To już rok…

…odkąd urodził się mój najmłodszy syn Franio. Działo się przez te dwanaście miesięcy, oj działo! Kiedy okazało się, że jestem w ciąży z Franiem byłam akurat w trakcie zdobywania mojego certyfikatu Baby Sleep Trainer’a. Amerykańskie i kanadyjskie koleżanki z grupy zareagowały z typowym dla tych nacji entuzjazmem i optymizmem: „Super!”, „Swietnie!”, „Będziesz super-mamą super trójki!”, „Dasz radę, będzie wspaniale!” i tak dalej, i tak dalej … Pokrzepiona ich zapewnieniami uwierzyłam, że w zasadzie trzecie dziecko to już samo się wychowa przy pozostałej dwójce a na nawet nie zauważę, że ono jest :-)

W jednym z najważniejszych tematów dotyczących niemowlaków – temacie spania – również wszystko zostało ustalone, jeszcze kiedy nieświadomy niczego Franciszek wiódł swoje niczym nie zmącone, błogie życie płodowe. Jak będzie ze spaniem? No generalnie wzorowo i bezproblemowo, jako syn pani DobraNocki Franio będzie „Super-Sleeper” i jeszcze „Champion Sleeper”, będzie otwierał swoje piękne, błękitne ślepka tylko przy pobudkach na jedzenie, a potem gruchając słodko szybko uśnie … Będzie spał nawet przy akompaniamencie młota pneumatycznego, bo mniej więcej taki poziom decybeli osiągają wrzaski jego starszego rodzeństwa przy zabawie czy kłótni. Taki stan rzeczy miało oczywiście zagwarantować moje doświadczenie i cała wiedza teoretyczna zdobyta w trakcie nauki w Family Sleep Institute. Poza tym czyż mój starszy syn nie śpi wzorowo sam, w swoim łóżeczku i pokoju od piątego miesiąca życia?

Tyle  w teorii :-) A potem nadszedł ten wyjątkowy dzień, kiedy nasz Francio przyszedł na świat i kiedy po zaledwie dwóch dobach w szpitalu pani położna z 30-letnim stażem stwierdziła, że jeszcze nigdy nie widziała noworodka, który by tak mało spał… Trafił nam się wyjątkowo trudny model, który z uporem i zacięciem godnym raczej zbuntowanego nastolatka niż niemowlaka, stawiał opór wszelkim próbom wprowadzenia jakichkolwiek zasad zdrowego snu.Spanie w łóżeczku? A dlaczego mam się mordować w swoim łóżeczku, kiedy o ileż przyjemniej śpi się w bujanym przez kogoś wózku (ale nie tak byle jak na odwal, tylko porządnie, aż będą jęczeć resory) na dworze albo na piersi mamy? Spanie w nocy? Kto powiedział, że trzeba spać w nocy skoro można włączyć światło i być noszonym przez rodziców? Samodzielne zasypianie podczas nocnych pobudek? A po co, skoro można ciumknąć mleka co 30 minut i dzięki temu błogo odpłynąć w krainę snu? A że mama wygląda jak żywcem wzięta z serialu „Walking Dead”? No cóż, to się chyba nazywa „trudy macierzyństwa”, tak?

Ponieważ przez pierwsze tygodnie (do ok 6-8 tygodnia) życia noworodka, dziecko jest niedojrzałe, nie ma wykształconego rytmu okołodobowego, nie wydziela się „hormon snu” czyli melatonina i nie rozróżnia dnia od nocy, to tak naprawdę niewiele można zrobić poza przystosowaniem się do sytuacji i podjęciem wysiłku, aby dziecko spało jak najwięcej za wszelką cenę. Niektórzy mają szczęście i ich noworodki po prostu przesypiają ten trudny okres, nasz Franek do nich niestety nie należał. A więc dostosowaliśmy się, bujaliśmy, nosiliśmy i karmiliśmy – jak się wydawało – bez końca … Nasz Franio nie był „Super Sleeper’em”, był „Tym-którego-imienia-nie-wolno-wypowiadać” zbyt głośno, bo budził go nawet dźwięk spadającego liścia. Wydawało się, że nie damy rady, że ktoś z nas wyjdzie z domu po gazetę i nie wróci, albo nasze zdjęcia pojawią się na pierwszej stronie „Faktu” czy innego „Super Expressu” z nagłówkiem „Cała rodzina P. zwariowała”, kiedy około 7 tygodnia życia… pojawił się w końcu! Wspaniały, no może nie wynagradzający tak zupełnie wszystkiego, ale całkiem sporo – pierwszy, świadomy uśmiech Franciszka, który zaczął nas rozpoznawać!

Ten uśmiech na widok znajomych twarzy, był oznaką tego, że Franek z jęczącego tobołka zaczyna pomału zamieniać się w istotę socjalnie świadomą. Wprawdzie nie znaczyło to, że już możemy skoczyć razem do kina czy na imprezkę, ale było kamieniem milowym w jego rozwoju pokazującym, że nasz noworodek dojrzewa biologicznie i staje się niemowlęciem. Podczas gdy w pierwszych tygodniach życia skupialiśmy się na przetrwaniu (triathlon przy tym to bułka z masłem) i nie musieliśmy się przejmować tym, że wpoimy Franiowi złe nawyki związane ze spaniem, ten 7 tydzień, to już był odpowiedni moment na wprowadzanie podstawowych zasad zdrowego snu. Jak nam poszło? Było trudno,był pot i łzy, były chwile zwątpienia. Czy Franek śpi fenomenalnie? W jego pierwsze urodziny muszę przyznać, że nie, ale zasypia sam w swoim łóżeczku, śpi całą noc i budzi się o przyzwoitej godzinie – akurat, żeby obudzić nas w porę do pracy, szkoły i przedszkola. No, OK, może nie potrzebujemy aż TYLE czasu rano, żeby się wyszykować, ale Franio nie chce, żebyśmy się spieszyli ;-)


Komentarze: 2 ;

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *