Jesienne strachy czyli zmiana czasu

Zbliża się. Nadchodzi. Zaraz tu będzie. Zmiana czasu na zimowy. Znów rozgorzeje dyskusja narodowa czy i jaki sens ekonomiczny ma to majstrowanie przy zegarku, znów główne wydania programów informacyjnych i pierwsze strony portali internetowych zaserwują nam te same odgrzewane kotlety: a co to ta zmiana, a po co to, a kto to wymyślił, kiedy i dlaczego. Wydawałoby się, że nie ma się czym ekscytować i zajmować.

W epoce (wydającej się nam aktualnie tak odległej jak paleolit), kiedy nie mieliśmy jeszcze dzieci, zmiana czasu na zimowy (w przeciwieństwie do tej wiosennej) była zdecydowanie powodem do zadowolenia. Milusia godzinka dłuższego spania pod ciepłą kołdrą, kiedy to późny październik maluje pierwszym porannym szronem zarzucone liśćmi trawniki. A teraz? Dla rodziców starszych dzieci czy dzieci nie mających większych problemów ze snem i łatwo adaptujących się do zmian, to również nie musi być żaden problem – pierwszego dnia po zmianie czasu, wystarczy po prostu dostosować harmonogram posiłków, ewentualnych drzemek czy pójścia spać wieczorem do nowego czasu, i po sprawie.

A co z pozostałymi dziećmi? Już od dobrych dwóch tygodni kontaktują się ze mną rodzice właśnie „tych pozostałych”. Nie żeby byli w panice czy histerii, ale zdecydowanie z lekkim niepokojem dopytują się „jak mają to zrobić”, skoro ich dzieci z ledwością dosypiają do godziny 6.00 rano? Tak, tak, dobrze liczycie – oznacza to ni mniej ni więcej to, że po zmianie czasu te dzieci będą gotowe do rozpoczęcia dnia w okolicach 5.00 rano. Super, jeśli się samemu poszło spać o 21.00 albo lubi się układać puzzle o 5.30. Oznacza to na przykład również, że o godzinie 8.00 można mieć już przygotowany obiad z dwóch dań. I nie ma co ukrywać, nawet ci rodzice, których dzieci śpią w tej chwili do 7.00 rano – choć z pewnością bardzo kochają swoje dzieci – nie będą uszczęśliwieni koniecznością spędzania z nimi czasu od godziny 6.00. Jeśli generalnie mamy problem z doszukiwaniem się dobrych stron wcześniejszych pobudek, to są sposoby, aby przy zmianie czasu ich uniknąć.

Po pierwsze, przygotujmy się do zmiany wcześniej. Na jakieś 2-3 dni przed zmianą czasu zacznijmy „opóźnianie” całego harmonogramu dziecka (wieczorne pójście spać, pory drzemek i posiłków) o 15 minut dziennie. Przykładowo, jeśli do tej pory zaczynaliśmy nasz wieczorny rytuał kolacją ok. 19.00, potem była kąpiel o 19.30, o 19.45 czytaliśmy książeczkę a o 20.00 gasiliśmy światło, to mniej więcej w środę poprzedzającą zmianę czasu zjedzmy kolację o 19.15, do wanny o 19.45 a światło zgaśmy ok 20.15 I tak 15 minut później każdego dnia.

Po drugie, w trakcie „przesuwania” harmonogramu pamiętajmy o super-zaciemnieniu pokoju dziecka – przecież kładziemy je stopniowo coraz później spać po to, aby i rano spało dłużej a przy zmianie czasu wcześniej będzie świtać. Pamiętajmy, że ciemność sprzyja wydzielaniu się „hormonu snu” czyli melatoniny, podczas gdy światło ogranicza jej produkcję. Aby zaciemnić dobrze pokój nie potrzebujecie kosztownych rolet, wystarczą czarne, grube worki na śmieci przylepione taśmą do okna :-)

Po trzecie, wyjdźmy na zewnątrz! Potarzajmy się w liściach, pozbierajmy kasztany czy żołędzie, a jak pada to wyjdźmy w kaloszach i pod „apasolką”, jak mawia mój syn. Spędzanie jak największej ilości czasu na dworze, aktywnie i w świetle dnia, pomoże w przeprogramowaniu wewnętrznych zegarów biologicznych: zarówno dzieci jak i naszych.

Mechanika precyzyjna? Może i tak, ale dzięki temu pierwszego dnia po zmianie czasu będziemy już w zasadzie w docelowym miejscu, i to bez wehikułu czasu.

 


Komentarze: 2 ;

  1. U nas 2 tygodnie prób przedstawienia dziecka choć po 5 minut. I jest tylko gorzej. Budził siś o 5:15-5:30.
    Od dwóch dni mamy 4:00.
    Co robimy nie tak?
    Dziecko po NSZ. Spał ładnie miesiącami. Dociągał do 6:00. Teraz dramat.
    Tak się nie da żyć :-(

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *