O potrzebie snu i nauce zasypiania – okiem pedagoga specjalnego i terapeuty SI

Uprzedzam post będzie długi…Być może niewielu z Państwa dotrze do jego końca.

Tym, którzy dotrą mam nadzieję, że przyniesie wartość:-)

W swojej pracy terapeutycznej spotykam rodziców, którzy doszli do ostatniego szczebla odpowiedzialności a raczej jej braku i –odpuścili.

Zanim to zrobili ZAPRZECZALI, że nie mają problemów ze snem ich dziecka, że nie jest tak najgorzej z nimi, że radzą sobie. Jak słyszeli, że problem dotyczy tej konkretnej sfery np. emocji, snu dziecka i że jeśli je uporządkują poprawi się ich sytuacja postawili zdecydowany OPÓR, woleli dalej np. wozić w wózku swoje 2 letnie dziecko przez 5h w nocy lub odmówić wsparcia osób z zewnątrz.

Szukali WYMÓWEK, że nie mają czasu się zająć tym tematem teraz, że to dziecko jest najważniejsze, że ja sobie poradzę sama/sami, że ma takie geny, ja też tak spałem/łam, że każde małe dziecko tak ma a jak to nie pomagało zaczęli OBWINIAĆ innych za swoją sytuację, bo mąż/żona/babcia/teściowa go/jej tego nauczył/ła, że nie mają pieniędzy, że lekarz im nie powiedział. I dochodzą do ostatniego etapu, kiedy nie chce im się już nic, bo nie mają już siły i determinacji by cokolwiek zmienić.

Większość z tych rodziców nie ma już siły i czuje się przegranymi ze swoimi własnymi dziećmi, bo nie są im wstanie postawić granicy, powiedzieć ze nie zgadzają się na pewne zachowania.

Czekają aż dziecko wyrośnie a ich problemy same się rozwiążą.

Ponad półtora roku temu poprosiłam Agnieszkę o podzielenie się swoją wiedzą, bo widziałam na własnych oczach jak moje nadwrażliwe, płaczliwe, niespokojne dziecko, zmieniło się nie do poznania.

Chciałam ta wiedzą rozbudować mój dotychczasowy warsztat.

Wspieram Państwa, jako druga konsultantka DobraNocki, bo widzę w tej pracy OGROMNY SENS.

Od ponad 10 lat prowadzę diagnozy i zajęcia Integracji Sensorycznej. Pytam dosyć szczegółowo o pierwszy rok życia dzieci. Przez 8 lat dostawałam informację, że dziecko ”fatalnie spało w nocy”, „trzeba je było nosić cały czas”, „było bardzo płaczliwe”. Gro z tych rodziców jest po konsultacjach z lekarzami, neurologami, psychologami i na samym końcu trafiają do mnie lub innego terapeuty SI. Sami najczęściej wtedy już nie mają siły zająć się jakakolwiek praca z dzieckiem, bo marzą o chwili spokoju i wcale im się nie dziwię…

Przez długi czas pytanie o sen było dla mnie rutynowym pytaniem. Po urodzeniu mojej córki, wielomiesięcznym niespaniu, wypróbowaniu wszystkich narzędzi, które dała mi wiedza z zakresu SI, konsultacjach z innymi terapeutami, spróbowałam nauczyć swoja córkę umiejętności, ZANIM sięgnęłam po ostateczność –lek.

Od 2 lat w każdym wywiadzie z rodzicem zatrzymuję się na punkcie SEN DZIECKA I RODZINY.

Nie ruszam z pracą terapeutyczną, jeśli temat podstawowych potrzeb jest nieuregulowany!

Odmawiam współpracy, jeśli rodzicom wydaje się, że zajęcia na sali są potrzebne dziecku bardziej niż dobry jakościowo sen zgodny z zapotrzebowaniem dobowym dziecka dla jego przedziału wiekowego.

W swojej pracy terapeutycznej spotykam coraz więcej rodziców i dzieci nieporadnych wychowawczo, bo ich 2,3,4,5,6 latki przerastają ich…energią, niezdyscyplinowaniem, brakiem jakiejkolwiek reakcji, agresją. Szukają pomocy w SI. Na etapie starszych dzieci 3-4 letnich widać już zaburzenia świadczące o potrzebie integracji sensorycznej ale też pracy nad kształtowaniem zachowania.

W Piramidzie Maslowa sen jest uznany za jedną z pierwszych podstawowych potrzeb fizjologicznych. Obok niej jest jedzenie, picie i świeże powietrze.

Na ich podstawie budowane są inne potrzeby.

Jeśli nie ma fundamentu, trudno jest mówić o adekwatnych reakcjach i zachowaniu dziecka.

W Polsce u dzieci powyżej 13 miesiąca rozpoznaje się jednostkę chorobową pod nazwą: zaburzenia snu (wg klasyfikacja zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego). Większość lekarzy przepisuje wówczas dzieciom hydroksyzynę, jako lek wspomagający je w poprawie ich sytuacji związanej ze snem -lek psychotropowy !

Pytanie, po co dzieciom lek, jeśli nie sprawdziliśmy czy one potrafią nauczyć się same zasypiać?

Po co dzieciom lek, jeżeli nie wprowadziliśmy na wczesnym etapie higieny snu?

Są dzieci, które nie mają większych problemów z samoregulacją wsparte odpowiednimi reakcjami rodzica radzą sobie ze snem i funkcjonowaniem.

SAMOREGULACJA- „zdolność świadomego reagowania na bodźce zewnętrzne i kontrolowania własnych stanów emocjonalnych; umiejętność radzenia sobie ze stresem, kształtowania własnych emocji zgodnie z samym sobą, z własnymi normami, zasadami oraz wyznawanymi wartościami” definicja z Wikipedii .

Ale jest duża grupa dzieci, która nie potrafi samodzielnie poradzić sobie z samokontrolą i bez wiedzy rodzica i jego właściwych reakcji w zakresie zaspokojenia podstawowych potrzeb nie ma szansy wykształcić sobie samokontroli.

Według klasyfikacji zaburzeń niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa DC: 0-3 R (ważne uzupełnienie klasyfikacji DSM-IV klasyfikacja zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i ICD-10 Międzynarodowa Statystyczna Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych) wyodrębnia się zaburzenia regulacji związane z przetwarzaniem bodźców sensorycznych, które znajdują się w obszarze nieprawidłowej zmiany stanów zachowania dziecka. Klasyfikacja jest zestawieniem wszystkich zagrożeń rozwojowych, które mogą pojawić się we wczesnym okresie życia dziecka tzn. od urodzenia do 3 roku życia.

Łatwiej jest podać tabletkę, bo wtedy nie słyszy się płaczu dziecka. Tak to prawda. Ale patrzy się na snujące się dziecko i jego wyniszczaną wątrobę a problem i tak nie znika.

W Polsce u dzieci od 7 miesiąca bada się ryzyko zaburzeń Integracji Sensorycznej. Zaleca się oddziaływania terapeutyczne, które wprowadzają dodatkowe wrażenia dla i tak już przemęczonych układów nerwowych małych dzieci, ponieważ problem związany ze snem nie jest rozwiązywany.

Nikt, NIKT nie mówi o tym, że małe dzieci mają niski poziom aktywności w stosunku do docierających do niego wrażeń: słuchowych, wzrokowych, płynących z dotyku i ruchu.

Małe dzieci uwielbiają przewidywalność i rutynę, stały plan dnia, uwielbiają „nudę” w codzienności niestety my nie jesteśmy jej zwolennikami.

Jestem mamą, która ukończyła program nauki samodzielnego zasypiania i po 2 latach nadal uznaję tę decyzję za najlepszą.

Moja córka, kiedy przystępowałyśmy do programu miała 13 miesięcy. Nie przespałam ani jednej nocy. Byłam wrakiem człowieka. Pominę wątek związku. Myślę, że temat wszystkim znany;-)

Kiedy miała 8 miesięcy zaczęłam podejrzewać zaburzenia Integracji Sensorycznej.

Jestem terapeutą więc wszystkie kryteria były mi znane:

*była nadwrażliwa na głosy,

*rozmowy ludzi,

*długo nie dawała się wyciszyć (2-3h a czasami i dłużej),

*nigdy nie słyszałam jak płacze zawsze histeryzowała,

*szybko się rozpraszała różnymi zabawami, aktywnościami,

*żeby zasnąć potrzebowała bujania na rękach, zaciemniania oczu, *w towarzystwie innych ludzi stawała się bardzo pobudzona a jednocześnie

*bała się obcych,

*ciągle potrzebowała uwagi,

*nie lubiła mycia buzi,

*jedzenie musiała dostać natychmiast inaczej od razu była histeria (u każdego dziecka objawy mogą być inne łączą je problemy ze snem).

Oczywiście, że trudno mi było słuchać płaczu mojej córki, ale wiedziałam, że nasza sytuacja była już beznadziejna. W trakcie programu nie było mi łatwo. Jak większości z nas. W najtrudniejszym momencie, kiedy już nie byłam w stanie sobie poradzić skorzystałam z wsparcia terapeuty. Brak snu od kilku miesięcy+ potworne zmęczenie+ emocje w rozsypce+ zaniedbanie własnej diety, to wszystko złożyło się na narastające problemy.

Rodzicielskie emocje temat niewygodny i najczęściej spychany na sam koniec spraw do załatwienia -zdaję sobie sprawę. Uporządkowanie ich zawsze zostawiane jest na koniec. Czasami jak słyszymy, że ktoś był u psychoterapeuty, psychologa wydaje nam się, że „coś jest z nim nie tak”, ale kiedy boli nas ząb to idziemy do dentysty, a kiedy łapie nas jakaś infekcja zapisujemy się do lekarza, a kiedy nasze dziecko ma problemy w szkole idziemy do pedagoga/psychologa to, dlaczego kiedy czujemy, że coś dzieje się z naszymi emocjami i sami sobie nie radzimy nie idziemy do lekarza od emocji? Psychologa, psychiatry, psychoterapeuty?

Tak, czasami trudno sobie samodzielnie poradzić z tematem emocji, płaczem dziecka i warto wtedy skorzystać z wsparcia osoby z, zewnątrz jeśli sami sobie nie dajemy radę. Z pewnością jest to postawa bardziej odpowiedzialna.

Wychowanie dziecka to proces i zaczyna się dosyć wcześnie, jak chcemy dobrze przejść wszystkie etapy to potrzebujemy zacząć od początku w innym wypadku zawsze czeka nas powrót do pkt wyjścia.

Tak jak ogrodnik, który chce stworzyć swój ogródek nie zaczyna sadzić roślin, kwiatów na rabacie, której wcześniej nie przygotował. Od tego, co zrobi zależy jak będzie wyglądał jego ogródek. Najważniejsze jest przygotowanie podłoża, usunięcie gruzu, śmieci i kamieni, wyrównanie terenu, przekopanie ziemi, usunięcie korzeni i chwastów. Dopiero po tym etapie przechodzi do wyrównania powierzchni, użyźnienia terenu i sadzenia. Zrobi tak tylko wtedy, kiedy chce mieć swój wymarzony ogródek. Będzie o niego dbał i go pielęgnował.

Jeśli zasadzi kwiaty od razu bez sprzątania widok z pewnością nie będzie tak ujmujący.

Tak samo jest z dziećmi. Przygotuj je, naucz, wspomóż, towarzysz, zadbaj o siebie i zbieraj owoce Waszej relacji.

Edyta Kamińska-Pacha
Pedagog specjalny, terapeuta Integracji Sensorycznej