Tata, mistrz usypiania

Współczesny ojciec, to coraz częściej ojciec aktywnie zaangażowany w opiekę nad dziećmi. Obraz ojca, który po powrocie z pracy zasiada na cały wieczór przed telewizorem czy zapytany znienacka „a do której klasy chodzi twoja Ola?” próbuje odpowiedzieć w panice przeszukując zakamarki swojego umysłu – szczęśliwie pomału odchodzi do lamusa. Młodzi (i starsi) tatusiowie ochoczo uczęszczają z partnerkami na zajęcia w szkole rodzenia, przecinają pępowiny, chodzą z wózkiem na spacery, kąpią, bawią się ze swoimi maluchami czy zmieniają pieluchy. Nie jest żadnym obciachem rozmawianie o karmieniu, spaniu czy raczkowaniu w szatni męskiej po meczu z kolegami.

Jest jednak ciągle jedna sfera, trochę mniej dostępna dla ojców, a może mniej chętnie przez nich „odwiedzana”? Usypianie. Sekretne obrzędy, dzięki którym zmęczony, często głośno i długo płaczący synek w końcu zamyka oczka i odpływa w upragniony sen. Magiczne rytuały, pod wpływem których córka zaczyna ziewać i zasypia.

Oczywiście wiem, że są tatusiowie, którzy – częściej lub rzadziej – usypiają swoje dzieci. Nie o nich i nie do nich skierowany jest ten tekst. Pisząc, myślałam przede wszystkim o tych rodzinach, w których dzieci są kładzione do snu głównie przez mamy. Takich rodzin spotykam w swojej pracy sporo.

Zacznijmy od odpowiedzi na pytanie, jak to się dzieje, że mama staje się jedyną osobą usypiającą malucha? W pierwszych miesiącach życia jest zupełnie naturalne, że karmione piersią dzieci zazwyczaj najłatwiej zasypiają w trakcie jedzenia lub tuż po nim. I choć zawsze uważałam, że natura trochę niesprawiedliwie to urządziła dając tylko matkom możliwość karmienia piersią, to jednak przy takim układzie siłą rzeczy to one usypiają dziecko. Przy karmieniu butelką oczywiście mamy większą możliwość wymieniania się i tutaj częstotliwość z jaką tata włącza się w rytuały przed snem zależy bardziej od decyzji rodziców czy organizacji życia domowego.

Tak więc czasem to, że jedyną osobą, którą dziecko kojarzy z usypianiem jest mama, ma swoje źródło w sposobie usypiania (tylko przy piersi). Ciekawe jest to, że w miarę upływu czasu, nawet już po odstawieniu od piersi, często mama dalej usypia sama. Wynika to zapewne z faktu, że przy utrwalaniu nawyków związanych ze snem dziecko przyzwyczaja się również do tej osoby, która je zwykle kładzie i po pewnym czasie tylko ją kojarzy z zasypianiem – podejmowane próby wprowadzenia ojca kończą się płaczem protestu ze strony dziecka, co powoduje jego zniechęcenie i wycofanie się: „tobie jednak wychodzi to lepiej skarbie”. Czasem ojcowie nawet takich prób nie podejmują a aktualny stan rzeczy trwa niejako siłą przyzwyczajenia i nikt właściwie nie wyobraża sobie, aby mogło być inaczej. Podobny mechanizm działa w przypadku dzieci karmionych butelką i usypianych przez dłuższy czas tylko przez mamę.

Czasem mamy zwyczajnie uważają, że co do zasady robią wiele rzeczy lepiej (sama czasem muszę zaciskać usta, aby nie skomentować rajstop włożonych dziecku tył na przód czy umycia zębów jednemu szczoteczką należącą do rodzeństwa, tak więc rozumiem o co chodzi) i trochę nie chcą przekazać usypiania tacie. W sytuacji, gdy w usypianiu osiągnęły najwyższy poziom zaawansowania, nie widzą po prostu opcji, aby ktoś mógł je zastąpić.

Czy jeśli dziecko usypia tylko z mamą, to jest to jakiś problem? Jeśli wszyscy są w tym układzie zadowoleni, to naturalnie że nie. W moich licznych rozmowach z rodzicami dość często jednak spotykam się z tym, że całkowite scedowanie rytuałów sennych na jedną osobę, powoduje jej znaczne obciążenie: zarówno psychiczne jak i fizyczne. Psychiczne, ponieważ świadomość, że jest się JEDYNĄ osobą, która jest w stanie skutecznie uśpić dziecko, jest wyczerpująca. Co w sytuacji, gdy muszę wyjechać? Albo po prostu mam ochotę wyjść wieczorem? Nie wspominając już o różnego rodzaju wypadkach losowych. Naprawdę wcale nie tak rzadko widuję przerażenie na myśl o tym, że za chwilę mama będzie jechała do szpitala urodzić kolejne dziecko i kto wtedy uśpi Jasia??? Od strony fizycznej, brak możliwości przekazania dziecka w ręce drugiej osoby wieczorem, szczególnie jeśli spędziło się z nim cały dzień, oznacza brak tych dodatkowych chwil wytchnienia, które są tak potrzebne do „naładowania akumulatorów” – zwłaszcza jeśli ma się w perspektywie noc z licznymi pobudkami.

Jaki jest więc idealny układ? Nie ma takiego jednego, uniwersalnego, ponieważ każda rodzina, każdy rodzic, dynamika czy organizacja domowa są inne. Jeśli jednak mama czuje się przeciążona będąc jedyną osobą, która przez całą dobę kładzie dziecko spać a tata jest dostępny (to znaczy jest w domu w wybranych porach usypiania), to na pewno warto porozmawiać i wypracować takie rozwiązanie, które będzie dla nas optymalne. W niektórych rodzinach (na przykład w moim domu, gdzie oboje pracujemy zawodowo na pełen etat) sprawdza się dobrze opcja „pół na pół” czyli jednego dnia kładę dzieci ja a następnego ty, naprzemiennie. Widuję też takie rozwiązanie, że gdy mama opiekuje się cały dzień dzieckiem czy dziećmi, kładzie je na drzemki itd. wszystkie wieczory należą do ojca. Czasem, z uwagi na obowiązki zawodowe, w tygodniu czy nawet w weekendy jeden z rodziców kładzie dzieci „z doskoku”, ponieważ po prostu nie ma innej możliwości organizacyjnej.

Po ustaleniach, kolejnym krokiem jest przejście do działania a więc – JAK włączyć tatę w usypianie, jeśli na jego widok dziecko osiąga maksymalny stan pobudzenia („Tata? Hurra, będzie niezła zabawa!”) lub wręcz przeciwnie, wybucha płaczem („Przepraszam, niech ktoś zawoła mamę, jestem zmęczona i chcę spać!”)?

Najlepiej jest oczywiście, jeśli tata uczestniczy w usypianiu dziecka od samego początku, nawet jeśli dziecko najchętniej zasypia tylko przy piersi. W takiej sytuacji od czasu do czasu można uśpić dziecko inaczej: nosząc, bujając na rękach, tuląc itd. pomagając mu oswoić się po pierwsze z innymi sposobami usypiania a po drugie z tatą w roli usypiającego.

Jeśli dziecko mocno protestuje i płacze, ponieważ od wielu miesięcy było usypiane tylko przez mamę i taki sposób zasypiania ma mocno utrwalony (zazwyczaj dotyczy to dzieci powyżej 6 mż a w szczególności starszych, powyżej 12 mż z silnymi już nawykami), to początkowo może być konieczne wychodzenie mamy z domu w porze usypiania. Nie jest dobrym pomysłem wymykanie się ukradkiem, czy chowanie w innym pokoju – lepiej trochę wcześniej (np. przed kolacją) pożegnać się z dzieckiem i powiedzieć, że wychodzimy na trochę a dziś będzie naprawdę wspaniale, bo położy je tata. Po tym jak dziecko oswoi się z usypianiem przez tatę (zazwyczaj jest to kwestia maksymalnie kilku wieczorów), można zobaczyć, czy pozostanie mamy w domu na czas rytuałów nie będzie problematyczne – powinna pożegnać się z dzieckiem, dać ostatniego buziaka i tata już sam przechodzi do pokoju, gdzie dziecko śpi. Niezwykle ważne jest to, aby na tym początkowym etapie mama powstrzymała się od „wkroczenia do akcji”, gdy słyszy, że tacie nie idzie zbyt rewelacyjnie. Takim wejściem dziecku daje sygnał, że ona jednak najlepiej się nadaje do usypiania a tacie, że jest ofiarą losu i się nie sprawdza. Tata na pewno sobie poradzi, tylko potrzebuje trochę czasu i zaufania a dziecku nic się nie dzieje – jest przecież w najlepszych rękach na świecie i pod okiem osoby, która kocha je ponad życie!

Czasem zdarza się, że dzieci okresowo mają totalną „mamozę” albo „tatozę”, jak mówią rodzice. W skrajnych przypadkach oznacza to, że drugi rodzic praktycznie nie może dotknąć się do dziecka, bo jest lament – oczywiście także w porze zasypiania. Czy w takiej sytuacji „ustępować” czy raczej nie? To oczywiście znów indywidualna decyzja, uzależniona od tego, jak długo taki stan rzeczy się utrzymuje, jaki mamy podział innych obowiązków, czy mamy inne dzieci itd. U nas w domu normą jest, że kiedy ja kładę dzieci spać, to jest płacz, że „chcą z tatą” a kiedy kładzie tata, to „chcą mamy”. Wtedy zwykle mówimy, że tak bardzo uwielbiamy ich kłaść, że nie ma opcji aby kładł ten drugi rodzic :-)

Pracując na co dzień z rodzicami stale obserwuję, że umiejętność usypiania własnego dziecka daje ojcom ogromną satysfakcję, poczucie pewności siebie i jeszcze większej własnej wartości jako rodzica. Kiedy przekonują się, że usypianie nie jest żadną tajemną sztuką dostępną tylko mamom, włączają się w nie bardzo chętnie a wieczorne kładzenie malucha spać jest dodatkową okazją na bliskość i spędzenie z nim czasu, którego w ciągu dnia często nie ma zbyt wiele. A co mama może robić w tym czasie? No cóż, tu już nie pomogę :-) Kiedyś po zakończonej współpracy z jedną z rodzin dostałam smsa od mamy: „Nigdy nie zgadnie Pani gdzie jestem! U kosmetyczki! Chłopaki zostali sami a ja jestem taka szczęśliwa”.

To jak, kto dzisiaj kładzie Wasze dziecko spać?