lub drugi opatulaliśmy kołderką i spał dalej, po miesiącu robilismy to juz przez sen, wstawalo jedno lub drugie butla z piciem smok pielucha boczek koldra spac i oby chociaz na 1,5 h i do konca swojej zmiany- czasem sie modlilam zeby sie nie budzil i spal do rana niestety na marne poszly modlitwy bo wtedy on jakby czul i budzil sie nie po 1,5h a czasem i po 40 min. Wieczorem nie mieliśmy rytuałów Dawid był kąpany nastepnie jadł kolacje lulaliśmy go aż zasnąl i pedem do pokoju zjesc kolacje lub chociaz na chwile odpoczać. Dodatkowo prowadzę firmę i wiele pracy musze wykonywac tez w domu wieczorami chociaz w tamtym okresie bylo ciezko…nasza udreka trwala do 6 miesiaca zycia Dawida kiedy to powiedzialam BOŻEEEE nie chcę wiecej dzieci …(planowałam przynajmniej dwoje) znajomi mowia jak ich dzieci no nawet w miare spia po te trzy godziny a nasze budzi sie z trzydziesci razy w nocy ja juz nie daje rady… W dzien uspialam go w wozku bo inaczej nie bylo opcji spal kiedy chcial i pokazywal ze chcę czyli byl juz po prostu marudny. Co się wydarzyło w tym 6tym miesiacu otóż nie trudno bylo zauwazyc iz ja i moj maz wygladamy jak zombie, a Nasze dziecko jest radosne i cwierkające niczym skowroneczek wrecz nienaturalnie pobudzone. Moja siostra przesłała mi artykuł z jednej ze stron parentingowych o takich rodzicach jak my i Pani ktora takim rodzicom pomaga tzw DobrejNocce  na poczatku konsternacja czy to mozliwe …ale jak…pewnie wydamy majatek…ale…nie dam rady wiecej ok piszę maila…Pani Agnieszka oddzwoniła wieczorem wyjaśnilam jej co i jak opowiedziałam przesłała mi ankiete, wezystkie informacje o cenach i wspolpracy i stwierdzilam ok dzialamy. Wdrożylismy Plan Nauki Zasypiania opracowany przez Pania Agnieszkę odstawilismy herbatke , smoczka odwracanie na boczek i wprowadzilismy wiele innych sztuczek Pani Agnieszki i pierwsza noc…co ja mowie pierwsze trzy noce …byly tragiczne myslalam ze chyba gorzej nie moze byc a tu sama wpadlam na pomysl jakies PNZ ale z mezem wiedzielismy ze najpierw musi byc regres zeby byl progres i dalej modlitwy oby jednak zadzialalo . Czwarty dzien PNZ moje dziecko w dzien spalo pieknie zgodnie z wytycznymi Pani Agnieszki przyszedl wieczor znow rytuał zasypiania i moje dziecko nagle nie placze lezy w lozeczki i zasypia bez smoka bez herbatki bez innych usypiaczy ok…zasnal wychodze z pokoju zrobilam swoja prace godzina 22 ide spac w cieżkim szoku i szykuje się na pobudke za maks godzinę. Budzę się w domu cisza patrze na zegarek Panika godzina 4 budze meza Boze Dawidowi cos sie stalo on nie placze nie odzywa sie idziemy do pokoju sprawdzic…moje dziecko spi…spi w najlepsze bez niczego tylkoz  pieluchami tetrowymi do okola spi…on spi…i w takim razie i my spimy…pobudka moje dziecko sie cieszy w lozeczku i bawi slysze przez nianie patrze na zegarek godzina 7!!!! Jezus jak ja Ci dziekuje za Dobra Nocke oczywiscie raport do Pani Agnieszki pisze odrazu jak to moje dziecko przespalo swoja pierwsza noc w zyciu i tak zlecialy nasze dwa tyg. Wspolpracy, po dwoch tygodniach dostalam kolejny dokument co zrobic jak dziecku znow pogorszy się sen np w wyniku zabkowania czy choroby. Przynam ze przydal nam sie odrazu bo Dawidek zachorowala po dwoch tygodniach od zakonczenia wspolpracy(miesiac od wdrozenia PNZ) trzy dni choroby na czwarty juz dziecku lepiej wiec trzeba go znow nauczyc samodzielnie spac, wystarczyla jedna noc i znow ład zapanował w naszym życiu. A jak to wygląda teraz kiedy moj syn ma 10 miesiecy kiedy minelo troche czasu od zakonczenia wspolpracy z Panią Agnieszka ? Teraz pilnujemy dokladnie pory ze wszystkim, Dawid ma dwie drzemki w ciagu dnia trzecia odrzucil sam( przez tydzien probowalismy go klasc w tej drzemca ale on tylko rozrabial), mamy rytuał zasypania przed kazda drzemka i dlugi rytual przed nocnym snem. W nocy Dawid spi ( zasypa i 19 budzi sie miedzy 6:20 a 7:10) wesoło wołając i smiejac sie. Jesli ma skok rozwojowy czy cos mu po prostu przeszkodzi w snie i sie obudzi nie placze my spimy dalej bo on troche polezy pobawi sie pospiewa pogada i zasypia dalej ja slysze to tylko przez nianie elektroniczna i wiem ze moje dziecko nie potrzebu juz mnie zeby zasnac nie boi sie byc sam w pokoiku potrafi sam sie uspić. Jest pogodny wesoły rozbrykany, ma sile na wszystko i robi niesamowite postepy bo jest wyspany. Rzadko zdarza mu sie budzic w nocy i bawic czy spiewac raczej dzieje sie to przy skokach rozwojowych ale i wtedy my jestesmy szczesliwi bo wyspani.  W naszym zyciu zapanował ład i teraz myslimy od drugim dziecku ale juz bedac w ciazy zglosze sie do Pani Agnieszki co zrobic, „bo lepiej jest zapobiegac niż leczyc” mysle że Pani Agnieszka ma swój wkład w powiększenie populacji bo gdyby nie ona nie było by mowy u Nas o drugiej niuni. Współpraca z Pania Agnieszka była naszą najlepszą inwestycją w zyciu. Polecam my z niespiocha mamy spiocha  ooo lece moje dziecko się obudzilo i klaska w raczki bijąc sobie brawo za piekną drzemkę!

 

 

Przed narodzinami Stasia, byłam pewna, że ze wszystkim dam sobie świetnie radę – miałam przecież duże doświadczenie w pracy z dziećmi.  Życie utarło mi nosa – już po tygodniu wiedziałam, że jestem owinięta wokół małego paluszka mojego synka i że popełniam błędy,  których wcale nie miałam popełniać  Z czasem zaczęliśmy z mężem opanowywać sytuację, rozpoznawać potrzeby itd. Zaczęło się układać wszystko poza spaniem. Od pierwszych dni było ciężko, Staś budził się po 5 razy na jedzenie, jadł po 50 minut, wybudzał się,  płakał. Nie pomagały znane mi metody, rady wszystkich „mądrych” nie wnosiły niczego poza dodatkowym stresem. Miesiące mijały, synek trafił do naszego łóżka, a mąż w związku z pracą (koniecznością wysypiania się) musiał się przenieść do salonu. Pobudki zdarzały się po kilka/kilkanaście razy na noc, usypianie trwało czasem nawet po 2 godziny. Staś zasypiał ok. 23, czasem 24. Rano budziliśmy go, żeby wieczór nie odwlekał się jeszcze bardziej. Drzemki w ciągu dnia były nieregularne – często walczyliśmy z nagłymi napadami senności u synka (np. podczas spaceru), natomiast kiedy przychodziła pora snu, zaczynało się piekło. Smoczek był konieczny do zaśnięcia.

Pomijając permanentne fizyczne przemęczenie, nie wytrzymywałam nerwów,  kłótni z mężem, oddalenia. Wszystko okropnie mnie drażniło. Staś marudził całymi dniami, mimo że generalnie jest bardzo radosnym i kontaktowym dzieckiem.

Po 16 stu miesiącach męki, w akcie desperacji zaczęłam szukać pomocy w sieci. Jakaż była moja radość, kiedy trafiłam na stronę Pani Agnieszki! Nie zastanawialiśmy się z mężem nawet minuty, zadzwoniłam i tak zaczęła się nasza przygoda :)

Pisząc krótko – nastawiałam się na wojnę, płacz (mój i synka – bardzo się tego bałam) i nerwy. Pierwszego dnia (na nowych zasadach) usypianie trwało 30 minut –  Staś troszkę płakał i marudził, ale pierwszy raz zasnął sam (BEZ SMOCZKA!). Budził się 3 razy, po czym dalej zasypiał sam – ja przychodziłam tylko powiedzieć,  że jestem. Następnego wieczora nie płakał juz wcale, poopowiadał mi swoje historyjki,  pośpiewał i zasnął.  Przespał całą noc! I tak już zostalo! Okazalismy sie być „bardzo nudnymi klientami”, nasze codzienne raporty powtarzały się. Wszystko się poukładało – synek zaczął spać w swoim pokoju, skończyły się zarwane noce i i awantury, odzyskaliśmy z mężem siły i chęć do życia, a Staś nabrał sił do poznawania świata. Podsumowując: życie stało się dużo lepsze :) A to wszystko dzięki wspaniałej Pani Dobranocce! Dziękujemy z całego serca :)

Marysia, Adam i Staś

 

 

 

Dziękujemy Pani Agnieszce za pomoc w okiełznaniu naszego dziecka. Od miesiąca (początek „terapii”) nie możemy wyjść z podziwu. W naszym przypadku wszystko zaczęło już dobrze działać od pierwszych dni wdrażania opracowanego przez Panią Agnieszkę planu nauki zasypiania. Dziś nasz Wojtuś (16 miesięcy) śpi jak w zegarku (od ok. godz. 20.00 do 6.30 plus 1,5-godzinna drzemka w ciągu dnia).  Najbardziej niesamowite jest to, że śpi ciurkiem (bez nocnych wybudzeń), w swoim łóżeczku, w swoim pokoju. Sporadycznie zdarzają się nocne pojękiwania ale szybko mijają – zazwyczaj bez reakcji rodziców ewentualnie zaszepczę przez ścianę „Wojtuś spać” albo „szszszszyyyy”. Nawet wielkanocny wyjazd (obce miejsca, ludzie i łóżeczka) nie zaburzyły jego nowego rytmu.

Tak jest. O tym jak było wolę nawet nie myśleć. Trudno mi wyrazić jaką traume powodowała we mnie perspektywa nocnego spania dziecka. Te ciągnące się w nieskończoność usypiania (nawet do 24.00), te pobudki co 1-1,5 godziny, te histerie przy odkładaniu do łóżeczka, całonocne domaganie się piersi, spanie razem w łóżku w jednej pozycji… Było minęło i już na pewno nie wróci.

W tym miejscu mogę tylko napisać, że przy kolejnym (być może) dziecku zdecyduję się na pomoc Pani Agnieszki duuuużo prędzej.

Szczęśliwi rodzice ;-)

 

 

 

Do trzeciego miesiąca życia naszego dziecka ze snem nie było szczególnych problemów, pobudki co 3-4h i sen do 8-9 rano . Po trzecim miesiącu, nie wiedzieć dlaczego nasz synek zaczął budzić się co 2, a nieraz co godzinę. Wtedy trzeba było go wziąć, przystawić do piersi i wtedy (tylko wtedy) po kilku minutach  zasypiał. Gdy się jemu nie dało jeść płakał  i płakał i przestać nie chciał. Po odłożeniu do łóżeczka dwadzieścia minut snu i kwilenie, wtedy trzeba było podać smoczek i godzina snu i znów

pobudka. W ciągu dnia drzemki tylko na spacerze, w domu jakby działały jakieś złe fluidy, mały po prostu nie chciał spać, a jak już zasnął i to w wózku, to na maksymalnie 30-40 minut. Więc trzeba było codziennie chodzić po kilka godzin po dworze bez względu na pogodę J Byliśmy już u skraju wytrzymania, szczególnie ja, bo to ja w nocy musiałam karmić.

Aż stał się cud :-)

 Kuzynka poleciła mi Panią Agnieszkę, bo córeczce jej przyjaciółki Pani Agnieszka pomogła. Oliwier skończył akurat sześć miesięcy. Nie zastanawialiśmy się długo. Zadzwoniłam i zdecydowaliśmy się na dwa tygodnie treningu. Myślałam wtedy, że tak i tak w nocy nie śpię,  więc niczego nie tracę.

Pierwsze dwie noce były dość trudne ale szczerze mówiąc myślałam, że będzie gorzej. Każda kolejna noc była lepsza od poprzedniej. Mały z  około siedmiu karmień  przeszedł na jedno nocne karmienie, do tego oduczyliśmy go smoczka. Rewelacja, można było przespać kilka godzin bez przerwy. I drzemki w ciągu dnia zaczął przesypiać w łóżeczku J SAM  i to nawet do półtorej / dwóch godzin. Obecnie Oliwier ma osiem miesięcy i  zasypia sam (kładziemy go do łóżeczka, mówimy dobranoc i wychodzimy z

pokoju) około godziny 18.30 i śpi do 6.30 bez nocnego karmienia, bez nocnych pobudek. Tak J przespanie całej nocy, choć było tylko marzeniem stało się rzeczywistością. Dziękujemy za to z całego serca ;))))) Niemożliwe stało się możliwe.

N.A.

 

 

Zwróciliśmy się o pomoc do Pani Agnieszki kiedy nasz Syn miał 10 miesięcy. Naszym problemem było usypianie Dziecka, które zazwyczaj było okupione złością i płaczem oraz częste pobudki. Sen przychodził dość szybko, gdy pojawiała się butelka, kołysanie na rękach i śpiewanie, ale niestety nie trwał zbyt długo. Przez te 300 nocy Syn przespał w całości tylko 3, a pozostałe stanowiły maraton naszej bezsenności. Mały spał płytko i nerwowo, potrafił budzić się co 20, 40 minut, czasem co godzinę, przy lepszych wiatrach co trzy. Próbowaliśmy wszystkiego – Syn spał w łóżeczku drewnianym i turystycznym, sam lub z nami, pod kocykiem, kołderką lub bez, z maskotką lub bez, w pokoju z mniejszą i większą temperaturą, z grzejnikiem, szumem morza w tle itp. Dawaliśmy mu butelkę z mlekiem, które wypijał, a za chwilę budził się znowu. Biegaliśmy po lekarzach – od pediatry po neurologa – żaden nic nie stwierdził. Tak jak wszyscy – mówili nam byśmy poczekali, aż samo przejdzie, twierdzili, że Mały z tego wyrośnie jak skończy 2-3 lata, albo gdy pojawi się rodzeństwo. Trwaliśmy w tej sytuacji, tracąc nadzieję, że jest dla nas jakieś rozwiązanie. Dotarliśmy do momentu, gdy nic nam się nie chciało, nic nie cieszyło, a raczej wszystko irytowało. Noc kojarzyła się nam z koszmarem – był taki okres czasu, gdy szliśmy spać o godzinie 4 nad ranem i wstawaliśmy już po 6-ej. Wcześniej nie opłacało się kłaść, bo Mały ciągle się budził. Skończyło się tym, że chodziliśmy w domu na palcach by nie obudzić Syna, gdy w końcu zasnął, a sami baliśmy się usnąć, bo za chwilę i tak wiedzieliśmy, że trzeba będzie wstać.

 O Pani Agnieszce przeczytałam na jednym z forum i tak trafiłam na Jej stronę internetową. Wówczas popłakałam się ze szczęścia, że ktoś taki istnieje i może jeszcze nie wszystko stracone. Szybko podjęliśmy współpracę, a ja już na etapie uzupełniania kwestionariusza dostrzegłam wiele naszych błędów. Zmęczenie i bezsilność obezwładniają tak, że bez fachowej pomocy kogoś kto to wszystko uporządkuje i wierzy w to, że się uda, sukces nie byłby możliwy. Nam wydawało się, że nasze Dziecko jest wyjątkowe i że tylko my mamy takie problemy. Baliśmy się również, że w przypadku Syna znowu coś nie zadziała. Nastawiliśmy się na najgorsze, ale jednocześnie próbowaliśmy znaleźć w sobie odrobinę pozytywnej energii i spokoju, tak by Mały czuł, że wszystko jest w porządku. 

 Nasz plan nauki samodzielnego zasypiania zaczęliśmy wdrażać 20 marca br. Od tego dnia nasze życie zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bowiem efekty planu były widoczne od razu  Ku naszemu ogromnemu zdziwieniu Syn bardzo łagodnie przebrnął przez wszystkie etapy planu, praktycznie w ogóle nie płacząc, tak jakby całe życie czekał, aż w końcu będzie mógł samodzielnie usnąć  W trakcie naszej współpracy wyeliminowaliśmy chaotyczne drzemki i nocne pobudki, uporządkowaliśmy nasz harmonogram dnia, oduczyliśmy Syna usypiać przy butelce mleka, a co najważniejsze – nauczyliśmy Go samodzielnie usypiać. Efekt – przespane noce od godziny 19.30 do około 7 rano, 2 drzemki po około 1,5 godziny  Nie jesteśmy już Rodzicami którzy biegną na każde kwęknięcie Dziecka, nie przeszkadzamy mu spać, staramy się wsłuchać w Jego potrzeby, jednocześnie mając świadomość zaspokojenia wszystkich najważniejszych przed snem. W zamian mamy uśmiechnięte, szczęśliwe, wyspane Dziecko, które przy każdej pobudce wita nas uśmiechem. Dużo więcej się przytula, a także potrafi skupić uwagę na tym, co w danej chwili robi. My za to delektujemy się wolnymi wieczorami oraz odsypiamy zaległości, śpiąc mocnym snem, aż do rana. Coraz częściej budzi nas budzik, a nie Syn   Wszyscy troje mamy więcej energii do działania, jesteśmy radośni i szczęśliwi, że udało nam się uporządkować nasze życie. A to wszystko dzięki Pani Agnieszce, której plan sprawdził się w naszym przypadku w 100%, która wszystko dokładnie nam tłumaczyła, przygotowywała nas na różne ewentualności, która zawsze służyła dobrym słowem, wiarą i pozytywną energią  to dzięki Niej uwierzyliśmy w to, że jest dla nas jakaś nadzieja. Jesteśmy szczęśliwi, że dotrwaliśmy do tego momentu bez większych przygód i teraz możemy się cieszyć spokojnym snem  Dziękujemy Pani z całego serca!!! Nie możemy się nadziwić, jak kilka zmian w życiu dziecka odmieniło życie całej naszej rodziny. Wspaniale, że jest taki ktoś, kto ratuje rodziców z tego rodzaju opresji. Będziemy zawsze Panią mile wspominać, a moment współpracy z Panią będzie dla nas równoznaczny z poprawą komfortu życia naszej Rodziny.

 Szczęśliwi i wyspani Rodzice

 

 

Informację o Pani Agnieszce znalazłam w internecie  w komentarzu do artykułu traktującego o śnie dziecka, nie pamiętam już jego tytułu; pamiętam jednak że w tamtym okresie przeczytałam dziesiątki czasem wzajemnie wykluczających się informacji na temat snu niemowląt i ich nauki samodzielnego zasypiania. W dość krótkim czasie poznałam teoretycznie chyba wszystkie możliwe sposoby ale nie byłam gotowa na ich realizację, częściowo i dlatego że byłam już na granicy moich fizycznych możliwości i po prostu brak mi było siły częściowo również z tego powodu że większość metod ograniczała się do nauki samego zasypiania bez informacji na temat harmonogramu dnia ani drzemek. Po prawie półgodzinnej, rzeczowej rozmowie telefonicznej z Panią Agnieszką byłam już przekonana że jest to właściwa osoba żeby mi pomóc, pozostało jeszcze przekonać męża :-)  Nazajutrz Mikołaj również skontaktował się z „moją Panią DobraNocką” ;) i wieczorem obydwoje podjęliśmy decyzję o nawiązaniu współpracy :-)  Oczywiście jako ludzie na skraju wyczerpania i mający już serdecznie dość życia w chaosie, pragnęliśmy rozpocząć współpracę jak najszybciej i tu chcielibyśmy podziękować  Pani Agnieszce, że zrozumiała nas i zgodziła się nam pomóc mimo napiętego terminarza :-) W przeciągu tych dwóch tygodni nasza współpraca przebiegała właściwie bezproblemowo: syn bardzo szybko przestawił się z budzenia się co 2-3 godziny na spanie 5-6 godzin „ciurkiem”. Wcześniej spał z nami w łóżku, teraz śpi sam w swoim i w dodatku we własnym pokoju :-)  A więc nastąpiła rewolucja :-) Pisząc te słowa jesteśmy świeżo po jej zakończeniu i pewnie upłynie trochę czasu zanim prześpi całą noc, ale ważne jest że widzimy „światełko w tunelu” i wiemy jak postępować dalej – Pani Agnieszka zaopatrzyła nas w solidną dawkę rzetelnej wiedzy „co i jak” i za to też jesteśmy Jej wdzięczni :-)  Polecamy już „naszą Panią DobrąNockę” serdecznie wszystkim tym, którzy chcą być szczęśliwym i wyspanym rodzicem!  

Monika, mama 6-cio miesięcznego Igora

 

Nie ma nic wspanialszego niż widok wyspanego i uśmiechniętego dziecka.  Dzięki pomocy Pani Agnieszki po 10 miesiącach nieprzespanych nocy, płaczu i stresu, nasza córeczka przesypia całą noc i ma stałe drzemki  J  

Decydując się na współpracę z Panią Agnieszką  nie byłam przekonana w 100% czy uda nam się osiągnąć wyznaczony cel, ponieważ Julcia miała swoje przyzwyczajenia  których jak sądziliśmy nie damy rady zmienić. Zasypiała tylko przy piersi. Budziła się po 2h, następnie co 1h lub po 30minutach. Po godzinie 24.00 nie miałam już siły wstawać do łóżeczka, więc Julcia zasypiała przy piersi w naszym łóżku,  nie śpiąc tylko ‘czuwając’. Ja oczywiście też nie spałam, bo wiedziałam że każdy mój ruch wiąże się z ‘niezadowoleniem’ Julci. Mąż też nie spał w nocy. Od 24.00 do 6.00 przespałam w sumie może ok 2h, ale co to za sen. Dzień też wyglądał kiepsko, bo które niewyspane dziecko jest radosne i spokojne?  Julcia  nie spała w nocy  ani w dzień  więc była marudna, płaczliwa i nerwowa. Myślałam że z czasem to minie. Jedne dzieci dobrze śpią, inne nie :/  Okazało się że może być inaczej J

Decydując się na współpracę z Panią Agnieszką wiedziałam że nie będzie łatwo.   Jednak Pani Agnieszka cały czas nas wspierała i doradzała nam. Świadomość że dziecku nic złego się nie dzieje i że jesteśmy w pobliżu dodawała sił. Po 10 dniach  nauki zasypiania miałam kryzys, jednak dzięki mężowi i trenerce przezwyciężyłam go J  Ku naszemu zdziwieniu  Julcia już po kilku dniach zaczęła samodzielnie zasypiać w swoim łóżeczku w swoim pokoju. Pierś nie była jej do tego potrzebna!  Nocne pobudki były coraz rzadsze  i po 2 tygodniach  Julcia przespała już całą noc od 19.00 do 6.50 i tak zostało do dzisiaj J

To co wydawało się nieosiągalne stało się rzeczywistością J Po wdrożonym Planie Zasypiania nasza córeczka nie tylko przesypia całe noce, ma również dwie godzinne drzemki . Co ważne mąż też jest w stanie ułożyć córeczkę do snu J  Wyspana Julcia  jest radosna, spokojna i mało płacze .  Jest odważniejsza i bardziej radosna J Teraz od 19.00 mam czas dla siebie, śpię do 6.00 lub 7.00 co dotychczas było tylko moim  marzeniem J  W ciągu dnia mam 2 godziny na sprzątanie i gotowanie bez obaw,  że każdy szelest obudzi moją córeczkę.

Szczęśliwe dziecko to szczęśliwi rodzice. Nasze życie zmieniło się o 180 stopni.  Rodzina i znajomi  nie mogli uwierzyć że w dwa tygodnie nastąpiła taka zmiana.   Teraz moje dziecko śpi spokojnym snem, bo wie że jest bezpieczna w swoim łóżeczku i nie ma potrzeby budzić  rodziców  ;)  Nie tylko śpi 13-14 h na dobę to jeszcze tyle ile wcześniej płakała ,tyle teraz się śmieje ( czyli prawie cały dzień ) J   Żałuję tylko że wcześniej nie wiedziałam o poradach Pani Agnieszki bo prędzej zdecydowalibyśmy się na współpracę, za którą bardzo dziękujemy J

Dla wszystkich niezdecydowanych rodziców – dziecko może spokojnie przesypiać całą noc, musimy tylko je  tego nauczyć i zaufać Pani Agnieszce   ;) 

 

 

Pani Agnieszko, polecam Pania koleżankom – jeszcze nie sa gotowe do tych zmian albo musza sie przed soba przyznac, ze jednak sytuacja w ktorej sa moze ulec zmianie i byc lepsza;) Ja i maz swojej decyzji o wspolpracy z Pania absolutnie nie zalujemy:) Widze w niej same plusy:

1. Wreszcie mamy okreslony „rozklad” dnia, cos co mi sprawialo trudnosc a czego bardzo chcialam

2. Olek lepiej spi zarowno w nocy jak i w dzien, bez placzu i histerii

3. Wiem jak mam sie zachowac kiedy moje dziecko placze i jak je uspokoic

4. Zauwazylam znaczna poprawe w zachowaniu i „wspolpracy” z moim dzieckiem, czuje ze w ciagu 2 tygodni jest lepszy kontakt z nim i coraz bardziej to sie poglebia

5. Zdecydowanie apetyt poprawil sie co wczesniej budzilo moja obawe, ze nigdy Olek nie przestanie jesc cyca i tylko jego

6. Jest radosniejszy, ma ogromna energie i ciekawosc swiata podczas spacerow

7. Bardziej wyciszony jest, spokojniejszy

8. Ja jestem spokojniejsza kiedy wiem, ze Olkowi niczego nie brakuje i nic mu nie przeszkadza

 Wiem, ze czasem bywaja sytuacje kiedy cos moze ulec zmianie to normalne ale na dzis czuje, iz zrobilismy wszyscy ogromne zmiany. Zmienila sie nasza codziennosc i nocnosc;)) jestesmy wszyscy troje bardziej pozytywniej nastawieni do rzeczywistosci i to nam sie podoba. Czegos nam brakowalo i Pani ten brak po prostu poskladala do kupy. Za to jestesmy bardzo wdzieczni.

Bywaja noce i dni gdy nie jest idealnie ale probujemy i twardo trzymamy sie zasad;)

Jednym slowem dziekujemy za pomoc Nam jestesmy szczesliwi ze znalezlismy Pania i za te wszystkie mile slowa i wsparcie. Nie zapominamy o Pani bowiem bedziemy dalej Pani pomoc przekazywac a i kiedys znow liczymy na wsparcie;)

Dziekujemy za wskazowki i zyczymy wielu sukcesow i podatnych dzieciaczkow takich jak Olek;)

Emilia 

 

 

Nasz mały rodzinny dramat rozpoczął się tuż po narodzinach naszej ukochanej córeczki Asi. Moja choroba, powrót do szpitala z zakażeniem rany po cięciu,  antybiotykoterapia, podtrzymywanie laktacji, a następnie dwa zapalenia piersi po sobie. Cały czas w osłabieniu, na lekach, trochę w osamotnieniu, bo rodzice daleko… Początek nie był łatwy, ale mieliśmy dużo entuzjazmu, jak to na świeżo upieczonych rodziców przystało! Z góry założyłam – moje dziecko nie będzie miało kolek, alergii, no żadnych chorób, wystarczy, że ja już wyczerpałam limit na starcie! Teraz będzie tylko rodzinna sielanka z naszą szkrabinką w roli głównej. Niestety nigdy nie przyszło mi do głowy, że takie małe dzieci mogą mieć też problemy ze snem, a właściwie z zapadaniem w sen. Problem zaczął się już na starcie, przy powrocie do szpitala i w czasie zapalenia piersi. Jedną z form leczenia i przeciwdziałania kolejnym zapaleniom było częste przystawianie Asi do piersi, co oznaczało wybudzanie Asi w nocy i przystawianie do piersi średnio co 3 godziny. Trwało to dobre 6 tygodni, bo przecież po zapaleniu trzeba było jeszcze stosować profilaktykę zapaleń ;) Potem problemy ze snem Asi zaczęły narastać, narastać, aż w końcu przeszły nasze najgorsze przewidywania. Asia budziła się w najlepszym wypadku co 2 godziny! Czasami co godzinę lub pół! Ilość wybudzeń na karmienie w ciągu nocy spokojnie dochodziła do 6-8-10, nie licząc tych wieczornych, częstych, tuż po zaśnięciu. Chyba nie muszę pisać, jak byliśmy wykończeni tym 7-miesięcznym zmaganiem. W 7-miesiącu życia Asi stan mojego zdrowia gwałtownie się pogorszył. Organizm dał o sobie znać, upomniał się o swoje potrzeby. Dostałam zawrotów głowy, kołatań serca, myśli depresyjnych i poczucia rezygnacji, chęci ucieczki. Nie mogłam długo w nocy zasnąć, czasami do dwunastej, pierwszej, żyjąc w ciągłym napięciu i lęku – „O nie przecież zaraz się obudzi…, Nie ma sensu nawet zasypiać..” Moim największym marzeniem było móc przespać ciągiem 5 godzin w nocy… Czy to tak wiele? To marzenie nie spełniłoby się, gdyby nie interwencja kochanego męża, który wziął ten ciężar na siebie i przejął moją rolę w wstawaniu do Asi w nocy – powiedzieliśmy Asi stop. Bufet zamykamy na noc, a je się w dzień. Potem daliśmy kolejną informację córci – zabraliśmy smoczek. Kolejnym krokiem – milowym – było pojawienie  się Pani Agnieszki w naszym życiu i jej reforma snu Asi w nocy i w dzień. W pewnym momencie, gdy działaliśmy na własną rękę metodą prób i błędów – zapętliliśmy się, Asia uzależniła się od rąk Taty i z lepszych nocy przyszły gorsze i tak w kółko, bo ciągle nie dotknęliśmy sedna sprawy, czyli NAUKI SAMODZIELNEGO ZASYPIANIA, które zaproponowała nam właśnie Pani Agnieszka. Asia zawsze potrzebowała naszych rąk, piersi, obecności by zasnąć po przebudzeniu. A tutaj coś zupełnie nowego – Plan, który w dwa tygodnie doprowadzi nas z powrotem do krainy szczęśliwości, zwanej Przespanymi Nocami. :D I tak też się stało :):):):) Asia śpi teraz od 18.00 do 6.00. Bez wybudzeń, które oczywiście by zarejestrowały nasze uszy :D Śpi co najmniej dwa razy po godzinie w trakcie dnia. znacząco poprawił jej się apetyt, a do tego stała się zdecydowanie mniej marudna. Mamy teraz tyle czasu wolnego dla siebie, że nie wiemy, co z nim czasem robić. :D Poprawa sytuacji przyszła zaskakująco szybko, praktycznie już po pierwszej nocy widzieliśmy, że coś się zmienia. Rezultaty były widoczne z dnia na dzień, co dodatkowo nas bardzo motywowało. Pani Agnieszko jesteśmy Pani z całego serca wdzięczni, za Pani działalność, misję, za Pani profesjonalizm, szczerość i zrozumienie dla naszych problemów. 
 
Kasia i Łukasz – szczęśliwi i wyspani rodzice Asieńki

 

 

Pierwszy raz skontaktowałam się z panią Agnieszką wbrew sobie. Byłam na siebie wręcz zła, że w swojej naiwności kolejny raz wierzę, że ktoś pomoże mi nauczyć spać mojego synka. Nie chodzi o to, że nie wierzyłam w umiejętności Pani Agnieszki; twierdziłam tylko, że mój synek będzie wyjątkiem, z którym pani Agnieszka sobie nie poradzi, że nie ma więcej takich dzieci, jak Hubek.
Hubert miał już 7 miesięcy, kiedy zobaczyłam wywiad z panią Agnieszką w telewizji. Przez te 7 miesięcy NIGDY nie zasnął sam.
Najpierw męczyły go straszne kolki; rodzicom, których dzieci mają prawdziwe kolki, nie trzeba tłumaczyć, jaki to koszmar. Przez ok. 3 miesiące gimnastykowaliśmy się z mężem, żeby uspać synka. Rodzina i znajomi, chcąc nas pocieszyć, mówili – „poczekajcie 3 miesiące, miną kolki i będzie inne dziecko”. Oczywiście nie dało się czekać, na mającą nadejść poprawę, z założonymi rękami, stosowaliśmy więc „złote rady” innych rodziców, jak: spowijanie, szum radia, suszarki, bieganie z łóżeczkiem po pokoju, spanie z dzieckiem w łóżku, bujaczki, noszenie na rękach, śpiewanie, przysiady..). Na synka nic nie działało, usypianu towarzyszyła zawsze histeria, czasem kilkugodzinna,  po czym Hubek zasypiał, pewnie w końcu ze zmęczenia, ale sen nigdy nie trwał długo..
W końcu Hubert wszedł w 4. miesiąc. I faktycznie – kolki jako takie minęły; zaczęły się natomiast problemy z brzuszkiem, wynikające z wprowadzania nowych smaków, do tego doszło ząbkowanie, szczepienia..ku mojemu zdziwieniu, synek zaczął sypiać jeszcze gorzej – usypianiu dalej towarzyszyła histeria, natomiast zwiększyła się częstotliwość pobudek Huberta – nagle zaczął budzić się co 20, 30, 40 min..czasem udało mu się dobić do 1,5 godz. snu (wtedy byłam w raju). Nie wiedzieliśmy z mężem, o co chodzi. Ja już powoli zamieniałam się w Zombi.. Jakby tego było mało, za każdym razem po przebudzeniu, Hubert darł się wniebogłosy, a uspokajał się dopiero przy cycu..No ale jak tu można karmić dziecko co 30 min. przez pół nocy..Koszmar! Bliscy nie ustawali w pocieszaniu: „Zobaczycie, minie, jak Hubert skończy pół roku”. Oczywiście nic nie minęło, a nawet z dnia na dzień (i z nocy na noc) było coraz gorzej. Wymyślaliśmy więc: wizyty u lekarzy – może to napięcie mięśniowe, może potrzeba masaży, może kołderka obciążająca pomoże, może muzyka klasyczna, może powinniśmy odciąć go od tv..). Powoli wyczerpywaliśmy z mężem wszystkie opcje, szukając wyjścia z sytuacji. Przestałam już wierzyć, że nadejdą dla nas lepsze czasy, tym bardziej, że teraz już znajomi kazali nam czekać do czasu, aż Hubert skończy 3 latka, albo po prostu przestanie być dzieckiem..to wtedy mu przejdzie..!
Tamte 7 miesięcy to był dla mnie i męża bardzo trudny czas. Parę razy, usypiając synka, miałam ochotę popłakać, żeby wyrzucić z siebie złe emocje i w ten sposób uspokoić się (bo przecież nie mogłam zabrać się i uciec..). Próbowałam czas jakiś, ale ze zmęczenia nie byłam w stanie wydusić z siebie ani jednej łzy..
Na szczęście dałam sobie jeszcze jedną szansę na bycie naiwną. Tym razem się opłaciło! Pani Agnieszka pomogła nam dokonać rzeczy niemożliwych:
1) synek sam zasypia, odłożony do łóżeczka (jest to zbawieniem dla mojego kręgosłupa, łokci, kolan, stóp..);
2) praktycznie wyeliminowaliśmy nocne karmienia;
3) mimo, że synek nie przesypia jeszcze ładnie całych nocy, to potrafi „ciurkiem” przespac 5,5 godz. – uważamy to z mężem za sukces! W końcu przez 14 dni udało nam się wykorzenić wiele złych nawyków (związanych ze spaniem), które wpajaliśmy synkowi przez ponad 200 dni jego życia!; Dodam też, że na koniec umówionego czasu współpracy, pani Agnieszka zaczęła dalej „drążyć” temat, dlaczego Hubert nie przesypia jeszcze całej nocy sam i udzieliła nowych wskazówek, do których właśnie się stosujemy i mamy nadzieję, że będzie pełen sukces :) oczywiście mamy dać znać pani Agnieszce, czy się udało.
4) Hubert nauczył się sypiać w ciągu dnia, regularnie, w łóżeczku. Dzięki temu mogę zaplanować dzień;
5) wróciły wolne wieczory – synka kładziemy spać ok. godz. 18-19, a potem można już robić wszystko lub nie robić nic ;) ;
6) Synek przestał ziewać w ciągu dnia, zgubił „pipy”, które miał pod oczami od urodzenia.

On stał się fajnym dzieckiem, a my – fajnymi rodzicami :)

Bardzo polecam współpracę z Panią Agnieszką. Nie czekajcie, aż dziecku „samo przejdzie”, bo tak się nie stanie!
Ja już wiem, że nie ma dzieci złych / trudnych / krzykaczy / czy bojących się zasnąć / małych terrorystów (niepotrzebne skreślić). Powyższa grupa to tylko dzieci niewyspane, które, gdy im się tylko we właściwy sposób pomoże, zmieniają się nie do poznania. Ale o szczegóły proszę już pytać panią Agnieszkę.

Mama wyspanego Huberta :)

 

 

Do rodziców cierpiących na bezsenność, spowodowaną posiadaniem żywego budzika bez wmontowanej opcji OFF NIGHT;-)
Czy rano, po przebudzeniu jedynym o czym marzycie jest uciąć sobie drzemkę, nawet na stojąco? Czy w dzień boicie się mrugać, w obawie, że jak powieki się zetkną, to już się nie otworzą? 

Czy wieczorem najchętniej poszlibyście spać po dobranocce? 
Jeśli na powyższe pytania odpowiedzieliście 3xTAK,  to znaczy, że jesteście w posiadaniu wyjątkowego egzemplarza BABY WON’T SLEEP,  który dba o to,  byście nie przespali życia,  bo jest zbyt krótkie i piękne! (krótkie rzeczywiście może być przy takim harmonogramie dnia i nocy ;-)).

Nam też się taki unikat trafił. Zdesperowani probowaliśmy usunąć usterkę różnymi metodami. Niestety bezskutecznie.
Radzę na własną rękę nie próbować naprawiać egzemplarza. Źle zaprogramowany system może przysporzyć jeszcze więcej problemów.
Jedynym skutecznym rozwiązaniem jest wdrożenie w życie programu zasypiania, stworzonego przez experta w dziedzinie snu i magika w jednej osobie, Panią Agnieszkę :-)
Dzięki zdobytemu doswiadczeniu i przy użyciu odpowiednich narzędzi Dobranocka jest w stanie naprawić nawet najbardziej uszkodzony egzemplarz :-)
Testowane na naszym synu :-)

Pani Agnieszko, należą się Pani ogromne słowa uznania!  Dziękujemy, że naprawiła nam Pani dziecko :-) Polecam wszystkim, a niedowiarkom daję na przykład naszą odmienioną rodzinę:-) 

Agnieszka,  mama Tomka

 

 

Moja prawie 9 miesięczna córka zasypiała tylko przy piersi albo w wózku. W dodatku spała ze mną w łóżku i budziła się średnio co 3 godziny. Może nie brzmi to tak źle, ale problem polegał na tym, że jak tlko poczuła, że nie ma mamy, że znalazła się w łóżeczku lub że wózek przestał się ruszać to zaraz było po spaniu. Wybudzał ją także niewielki hałas i w zasadzie mama musiała kłaść się znowu z dzieckiem lub iść na spacer. Błędne koło. Byłam już tą całą sytuacją zmęczona tym bardziej, że tylko ja przez cały dzień i noc się nią zajmuję. O Pani Agnieszce dowiedziałam się przez przypadek. Jak rzadko kiedy, akurat rano włączyłam telewizor i z Mają na rękach oglądałam Dzień Dobry TVN. Na szczęście jednym z gości była Pani Agnieszka i choć rozmowa nie trwała długo to pojawiło się dla mnie światełko w tunelu  Nie zdawałam sobie sprawy, że są ludzie którzy pomagają w tego typu problemach. Kilka dni minęło zanim zdecydowałam się nawiązać kontakt z Dobranocką. Potem już było z górki: wypełniłam kwestionariusz, podpisałam deklarację, umowę i dostałam Plan Nauki Zasypiania. Wtedy znowu była chwila zwątpienia –  czy Ja dam radę, czy będę na tyle silna by przejść przez atak płaczu mojego kochanego dziecka i nie okazać zdenerwowania, itp. Po godzinnej rozmowie z Panią Agnieszką nabrałam jednak odwagi, wiary w siebie i przekonania że robię dobrze chcąc nauczyć dziecko samodzielnego zasypiania. Codzienny kontak z Panią Agnieszką podczs wdrażania planu nauki zasypiania był dla mnie bardzo ale to bardzo pomocny. Na bieżąco korygowała moje błędy i z dnia na dzień moje dziecko zaczęło coraz szybciej samo zasypiać i przesypiać prawie całą noc. Coś co wydawało mi się niemożliwe okazało się rzeczywistością.  Bardzo polecam wszystkim rodzicom z podobnymi problemami współpracę z Panią Agnieszką. Jest to bardzo sympatyczna, słowna, ciepła osoba a co najważniejsze doskonale zna się na tym czym się zajmuje !   Pozdrawiam Ania

 

Antoś od początku  miał problemy ze snem. Podświadomie czuliśmy, że jest coś nie tak, ale cierpliwie czekaliśmy. Wiadomo, najpierw kolki. Poczekajcie, skończy trzy miesiące będzie lepiej. Nie było. Skończy sześć miesięcy to będzie lepiej. Nie było. Potem ząbki. Skończy roczek, zacznie chodzić, będzie zmęczony i prześpi całą noc. Nie przespał całej nocy. Nigdy. Przez półtora roku. Budził się średnio co godzinę, czasem dwie, a często nawet po 20 minutach.  Bardzo chcieliśmy mu pomóc. Wstawaliśmy do niego, braliśmy na ręce, dawaliśmy mleko, picie, tuliliśmy, śpiewaliśmy i odkładaliśmy z nadzieją, że tym razem obudzimy się wszyscy dopiero rano. Niestety, było inaczej. W ciągu dnia chodziliśmy niewyspani, zmęczeni. Antoś też. Miał problemy z apetytem, był rozdrażniony. Noce były koszmarem.  W końcu, w akcie desperacji ustaliliśmy dyżury wstawania. Podzieliliśmy noc na pół. O drugiej była zmiana. Przynajmniej jedno z nas miało pół nocy dla siebie. Te cztery godziny były zbawienne, budził nas płacz Antosia, ale nie trzeba było wstawać. Zapomnieliśmy już, co to jest sen, długi, ciągły, przyjemny sen. Przez przypadek znaleźliśmy stronę Pani Agnieszki. DobraNocka – może spróbujemy? Zadzwoniliśmy, decyzja, plan zasypiania – zaczynamy. Pierwsza noc była najgorszą nocą w naszym życiu. Myśleliśmy nawet, że już zrezygnujemy, że nie damy rady. Ale daliśmy. Antoś dał. Druga noc lepsza, trzecia jeszcze lepsza, a potem to już raj. Antoś zasypia sam i śpi całą noc, do samego rana. Pani Agnieszka jest cudotwórcą. To, co kiedyś wydawało nam się niemożliwe teraz jest normą. Jesteśmy wszyscy wyspani i szczęśliwi. Antoś nabrał apetytu, jest wesoły, pogodny. My mamy w końcu siłę, żeby się z nim bawić. Nasze życie zmieniło się, na lepsze. A wszystko dzięki Pani Agnieszce.

Dziękujemy! Antoś, Ania i Paweł J

 

Jesteśmy rodzicami 15 miesięcznego Michałka. Michał zasypiał zawsze w naszym łóżku , potem go przekładaliśmy do łóżeczka , i jak się już budził w swoim łóżeczku  w nocy i nie mógł zasnąć ponownie samodzielnie. Dzięki intensywnej pomocy Pani Agnieszki w ciągu dwóch tygodni nasz synek zasypia sam i to jeszcze o wiele wcześniej niż bywało uprzednio.

Szczerze polecamy Panią Agnieszkę, jest fachowa i konkretna wystarczy trzymać się dyscypliny , jej instruckcji i być konsekwentnym  w działaniu.
Karolina i Łukasz

 

Jesteśmy rodzicami 16 miesięcznego Bruna. Bruno prawie od początku swojego życia spał z rodzicami. Zasypiał z mamą i do zaśnięcia potrzebował średnio około godziny zarówno w nocy jak i w trakcie dnia… W nocy też były pobudki – wiecznie wypadający smok, mleko itd. Podejmowaliśmy próby przekonania go do swojego łóżeczka ale bez skutku. Brunko nie kojarzył łóżeczka ze spaniem a my nie mieliśmy pomysłu jak to zmienić. Za parę miesięcy Brunowi urodzi sie rodzeństwo i byliśmy przerażeni wizją usypiania dwójki dzieci jednocześnie. Całe szczęście usłyszeliśmy o Pani Agnieszcze – trenerce zasypiania. Nie zastanawialiśmy sie długo. Potrzebowaliśmy fachowej pomocy i taką dostaliśmy. Po szczegółowym umówieniu naszych problemów i planu zasypiania zaczęliśmy walkę. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, ze będzie cieżko. Było cieżko ale głownie pierwsze parę dni. Niezwykle ważna jest konsekwencja i przekonanie, ze to co robimy jest dla naszego wspólnego dobra. Po paru dniach Bruno sam zasypiał w swoim łóżeczku i było coraz mniej łez. Po niespełna dwóch tygodniach zasypiał sam i przesypiał całą noc – bez smoka i bez butelki. Dalej nie możemy uwierzyć, ze tak szybko osiągnęliśmy nieosiągalny wczesniej dla nas cel. W końcu wszyscy jesteśmy wyspani :) 

Szczerze polecamy Panią Agnieszkę! Przecież każde dziecko może nauczyć sie spać, trzeba tylko mu w tym pomóc :)

Basia i Piotr

 

Drogie Mamy, jeśli boicie się każdej kolejnej nocy. Drżycie na myśl, co będzie tym razem, ile razy Wasz brzdąc się obudzi i ile godzin da Wam pospać. Jeśli z rezygnacją odliczacie każdą kolejną godzinę, czekając na wschód słońca – Pani Dobranocka na pewno jest w stanie to zmienić.  W końcu, po 16-stu miesiącach odzyskałam wolne wieczory i spokojny sen. Już nie boję się, że moja córcia się obudzi (bo nawet gdy tak się dzieje, umie sama zasnąć). Wieczorem mogę spokojnie odpocząć, nie zerkając nerwowo na zegarek – ile jeszcze mam minut, by zjeść kolację, zanim dziecko zacznie płakać.  A przede wszystkim okazuje się, że po przespanej nocy jestem w stanie szczerze uśmiechnąć się na „dzień dobry” i zacząć nowy dzień z wypoczętą i zadowoloną córką. Mogę nawet odpocząć w trakcie dziennej drzemki. Nie jest jeszcze idealnie, ale z każdym dniem coraz lepiej.  Teraz mogę myśleć spokojnie o kolejnym brzdącu.  Polecam gorąco Panią Dobranockę – wie co robi i robi to dobrze! Teraz żałuję, że nie natknęłam się wcześniej na Panią Agnieszkę.  Dziękujemy Pani, bo wreszcie jesteśmy w pełni szczęśliwymi rodzicami. 

Rodzice Hani

 

Pani Agnieszka sprawdzila sie w 100% i jestem bardzo zadowolona ze zdecydowalam sie skorzystac z jej doswiadczenia jako Dzieciecego Trenera Spania!

Pomogla nam nie tylko ustrukturalizowac dzienne drzemki naszej coreczki, ktore staly sie przewidywalne nie tylko ze wzgledu na pore ale takze czas trwania. Nauczyla nas takze jak sprawic by nasze malenstwo radzilo sobie z budzeniem sie w nocy i wiedzialo jak  samodzielnie zasnac.  A przy tym bardzo szybko I  wyczerpujaco odpowiadala na wszelkie nasze pytania i wspierala nas przez caly okres trwania treningu, dzieki czemu zakonczyl sie on sukcesem. 

Bardzo mi sie spodobalo takze indywidualne podejscie do kazdego dziecka ze strony Pani Agnieszki, duze zrozumienie jego potrzeb a takze potrzeb rodzicow, ktorych spokoj I wytrwalosc jest kluczowe dla powodzenia treningu spania dziecka.

Bardzo polecam DobraNocke wszystkim rodzicom, ktorzy chcieliby sie wyspac a czeste pobudki w nocy ich dzieci im w tym nie pozwalaja. 

 

Nasze 600 nieprzespanych nocy…

„Będzie, będzie zabawa…znów przetańczymy z Frankiem całą noc….” Hit wakacyjny dla mnie był piosenką o zasypianiu i spaniu małego dziecka…
Po powrocie z 3-dniowym Franiem do domu, stwierdziliśmy, że co to w ogóle są za opowieści o nieśpiących dzieciach…Franek przez 2 tygodnie nawet oczu nie otwierał, spał w każdych warunkach, jadł co 3 godziny…sielanka…
Po dwóch tygodniach otworzył oczy, spojrzał rozumnie na nas i ruszyła maszyna…
Bujanie, smoczek, noszenie, kołysanie
4 trymestr, przejdzie mu, mówili. Kolki przecież. 
Po 3 miesiącach. Bujanie, smoczek, noszenie, kołysanie
Wózek, Spacery
Wszystko w akompaniamencie krzyków, prężenia się i plucia smokiem. I tak 4 razy dziennie…Na myśl o drzemce jest nam słabo…
Poczekajcie, skończy pół roku.
Skończył…Bujanie, noszenie, kołysanie, bujaczek, wózek, podskakiwanie, płacz, krzyki, plucie smokiem. Wieczór, Andrzej z sukcesem położył Franka spać i dumny mówi: Wiesz, jak się kręcisz dookoła własnej osi to szybciej zasypia. Nienawidzę kołysanek Turnaua i Umer.. Franek zasypiał koło ostatniej piosenki…Wieczór refleksji…coś trzeba z tym zrobić. Brawo dla nas: po tygodniu Franek zasypia na naszym łóżku sam, kręci się, kręci , aż zaśnie…Na naszym łóżku…z nami…Ale zasypia!
Franek nie chce jeść w nocy. To może się napije? Woda nie, to może jednak mleko? Nie, to może woda? Czemu on się budzi? Może zęby? Może pić? Woda? Nie…Może jest głodny? Mleko? Nie? Może smoczek? Czemu się budzi? Pampers? Zmienię. Zimno? przykryję? Może jednak za gorąco? Za jasno, za ciemno? Za cicho. za głośno? Za duszno? Przeciąg? 
I plucie smokiem co kilka minut i ryk, bo potrzebny. W lipcu- liczyłam około 40 podań smoka, wody itp. Wyrzuciliśmy smoka. Trochę lepiej. Odstawiliśmy mleko. Trochę lepiej. Ale co to znowu? Zęby! 8 sztuk w sierpniu! 8 we wrześniu…trochę lepiej…I oto jest! 29 września młodszy brat. I wędrówki ludów. Co noc, każdy gdzieś indziej, z innym dzieckiem. Nigdy nie wiesz z kim i gdzie obudzisz się rano. Płacz, krzyk i histerie po 2-3 godziny w nocy. Co noc. Odwiedziny u psychologa, neurologa, masaże, kołderki obciążeniowe, wyciszanie…I co…I nic. Drzemka tylko w wózku, tylko na spacerze. Usypianie 2 godziny…
Dostaliśmy namiary na Panią Agnieszkę od kolegi, który akurat wtedy przechodził przez program ze swoją córką.

Rozmyślaliśmy. Kolejna awantura w nocy, mój strach juz od 18, notoryczne zmęczenie, usypianie Franka przez godzinę, dwie na drzemkę i na nocne spanie i rozpacz przerażonego, wybudzanego po kilka razy w nocy młodszego synka wzmocniły nas w przekonaniu, że dłużej tak sie nie da. 

Kwestionariusze, wywiad, program, omówienie i do dzieła. 
Franek wrócił do łóżeczka.
Do łóżeczka wrócił „bok”.
Franek dostał śpiworek.
I swój pokój. 
Pierwsza noc była smutna. Bo Franek nie wiedział o co nam chodzi, dlaczego jest inaczej. Druga noc była już dobra, trzecia, czwarta…czekaliśmy na kryzys. Nie nadszedł! Faktycznie-Franek stracił apetyt na kilka dni, ale w tej samodzielności pożegnał krzesełko i stał się panem własnego talerza i widelca. Skoro śpię sam-to jem też sam.
I śpi. Śpi od 19.30 do 6-7.30. I dwie godziny w dzień. Pani Agnieszka dała nam solidną dawkę informacji, wskazówek i zaleceń. Zdecydowanie łatwiej się żyje mając rytuały, bo polepsza to organizację przy dwójce maluszków, a dzieci wiedzą co zaraz nastąpi. Usłyszałam kilka opinii, że trenujemy dziecko, że to tresura, że dziecko płacze, że krzywdzimy. Bzdura. Nasz syn nauczył się spać sam, dzięki temu ma wyspanych rodziców, którzy mają więcej siły i energii. Nie zostawialiśmy syna płaczącego w pokoju, żeby się wypłakał. Nie ignorowaliśmy go. Co więcej Franek zaczął nas przytulać, siłować się i mocować, całować i ściskać przed snem. Nadal zdążają się ciężkie noce: mocna infekcja spowodowała, że dwa dni Franek spał mężowi na kolanach, a kolejne dni z nim w łóżku, bo kaszel doprowadzał go do szału i musiał spać „półleżąc”. Noc stała się i dla nas i dla syna czymś , co już nie powoduje stresu i strachu.

Śpimy. W jednym z email Pani Agnieszka napisała, że widocznie to my przeszkadzaliśmy Frankowi w spaniu. I tak też myślimy. Po gdyby za każdym razem jak przebudzam się w nocy, mąż pytał się mnie czy nie chcę siku, pić, czy mi nie zimno/ gorąco, przykrywał, odkrywał i mówił „spaćku, spaćku” to chyba bym oszalała…albo krzyczała przez 600 nocy jak nasz Franek. 

Franek, Tomasz, Ania i Andrzej

 

Wciąż ciężko mi uwierzyć, że tylko 2 tygodnie z Panią Agnieszką wystarczyły żeby naprawić wszystkie błędy jakie dotychczas popełniliśmy próbując usypiać Maję. Tak naprawdę to nie były nawet 2 tygodnie. Już pierwszej nocy Maja mnie zaskoczyła. Nastawiłam się, że będzie dużo płaczu, a córeczka jak to określiła Pani Agnieszka potraktowała nas „ulgowo”. Owszem płakała, ale dzięki wiedzy przekazanej nam przez Panią Agnieszkę wiedziałam co robić. Sam płacz nie wywoływał we mnie już takich emocji. Wiedziałam, że płaczem córeczka chce nam przekazać, że nie podoba jej się nowy sposób zasypiania.  Chwilami miałam wrażenie jakbym słyszała z jej ust: gdzie jest mój cycuś-smoczek? Dlaczego odłożyłaś mnie do tego twardego łóżeczka, a nie leżę na miękkiej poduszce do karmienia? Przez większą część nocy Maja smacznie spała. Podobno płacz dziecka ma wpływ na układ nerwowy matki. Na mój ma na pewno  Pewnie mamy, które teraz to czytają przyznają mi rację, że po wysłuchaniu długiego płaczu swojego dziecka czują prawdziwe zmęczenie fizyczne. Ja wręcz opadałam z sił. Z każdym dniem było coraz lepiej, a ja zastanawiałam się kiedy zdarzy się w końcu jakaś gorsza noc. Tak na prawdę to nie nadeszła. Wiadomo, że nie zawsze Maja przesypia całą noc, ale dziecka nie da się zaprogramować, a ja cieszę się z tego jak jest.  Są noce, że córeczka budzi się i płacze, ale teraz nie zawsze to ja do niej wstaję. Do usypiania dzięki Pani Agnieszce mógł na nowo włączyć się mąż. W pewnym momencie Maja „zadecydowała”, że to tylko ja ją będę usypiała. Pani Agnieszka nam to wytłumaczyła, że gdyby tata miał też pierś to Maja by go tolerowała przy zasypianiu, a skoro dla Mai zasypianie bezpośrednio łączy się z piersią no to sorry tata nie nadajesz się  Tak więc trzeciej nocy tata usypiał już Maję. Znów towarzyszył mi stres jak pierwszej nocy, a Maja znów mnie zaskoczyła. Przyjęła tatę jakby tych kilku miesięcy przerwy nie było. Kolejny sukces. Tata też usypia Maję, a ja mam coraz więcej czasu dla siebie. W trakcie tych 2 tygodni z Panią Agnieszką wypadały Walentynki, które o dziwo spędziłam z mężem, a nie z dzieckiem uczepionym mojej piersi  Przez kiepski sen nocny oraz czasem brak drzemek w ciągu dnia bywało, że Maja była marudna. Szybko się nudziła zabawą na macie czy siedzeniem w bujaczku. Od rozpoczęcia nauki zasypiania Maja jest spokojniejsza w ciągu dnia, nie denerwuje się tak szybko, nie jest z niej już taka terrorystka. Dzięki temu, że Maja spędza drzemki w swoim łóżeczku, a nie na mojej piersi, ja mam czas żeby np zjeść śniadanie i kiedy ona się budzi mogę poświęcić jej całą swoją uwagę. Dotychczas jak się budziła po drzemce to biegałam jak oszalała po domu robiąc kilka rzeczy na raz, modląc się w duchu żeby jak najdłużej „czymś” się zajęła.  Podejmując współpracę z Panią Agnieszką chciałam żeby Maja nauczyła się sama zasypiać. Bez noszenia, bujania, bez mojej piersi służącej jej jako smoczek. Pamiętam jeden z wieczorów zanim rozpoczęliśmy naukę zasypiania kiedy Maja nie chciała zasnąć, a ja nie miałam siły już jej nosić. Pomyślałam w duchu: i myślisz, że tak będę Cię teraz nosić? Sama sobie odpowiedziałam, czym się bardzo rozbawiłam: tak, bo sama Cię tego nauczyłam :))  Pani Agnieszko, dziękujemy za te 2 tygodnie podczas których dzieliła się Pani z nami swoją wiedzą i doświadczeniem. Świadomość, że jest z nami osoba, która wie i rozumie co się dzieje z naszym dzieckiem była bezcenna.    Asia Piotrek i Maja (6 miesięcy)

 

Nasz kochany synek Oliver miał roczek kiedy zwróciliśmy sie do Pani Agnieszki o pomoc w rozwiązaniu problemów z jego snem. Oliver jak dotąd nigdy nie przespał nocy, budził sie średnio co dwie godziny lub częściej, zasypiał będąc kołysany na rekach. Po 12 miesiącach nieprzespanych nocy, ogromnego wysiłku i frustracji musieliśmy cos z tym zrobic. Choc po dwóch tygodniach stosowania metody Pani Agnieszki nie osiągnęliśmy jeszcze naszych celów w 100%, jednak konsekwentnie kontynuujemy działania zgodnie ze wskazówkami Pani Agnieszki. Bez niej podejrzewam, ze nie podjęlibysmy sie żadnej próby polepszenia snu naszego synka. Potrzebne nam było kompetentne wsparcie, które znaleźliśmy w Pani Agnieszce. Zamiast tracić czas na szukanie informacji, czytanie książek, blogów, itp, próbowania rożnych metod, poprostu warto zwrócić sie do Pani Agnieszki. Nigdzie nie znajdzie sie tak szczegółowo opisanego planu nauki zasypiania, jaki Pani Agnieszka przygotowuje  i ponadto odpowiada na wszystkie pytania. 

Przez rok i trzy miesiące wstawaliśmy w nocy karmić Natalkę. Póki nie wróciłam do pracy nie było to aż tak uciążliwe. Jednak Natalka mając roczek potrafiła budzić się na jedzenie 5-7 razy w nocy. Myślałam, że pomoże, kiedy odstawię ją od piersi i na noc będę podawąła mleko modyfikowane. Jednak nic się nie zminiło, w porcajach po 120 ml Niunia potrafiła wypić ponad pół litra mleka w ciągu nocy. My z kolei po  5 a czasem 8 pobódkach rano byliśmy nieprzeciętnie zmęczeni. Zgłosiliśy się do Pani Agnieszki. Po pierwszej rozmowie długo wahaliśmy się, czy jesteśmy gotowi na wprowadzenie wszystkich sugerowanych zmian. Potem przez jakiś czas szukaliśmy odpowiedniego momentu, który pozwoli nam dostosować rytm dnia do zmian i ewentualnych, towarzyszących tym zmianom niedogodności. Wyobrażaliśmy sobie, że to będzie bardzo ciężki czas, wypełniony łzami naszego Maleństwa i naszymi nerwami. Okazało się, że Córcia już pierwszą noc nauki zniosła bardzo dobrze mimo, że w jednym czasie zaszło dla niej wiele zmian: odstawienie butli, przeniesienie do własnego łóżeczka i… do własnego pokoju. Już po trzech dobach przespoała całą noc. Ja pękałam z dumy. Po dwóch – trzech tygodniach Natalka zaczęła zasypiać sama w pokoju, zarówno w dzień jak i wieczorem. Nie da się opisac komfortu, jaki nam towarzyszy dzięki tej zmianie. W dzień mamy zdecydowanie więcej czasu, bo wcześniej usypianie Natalki trwało bardzo długo i często związane bylo z jej ubraniem i koniecznością wyjścia na spacer. Wieczory też mamy dla siebie, zwłaszcza, że żadne z nas nie pada razem z Natalką czelkając aż Ona uśnie. A potem cała noc na regenerację… Gdyby ktoś zapytał mnie co okazało się najtrudniejsze wskazałabym dwie rzeczy. Po pierwsze przekonanie siebie, że gotowa jestem do wprowadzenia zmiany i utwierdzenie się w przekonaniu, że ta zmiana jest dobra dla nas wszystkich, a zwłaszcza dla Natalki. A po drugie… odzwyczajenie się wspólnego snu, w takim miłych, ukochanym uścisku. I choć teraz minęły już 2 miesiące od momentu, kiedy Natalk zaczęła spać sama, to mam takie wieczory, że mam ochotę ją porwać do siebie :-) Jednak do dawnych nawyków nie wrócę. Pani Agnieszko – w imieniu swoim, męża i Natalki dziękuję!

Ile organizm może wytrzymać bez snu? Podobno 4 dni a rekordziści 10 a matka? Matka kilkanaście dni a nawet miesięcy! Co prawda śpi kilka godzin ale co to za sen jak jest co chwilę przerywany. Nasza córeczka spała dobrze przez 4 miesiące ale nagle coś się zmieniło i dobry sen się skończył, a z nim nasze radosne dni. Wszystko kręciło się wokół spania, żeby tylko córka zasnęła i tak wiele metod, prób i skończyło się na bujaniu w foteliku samochodowym aż zaśnie. Bujaliśmy w dzień i w nocy czasami 15 minut, czasami godzinę a czasami dwie. Mimo że po uśmiechu dziecka zapominasz o nieprzespanej nocy to jednak organizm potrzebuje odpoczynku i regeneracji. Pamiętam jak podczas świątecznych życzeń rodzina pytała czego mi życzyć. A ja odpowiadałam, że marzy mi się chociaż 3h ciągłego snu. Wtedy to marzenie wydawało mi się nierealne jeszcze przez kilkanaście najbliższych miesięcy. Aż do momentu kiedy przypadkiem trafiłam na stronę DobraNocki. Zaczęłam czytać i analizować. Przy kolejnym bujaniu dziecka do snu myślałam tylko o tym czy ktoś nam pomoże? Zadzwoniłam do Pani Agnieszki,  która ciepłym i spokojnym głosem powiedziała ze nie jesteśmy beznadziejnym przypadkiem i możemy nauczyć nasze dziecko samodzielnego zasypiania. I tak zaczęliśmy wdrażanie Planu Zasypiania. Było ciężko, ale te trudne chwile szybko się zapomina jak widać efekty. Już piątej nocy było 9h ciągłego snu i z każdym dniem była poprawa. Chociaż nie jest jeszcze idealnie, ale ciągle się uczymy. Obecnie córeczka zasypia sama w łóżeczku i nie potrzebuje smoczka i bujania. Nam – rodzicom wróciła radość życia, a marzenia o śnie stały się realne. Polecam Panią Agnieszkę w 100%. Bardzo miła i kompetentna osoba która doskonale zna sie na tym co robi. Dzięki niej jezteśmy jeszcze bardziej szczęśliwa rodzina bo wyspaną. Dziękujemy J&J&K

 

Panią Agnieszkę znalazł mąż, po kolejnej nieprzespanej nocy, kiedy znów mu się oberwało, bo za głośno oddychał, przewracał się z boku na bok itp., a ja po raz kolejny żałowałam, że nie trenowałam jogi, bo może dzięki temu łatwiej byłoby mi przetrwać noc w dziwnej pozycji z dzieckiem przy piersi. Byłam bardzo sceptycznie nastwiona do skorzystania z pomocy p. Agnieszki, ponieważ:

  • córka jest jeszcze taka maleńka (ma 7 miesięcy),
  • przeczytałam 1500 książek i blogów o zasypianiu i nic nie działało,
  • miałam świadomość, że trzeba będzie nauczyć się samodzielnego zasypiania bez piersi,
  • wiedziałam, że trzeba będzie ograniczyć nocne karmienia, a dziecko będzie głodować, skoro dotąd potrzebowała jeść  5 razy na noc),
  • moje dziecko jest taaaakie energiczne, więc metody typu odłóż dziecko do łóżka na pewno nie podziałają,
  • mamy wiecznie jakieś problemy typu zęby i skoki rozwojowe,
  • bałam się płaczu (chociaż zastrzegłam, że metody typu cry out odpadają),
  • generalnie sądziłam, że jesteśmy beznadziejnym przypadkiem i nic nam nie pomoże.

Kiedy Antosia pierwszej nocy spała do 3 bez pobudki uznaliśmy, że zdarzył się cud. Oczywiście byliśmy kilka razy sprawdzić, czy córka żyje J Mieliśmy 2 kryzysy:  pierwszej nocy (Tosia zasypiała 2 godziny, a ja już po 30 minutach chciałam ratować ją piersią) i w momencie, kiedy córka miała zacząć zasypiać totalnie sama w pokoju (sama, bez mamusi, która chyba bardziej to przeżywała niż córka). Obecnie Tosia  zasypia całkowicie sama (jednak da się ją włożyć do łóżka i wyjść). Oczywiście musi pochodzić po łóżeczku, pogadać sobie itp., ale zasypia sama), ma 3 przyzwoite drzemki w ciągu dnia (a ja 3 godziny czasu dla siebie J) i budzi się tylko raz w nocy na jedzenie. Przed nami jeszcze sporo pracy, ponieważ zdarzają się nam drzemki krótsze niż godzina, a Tosia wstaje przed 6 rano (dla kochającej spać do południa mamy to środek nocy), ale optymistycznie patrzę w przyszłość  i wierzę, że nam się uda. Na koniec dodam, że w czasie nauki zasypiania Antosia zaczęła wstawać i raczkować (a więc przeżyła jeden z największych skoków rozwojowych) i została właścicielką kolejnego zęba, a mimo to wiele udało nam się osiągnąć. 

Rodzice Tosi (7mcy)

 

 

Mój zachwyt: gołe stopy tuptające po naszym domu…

Uwielbiam patrzeć jak Hela zachwyca się odkrywając świat.

Wczoraj “przesiadła” się z wanienki do dużej wanny, dzisiaj było WIELKIE ŁAAAAŁ na widok zamoczonej w misce fasoli na obiad i piany w wanie… W tym tygodniu rozpoczęła “treningi” schodząc po schodach na spacer, pokonując 58 schodków w jedną stronę i 18 w drugą…jeszcze myli piętra i trafia do sąsiadów:-) Od czwartku powtarza “TAK” i doskonali “MAMA”, “TATA”, coś w stylu “OKO” i “KOT” . Uczona komunikacji alternatywnej pokazuje znak: “daj”, “pić”, “jeść”, “nie ma”, “tańczyć”. Tańczy w kościele jak słyszy gitarę i codziennie rano po śniadaniu, prosi o muzykę, kołysząc ramionami na lewo i prawo. Od piątku “tańcząc” kręci się wokół własnej osi…po dwóch obrotach jest “BAM”. Dużo czasu spędza ze mną w kuchni, ostatnio gotowałyśmy kompot. Jedna reką wrzucała zamrożone truskawki a druga podjadała, na zmianę dzieląc się z kotem:-) Ulubiona zabawa: zakładanie rajstop na głowę, trzymanie nogawek rękami i uśmiechanie się do odbicia w lustrze.

Dzisiaj jestem pełna optymizmu, ciepła, miłości, radości, wiary, wyrozumiałości, spokoju i pasji bo uwielbiam dzieci…

A jeszcze nie dawno tak nie było…

Z natury nie jestem i nie byłam śpiochem, mój mąż też. A Hela od urodzenia nie stwarzała nam większych problemów. To nasze pierwsze dziecko, więc przez 13 m-cy uczyliśmy się siebie na wzajem. Wyczuwaliśmy swoje granice, kto ile wytrzyma np ile razy da radę wstać w nocy do dziecka tylko po to by je położyć z powrotem. I każde z nas ma te granicę w różnym miejscu…tą związaną  wytrzymaniem na płacz dziecka też… Tyle się o sobie dowiedzieliśmy zanim poznaliśmy Agnieszkę:-)

Bardzo jasno i klarownie powiedziała nam, dlaczego tak się dzieje, że Hela się budzi w nocy, jakie błędy popełniliśmy ucząc ją zasypiania. I tu się właśnie dowiedzieliśmy, że jest coś takiego jak nauka zasypiania…Przez moment byliśmy odkrywcami. Dziecka można nauczyć samodzielnego zasypiania, czyli wszystkie zasłyszane historie o pourywanych paskach w wózkach, nocne jazdywindą lub samochodem, spanie przy włączonej suszarce, bujanie na rękach lub przeczekiwanie aż dziecko skończy iks lat to brak wiedzy?

Dostaliśmy plan rozpisany krok po kroku na 2 tygodnie. Łatwo nie było. Dzisiaj uznaję, że poznanie sposobu myślenia naszego trenera i motywacja do zmian to najlepiej zainwestowany czas. Zawsze się zastanawiałam dlaczego małe dzieci tak dużo płaczą?

Wystarczy, że spojrzysz, już nawet nie chodzi o wzięcie na ręce. Dzisiaj wiem, że wiele w ich zachowaniu może się zmienić jak tylko pozwoli im się wyspać. Agnieszko, dzięki za pomoc, dobrą energię, konkretną wiedzę i odkrycie nowej jakości rodzicielstwa, partnerstwa, bycia z dzieckiem.

 Edyta, Daniel i Helena

 

Moja córeczka- zdrowa, uśmiechnięta, ciekawska, pełna energii i z temperamentem. Szczęśliwe dziecko! Ale nie do końca… Od początku, od maleńkości była na bakier ze spaniem. Tak nieprzerwanie przez 11 miesięcy. Inni mówili: „wyrośnie!”, „jeszcze trochę!”, „nie, to niemożliwe!”, „hmmm, nie wierzę…przesadzasz”, „nie rozumiem? ale jak to NIE śpi?!”. A ja, jako matka, myślałam, że jeszcze chwilę, będzie starsza to minie, samo, nauczy się, wytrzymam. I tak było- czekałam, czekałam, czekałam 

wieeeeeeeeeeeeele nieprzespanych nocy i…. przyzwyczaiłam się do tego stanu rzeczy. Zaskakujące, ile człowiek może znieść! Ale wiedziałam, że mamy problem, że to NIE tylko ja jestem zmęczona, ale przede wszystkim to moje dziecko! Na własną rękę starałam się uporać z problemem snu- niezmienny plan dnia, zero zakłóceń, telewizora, hałasów, stały rytuał przed zasypianiem. Mama zawsze, mama wszędzie, mama w łóżku przed spaniem, w trakcie spanie, spanie na mamie- bo mama obok już nie wystarczała.
Herbatka w nocy, później druga, mleko nad ranem. I co?? Córeczka dalej się wierci w nocy, z miesiąca na miesiąc coraz bardziej, wybudza się na 2h, tańczy w łóżku. A ja podgrzewam herbatki, mieszam mleko, podaję smoczek, noszę na rękach, śpiewam, recytuję, ograbiam się z resztek samej siebie…
Na stronę DobrejNocki trafiłam jakimś Boskim zrządzeniem losu. Zadzwoniłam, porozmawiałam, opowiedziałam o swoim beznadziejnym przypadku. I co? Pani Agnieszka z otuchą w głosie powiedziała, że to NIE niemożliwe… że nie jestem beznadziejna…. Uspokoiła mnie mówiąc, że córeczka ma problem ze snem, z którym możemy sobie poradzić. I dała mi nadzieję, światełko, powiew wiosny w zimną noc. Dlatego, żeby wszystko lepiej i dokładniej zrozumieć, umówiłam się na 2h konsultację
telefoniczną. Porozmawiałyśmy, Pani Agnieszka wytłumaczyła mi wszystkie moje wątpliwości, których nazbierała się spora masa przez 11 miesięcy macierzyństwa. Przez kolejne 2 tyg oswajałam się z myślą o zmianach. Na spokojnie, bez pośpiechu, żeby dobrze się przygotować. I po świętach bożonarodzeniowych ruszyliśmy w nieznany, lecz przyswojony, Plan Zasypiania. Wiedziałam, że będzie ciężko. I było. Przetrwaliśmy. Było lepiej- cieszyliśmy się na chłodno, to przecież jeszcze nie koniec. Z dnia na
dzień było coraz lepiej. Coraz mniej płaczu, coraz mniej wybudzeń, coraz więcej snu, coraz więcej samodzielności u córeczki w samodzielnym zasypianiu, coraz więcej uśmiechów w łóżeczku. Ach! Nie wierzyłam! Jak to możliwe?! A jednak….! Córeczka zasypia samodzielnie w łóżeczku w swoim pokoju, nie potrzebuje smoczka, picia, mleka, noszenia. Drzemki w ciągu dnia są dłuższe, spokojniejsze.
Ale to nie czas, by spocząć na laurach, oj nie! Noce przespane przeplatają się z tymi z pobudkami, drzemki czasem wychodzą, a czasem wcale. Ale jak tu się dziwić, skoro przez 11 miesięcy utrwalałam złe nawyki! Teraz pracujemy nad utrwalaniem tego, czego się nauczyliśmy całą naszą 3jką. W spokoju, zrozumieniu, z szacunkiem i w oparciu o wskazówki Pani Agnieszki. I wiemy z całą pewnością, że teraz w pełni możemy cieszyć się rodzicielstwem, swoją bliskością i z dumą patrzeć na naszą radosną-bo
wyspaną- córeczkę :)
Dziękuję Pani Agnieszko za Pani spokój, dodawanie otuchy i wiary w to, że nam się uda. Żałuję, że nie trafiłam na Pani osobę wiele miesięcy wcześniej!

Weronika

 

Nasza mała Iga przestała spać z dnia na dzień. Kryzys laktacyjny, moja choroba , wakacje i dość sporo wyjazdów, skok rozwojowy, zęby – tak sobie to wszystko tłumaczyliśmy. Wszyscy wokół powtarzali – ‚to minie’, ‚nie da się nic zrobić’

No więc czekaliśmy aż minie. Ale nie mijało. Co więcej problemy się pogłębiały. Z częstych pobudek, nagle powstała seria nocnych drzemek przerywanych 3-godzinną zabawą lub płaczem i naszą walką o uśpienie córeczki. Powrót do pracy po macierzyńskim okazał się krytyczny, no bo jak pracować po raptem 2-3 godzinach snu… ba! jak dojechać bezpiecznie do pracy, kiedy oko zamyka się na każdej zmianie świateł…

No więc postanowiliśmy, że koniec z czekaniem i czas zacząć działać. Przecież mamy problem i przecież do tej pory jak je mieliśmy to po prostu je rozwiązywaliśmy. Zaczęliśmy od Tracy Hogg – niestety totalna klapa, zero efektu, demotywacja, no cóż czysta rozpacz.

Koleżanka podpowiedziała – poszukaj w Polsce, kogoś kto się na tym zna, na pewno ktoś taki jest i na pewno Wam pomoże. I tak trafiliśmy na Panią Agnieszkę.

Kiedy dostaliśmy Plan Nauki Zasypiania zamarliśmy – nie damy rady!

Ale nagroda była tak wielka, że nie sposób nie było spróbować. Nagroda, a może raczej spełnienie marzeń. Przespana noc wydawała się czymś niemożliwym. No bo jak z pobudek co 30-45-60 minut, Iga ma nagle zacząć przesypiać całe noce

No i przespała swoją pierwszą noc juz po 10 dniach

a tak naprawdę znacząca poprawa była praktycznie od razu

 Nasze życie zmieniło się nie do poznania. Iga jest w końcu radosnym dzieckiem, chętnym do zabawy, poczynającym kolejne kroki w rozwoju. My z kolei mamy w końcu czas dla siebie, jesteśmy wypoczęci, mamy czas na film, rozmowę, bliskość (o tak! i odzyskaliśmy nasze łóżko :)) no i przede wszystkim mamy siłę do zabawy z naszym najwspanialszym Skarbem :)

 Mąż mówi, że współpraca z Panią Agnieszką to najlepiej zainwestowane pieniądze w naszym życiu

Dla mnie to przede wszystkim zainwestowane emocje – bo na początku było naprawdę ciężko. No i nauka, że konsekwencja w stosunku do dziecka to tak naprawdę ‚zabawa’, która dopiero się zaczyna :)

Pozdrawiam serdecznie i myślę, że na pewno do usłyszenia przy naszym drugim maluchu :) 

Magda

 

Droga DobraNocko :)

Dziękujemy za olbrzymią pomoc i wsparcie. Nasz 6 miesięczny synek nie potrafił sam zasypiać przez co budził się kilkukrotnie w nocy i miał bardzo krótkie drzemki w ciągu dnia. To wszystko skutkowało jego złym samopoczuciem i naszym permanentnym niewyspaniem przez conocne wędrówki z małym szkrabem na rękach po całym mieszkaniu. Byliśmy na skraju wyczerpania i bardzo martwiliśmy się o to, jak ciągły brak porządnego snu wpłynie na Nikusia. Na szczęście znaleźliśmy w internecie stronę Pani Agnieszki. Podjęliśmy współpracę i ku naszemu zaskoczeniu pierwsze efekty było widać już bardzo szybko. Dzięki wskazówkom i radom od Pani Agnieszki udało nam się odzwyczaić Nikusia od smoczka, wyeliminowaliśmy karmienie nocne i nauczyliśmy samodzielnego zasypiania. Jednym słowem cel został osiągnięty :) Jesteśmy niezmiernie wdzięczni Pani Agnieszce za okazaną pomoc i nieustające wsparcie podczas wdrażania planu zasypiania. Od początku Pani Agnieszka zrobiła na nas wrażenie osoby kompetentnej i cechującej się wyjątkowo dużą empatią. Przez całe dwa tygodnie wspierała nas, chwaliła i dawała rady odpowiednio dopasowane do danej sytuacji. Wszystkim rodzicom mogę śmiało polecić pomoc „DobraNocki”. Chociaż myślę, że jeśli ktoś ma takie problemy z dzieckiem jak my mieliśmy to nie trzeba go długo przekonywać i wie, że taka pomoc jest po prostu niezbędna. 

 Jola, Mikołaj i Nikuś

 

Moja córeczka Amelka od urodzenia spała jak Aniołek. Dwie pobudki na karmienie w ciągu nocy :) po prostu super, aż tu nagle około 5 miesiąca zaczęła budzić się po kilkanaście razy w ciągu nocy. Oczywiście zaczęłam od szukania przyczyny. Przeczesywałam internet i mądre książki. Myślałam że to ząbki, skok rozwojowy, głód, ale nic nie pomagało w rozwiązaniu naszego problemu. W końcu doszło do tego, że wstawałam rano z łzami cieknącymi po policzkach z bezsilności i niewyspania. Na pomoc przyszła mi koleżanka, która poleciła Panią DobraNockę :) Pani Agnieszka spadła mi z nieba. Oczywiście na początku podchodziłam do tego z pewnym niedowierzaniem jak ktoś on-line i telefonicznie może mi pomóc w nauce snu mojego dziecka. Dodatkowo obawiałam się, że plan dnia będzie tak rygorystyczny, że nie da się tak żyć. Na całe szczęście da się i to bez problemu. Zmiany jakie do naszego życia wprowadziła DobraNocka okazały się bardzo małe. Początkowo zastanawiałam się jak to ma doprowadzić do tego że Amelka zacznie przesypiać całe noce przecież postępowaliśmy prawie tak samo. Okazało się oczywiście, że prawie robi ogromną różnicę!!! Pierwsza noc była straszna i szczerze powiem, że przeraziła mnie perspektywa dwóch tygodni (albo i dłużej) spędzonych w ten sposób. Na całe szczęście u nas nauka poszła ekspresowo. Każda kolejna noc była lepsza, już następną noc Amelka przespała całą. Ta noc dała ogromną nadzieję. Kolejne kilka nocy z max dwiema pobudkami i dość szybkim zasypianiem córeczki. Następnie kilka przespanych nocy w całości i znowu kilka z pobudkami :) Dziś moja córeczka i ja przesypiamy całe noce. Amelka pięknie śpi też w ciągu dnia i oczywiście sama zasypia bez godzinnego ślęczenia nad lóżeczkiem. Dzięki Pani Agnieszce jesteśmy teraz szczęśliwą wyspaną Rodzinką :D Jeszcze raz bardzo Pani dziękujemy!!!

 

 

Do spotkania z Panią DobraNocką doszło w momencie kiedy Adaś, nasz syn, miał 14 miesięcy i od dnia swoich narodzin nie przespał ani jednej nocy. Początkowo „kolkował”, więc niechcący sami go nauczyliśmy, niektórych „wspomagaczy” do usypiania. Usypiał przy suszarce, na rękach lub w wózku, ze smoczkiem, który co chwilkę trzeba było mu podawać. Paradoksalnie z wiekiem mu się pogarszało i spał coraz gorzej. Tuż przed interwencją DobraNocki potrafił w nocy budzić się nawet co 30 minut. W zasadzie w ogóle nie spał tylko drzemał, nie wspominając już o nas. Do momentu nawiązania współpracy z DobraNocką robiliśmy wszystko żeby usnął. Zgodnie z radami „starszyzny” naiwnie oczekiwaliśmy na cudowne ozdrowienie, że wyrośnie, że się ustabilizuje. Mówiono do trzech miesięcy, potem do pół roku, potem do roku w końcu zaczęli mówić, że tak do dwóch albo nawet trzech lat. Rozpaczliwie przeczesywałam Internet i różnego rodzaju poradniki, poszukując pomocy dla naszej skrajnie niewyspanej i przemęczonej rodziny. Któregoś jesiennego dnia, zupełnie niespodziewanie natknęłam się na wywiad z Panią Agnieszką. Na tyle mnie zainteresował, że poszukałam jej strony Internetowej. Zadzwoniłam. Rozmowa okazała się bardzo sympatyczna i empatyczna. Jednak mimo to przyznam, że nie byłam przekonana z różnych powodów, m.in. bałam się dużych zmian. Zastanawiałam się, ale nieprzespana noc za nocą mobilizowała do działania. Rozmowa z mężem, wątpliwości, jeszcze jeden telefon do Pani Agnieszki w efekcie szybka decyzja i działamy. Pani Agnieszka przygotowała szczegółowy Plan Nauki Zasypiania dla Adasia. Otrzymaliśmy w nim konkretny i merytoryczny plan działania, co było dla nas bardzo ważne. W trakcie trwania „terapii” otrzymywaliśmy merytoryczne i konkretne podpowiedzi co robić i czy wszystko jest w normie. Człowiek utwierdzał się w przekonaniu, że robi dobrze. Mobilizacja do działania i wsparcie psychiczne jakim nas obdarowała była bezcenna J Efekty wdrożonego Planu były widoczne już po pierwszej nocy. Udało się bowiem doprowadzić, by Adaś zasnął samodzielnie a dzięki temu spał kilka godzin nie przerwanym snem. Nie wierzyliśmy w to co widzieliśmy. Dzień za dniem było lepiej i spokojniej. Był bunt i łzy, ale nie tak wiele jak się  spodziewaliśmy. W efekcie Adaś wszystkie wdrożone zmiany zaakceptował, nauczył się samodzielnie zasypiać i zdrowo spać wiele godzin. Wybiera przy tym pozycję na brzuszku, nigdy wcześniej tak nie spał. Nigdy wcześniej podczas snu nie widziałam go tak spokojnego. Nigdy też wcześniej nie był w ciągu dnia tak wyciszony i radosny. Zupełnie jakby urodził się na nowo. Odzyskaliśmy spokój w domu, równowagę i uśmiech bo było naprawdę ciężko.

Zachęcam do współpracy z DobraNocką wszystkich nie śpiących, śpiących niewiele i nie przekonanych rodziców, bo na prawdę warto zawalczyć o spokojniejsze, uśmiechnięte i WYSPANE jutro!

Monika, Maciej i Adaś

 

 

Pani Agnieszko dziekuje ze wsparcie za to ze powiedziala nam Pani wprost ze mozna nauczyc Ale spac i ze tym nie robimy jej zadnej krzywdy a zdrowy sen jest potrzebny na wszystkim. Dziekuje Pani za cieple slowa otuchy i motywacje bo problem byl w nas a nie w Ali. Bede Pania polecac wszystkim znajomym i wiem ze z Pania wszystkie dzieci beda zdrowo spaly.

Dorota, mama 12-miesięcznej Alicji

 

 

Nie ma słów, które wyraziłyby naszą wdzięczność, jaką czujemy po współpracy z Panią, efekty są zdumiewające!

Jesteśmy szcześliwi, że zaufaliśmy Pani i dzięki Pani wiedzy i naszej wspólnej pracy nasza 9-cio miesięczna córeczka zasypia sama, przesypia spokojnie całe noce i na zawsze pożegnała się ze smoczkiem :) 

Pokazała nam Pani nową drogę i otoczyła nas Pani swoją opieką, dzięki czemu czuliśmy się bezpiecznie i dużo łatwiej wprowadzaliśmy nowe zasady i osiągnęliśmy taki sukces :) 

Nasza Córeczka jest pogodna, wyspana i nieustannie uśmiechnięta :) nasze życie bardzo się odmieniło :) 

Dziekujemy Pani Agnieszko i polecamy wszystkim rodzicom, którzy chcą zmienić życie swojej rodziny na szczęśliwe i pełne harmonii.

Rodzice Julki

 

 

Znajomość z Panią od snu …

Zaczęło się od wpisywania w GOOGLE wszystkiego co tylko kojarzyło się z dziecięcym nieprzesypianiem nocy… Matylda miała 1,5 roku a my nie przespaliśmy nawet 1 nocy od dnia jej narodzin, chroniczne zmęczenie, nerwowość, brak czasu na cokolwiek- tak wyglądało nasze życie. Córeczka nasza wymarzona była spełnieniem snów jednak jej pojawienie się spędzało nam sen z powiek. 

Nagle pojawiła się Pani Agnieszka- cudowna wróżka, którą docenia się dopiero po 10 dniach od rozpoczęcia „terapii”

Od początku nie było lekko- łzy (moje) pojawiły się już na etapie czytania planu, wiedziałam że będzie ciężko, wiedziałam że mogę nie dać rady; wsparcie męża tylko trzymało mnie przy decyzji że ZACZYNAMY DZIAŁAĆ. 

Pani Agnieszka była przy nas cały czas, mentalnie, komórkowo, mailowo, fejsbukowo- zaczęliśmy tworzyć związek- sms po zaśnięciu, sms przed kąpaniem, telefoniczna rozmowa wieczorem, sms rano. Pełne raporty- jak spała ?, ile spała?, kiedy zasnęła?, płakała? 

Raporty dawały nam rodzicom poczucie bezpieczeństwa, wsparcia, pełnej kontroli nie nad dzieckiem ale nad naszymi poczynaniami… „Pani od snu” – została numer 4 w szybkim wybieraniu telefonu.

Ha ha ha I TUTAJ BAJKA SIĘ KOŃCZY LUB MOŻE DOPIERO ZACZYNA 

Ciężka praca i płacz dziecka- które nie wie co Ci rodzice wyczyniają, przecież soczek, woda i mleczko po 5-6 razy w nocy były super, a teraz się stawiają i udają że nie wiedzą o co DZIECKU chodzi. 

Czuwanie po kilka godzin w nocy nad łóżeczkiem majac w głowie „plan” rozpisany na każdy dzień, tysiące modlitw zmówionych (a nie należę do najbardziej wierzących)- no ale co robić przez 3 godziny w nocy kiedy uspokajam dziecko z daleka ?!? wołanie o pomoc mnie mamy dziecka nie tyle samego dziecka, krzyk rozpaczy męża który ma dość „awantur” o byle co i byle jak … ( dla wiadomości nieprzespane noce mogą wywoływać awantury    )

3 dni a raczej noce kiedy miałam siłę do walki, kiedy wiedziałam kto jak nie ja … i co i co ?!?!? hmmm i nic … Matka Dziecka stała się najsłabszym ogniwem – Pani Agnieszka potwierdziła . słowa które do teraz biegają po głowie „ Pani Moniko jest Pani najsłabszym ogniwem, nie może Pani tak dalej, jest dobrze, jest bardzo dobrze. Nie, nie. nie proszę nie płakać, da Pani radę, robicie postępy. 

Po tych słowach i przemyśleniu całej sytuacji wiedziałam, że mąż da radę że ja dam radę, że Matylda da rade- nowa siła; uda się, postawimy rodzinę na nogi. 

Po 5 nocach przełom, 6h snu bez przerwy, kolejne noce kolejne przełomy, uśmiechnięta ja, radosne dziecko, wyspany taty. Panie w przedszkolu zauważyły zmianę w nas wszystkich. 

A teraz Pani Agnieszko DZIEKUJĘMY za Pani pracę, za pomoc, za radości, za wsparcie za każdą 8,9,10,11 przespaną całą noc !!! 

Dziękuję za to, ze Pani jest, że Pani praca to Pani misja i powołanie. Dziękuję że nie boi się Pani mówić iż niewyspany rodzić to zmęczony i nieefektywny rodzić. Dziękuję, że nie boi się Pani mówić spełniona mama to szczęśliwe dziecko. Dziękuję, że spełniona mama to w Pani oczach nie mama samolubna tylko kochająca swoje dziecko i swoją rodzinę. 

Dziś wiemy, że Matylda na pewno nie będzie jedynaczką przez nie przespane noce rodziców 

DZIĘKUJEMY 

3 x M czyli MONIKA, MARCIN I MATYLDA 

p.s. 

przy kolejnym dziecku jest Pani z nami już od ciąży 

 

 

Polecamy Dobranockę z całego serca! Nasza córka spała bardzo dobrze przez prawie dwa lata. Kiedy skończyła dwa lata, chorowała przez kilka tygodni i wtedy zaczęły się nasze problemy. Kiedy już wyzdrowiała zaczęła budzić się po kilkanaście nawet razy w nocy i nie mogła zasnąć a wieczorami wychodziła z łóżka i nie mogliśmy jej do niego zagonić nawet do 23.00. Próbowaliśmy wszystkiego, ale nic nie pomagało a my byliśmy coraz bardziej zmęczeni bezsennymi nocami. Kiedy natknęliśmy się na Dobranockę byliśmy zdziwieni że jest ktoś kto może pomóc rodzinie w takiej sytuacji. Pani Agnieszka poświęciła dużo czasu, żeby dokładnie nas o wszystko wypytać i zebrać wszystkie potrzebne informacje a następnie przygotowała dla nas plan według którego wprowadziliśmy wszystkie zmiany. Najtrudniejsze było stosowanie się do wszystkich wskazówek i cierpliwość :-)  Ale opłaciło się, ponieważ teraz nasza córka przesypia teraz pięknie całe noce, budzi się rano uśmiechnięta i wypoczęta, tak samo jak my. I obyło się właściwie bez łez :-) Polecamy Dobranockę!

Agnieszka i Marcin

 

 

Zgłosiliśmy sie do DobraNocki z powodu kłopotów ze spaniem u naszej 11 miesięcznej córeczki Nastusi. Głównym problemem było bardzo częste wybudzanie się w ciągu nocy i zasypianie tylko przy piersi traktowanej jak smoczek. Dodatkowo Nastusia miała tylko jedną krótką drzemkę w ciągu dnia, co razem dawało zbyt małą ilość snu w ciągu doby.

DobraNocka ujęła nas przede wszystkim profesjonalnym podejściem do zidentyfikowania wszystkich naszych problemów ze spaniem oraz indywidualnym podejściem do naszego przypadku. Metody nauki zasypiania opracowane dla nas w Planie zostały dobrane zarówno do charakteru naszego dziecka jak i do naszych metod wychowawczych.

Podczas wdrażania Planu mogliśmy liczyć na ciągłe wsparcie telefoniczne, smsowe oraz mailowe i na odpowiedzi na wszystkie nasze wątpliwości i pytania.

Nauka samodzielnego zasypiania jest dla rodzica naprawdę dużym wyzwaniem i bez pomocy DobraNocki na pewno nie dalibyśmy rady i szybko byśmy się poddali, nie mówiąc o ilości dodatkowych błędów jakie byśmy popełnili z powodu naszej niewiedzy. 

Pani Agnieszka świetnie zna mechanizmy dziecięcego snu i możliwe trudności na jakie mogą napotkać wdrażający Plan rodzice i doskonale przeprowadziła nas przez ten wymagający proces.

Obecnie Tusia śpi we własnym łóżeczku, zasypia bez większych problemów, a co najważniejsze po wybudzeniu się w nocy czuje się na tyle bezpiecznie że spokojnie obraca się na drugi bok i spokojnie śpi dalej ( co z zadowoleniem obserwujemy na monitorze naszej video niani :-) ). Bardzo ważną dla nas rzeczą jest to że po wyeliminowaniu ‚ byle jakich’ karmień nocnych ( gdzie tak naprawdę Nastusia mało co jadła, był to po prostu jedyny sposób zasypiania jaki znała) i dzieki przesypianiu całych nocy nasza córeczka zaczęła rewelacyjnie jeść w dzień i jej waga znacznie się poprawiła.

Dodatkowym plusem oczywiście jest poprawienie się jakości naszego snu po wyprowadzce Nastusi z łóżka rodziców :-) 

Chcieliśmy bardzo podziękować Pani Agnieszce i polecić ją wszystkim niewyspanym maluchom i rodzicom :-) 

Paulina i Piotr