W oparach niewyspania – czyli każdego może spotkać regres

Jeśli czytacie te słowa, to na pewno wiecie co to znaczy mieć za sobą nieprzespaną noc. Może nawet nie pamiętacie już kiedy ostatnio trafiły się Wam 3-4 godziny ciągłego snu, bo jesteście w nocy wielokrotnie „wzywani” przez swoje dziecko, które nie chce, albo nie wie jak ma zasnąć. Wywołany niewyspaniem ból głowy rozsadzający czaszkę, agresywne myśli lub nawet słowa pod adresem Bogu ducha winnego sąsiada/współmałżonka/partnera, czy nieoczekiwane wybuchy płaczu gdy ktoś życzliwy pyta: „no jak tam u was, wszystko dobrze?” pojawiają się u Was raz na jakiś czas, albo właściwie zdążyliście się już do nich przyzwyczaić.

Już dawno nie miałam okazji tego wszystkiego doświadczyć, ale kiedy dziś rano wstałam nieprzytomna ze zmęczenia, po raz kolejny odczułam głębokie zrozumienie dla wszystkich rodziców, którzy w głębokiej desperacji zwracają się do mnie z nadzieją, że pomogę przywrócić spokój i dobry sen w ich rodzinie. Szczerze powiem, że nie wiem jak przetrwam dzisiejszy dzień, bo kiedy się nie wyśpię nadaję się raczej do izolatki niż do życia z innymi ludźmi. No i to wrażenie jakby waty czy mgły w której się poruszam, otępiałe zmysły i rozum, który śpi – tak dziś wyglądam…

Fakty są takie, że mój dwuletni Franio śpi bardzo słabo od kilku nocy. Zaczęło się od infekcji, która powodowała kilkukrotne pobudki w ciągu nocy i słabe, krótkie drzemki w dzień. Franio czuje się już dobrze i nawet była jedna bardzo dobra noc od czasu jak pojawiła się choroba, ale noc miniona była znów koszmarem. Płacze, wołanie, żądanie właściwie nie wiadomo do końca czego: „mama!”, „tata!”, „piciu!”, „siku!” a nawet „kupę!” w akcie desperacji, kiedy po raz setny cierpliwie staraliśmy się powtarzać naszą mantrę „Franio śpij, jest noc”. Nerwowa atmosfera, pokrzykiwanie na siebie nawzajem i próby znalezienia przyczyny, gdy nocna przerwa zaczęła się już przeciągać do dwóch godzin: „pewnie mu za zimno”, „a może mu gorąco”, „nie dawaj mu już więcej pić, przecież przed chwilą się napił”, „do cholery to ty jesteś panią Dobranocką, wymyśl coś!!!”. Do rękoczynów i deklaracji rozwodowych nie doszło, ale było blisko :-)

Dlaczego chociaż choroba Franka szczęśliwie minęła, to pobudki pozostały? Dziesiątki rodziców zwracają się do mnie z tym problemem, wracają ci, z którymi kiedyś wspólnie udało nam się osiągnąć sukces. Infekcja, ząbkowanie itp. – kiedy dziecko źle się czuje robimy wszystko, aby przynieść mu ulgę i pomóc komfortowo przetrwać ten trudny czas – to naturalne i jak najbardziej prawidłowe. Problem tylko polega na tym, że gdy dziecko wraca do formy, to pewne przyzwyczajenia, które w tym czasie się wykształciły – zostają. Niestety nawyki tworzą się błyskawicznie (dlaczego więc pozbywanie się ich idzie tak powoli i z takim trudem ???!!) – wielokrotne podawanie picia w nocy, usypianie na rękach czy w łóżku rodziców, kiedy dziecko już wcześniej zasypiało samodzielnie i u siebie w łóżeczku, to przykładowe typowe objawy „regresu” pojawiającego się np. po chorobie.

Co zatem robić? Jak wyjść z tego impasu, aby nasza rodzina znów mogła spać dobrze – przecież było już tak pięknie …

Po pierwsze spokój, bo tylko on nas uratuje. Trzeba mieć świadomość, że to stan przejściowy i że nie jest on niczym niezwykłym.

Po drugie podjęcie działań „naprawczych” tak szybko jak to możliwe, a więc kiedy dziecko wróci już do zdrowia i dobrego samopoczucia – ma dobry apetyt i rozrabia jak zwykle. Każdy dzień czy tydzień zwłoki będzie oznaczał utrwalanie się „nowych” zwyczajów a pozbycie się ich będzie coraz trudniejsze.

Po trzecie, konkretne kroki. Jeśli dziecko jest już komunikatywne (w wieku ok dwóch lat lub więcej) można z nim porozmawiać i wytłumaczyć, że kiedy było chore, to rodzice przy nim byli przez całą noc, przynosili picie albo brali do siebie do łóżka, ale teraz jest już dobrze i znów może spać samo, ze swoim misiem czy królikiem, bo przecież jest już duże, dzielne i świetnie sobie da radę. Można okresowo wprowadzić nagradzanie np naklejkami za każdą samodzielnie przespaną noc przyklejanymi na specjalnie przygotowanym do tego celu arkuszu zawieszonym np na lodówce. Może trzeba będzie zakupić nową przytulankę, ab dziecko miało lepszą motywację do samodzielnego zasypiania (wiem, wiem, to przekupstwo jest po prostu :-)). Jeśli mamy dziecko młodsze, to może być konieczne „odświeżenie” umiejętności samodzielnego zasypiania przy pomocy jakiejkolwiek łagodnej metody, z której już np. wcześniej korzystaliśmy i przyniosła efekty – zwykle przy regresie efekty są szybsze niż kiedy zaczynamy naukę zupełnie od początku.

Po czwarte, to okropne słowo, za którym nie przepadają rodzice: konsekwencja. Musimy postępować cierpliwie i wytrwale dając dziecku jasno do zrozumienia, że stan wyjątkowy spowodowany chorobą w naszym domu już się zakończył i wracamy do naszych „starych” zwyczajów.

To chyba tyle jeśli chodzi o teorię, teraz pozostanie mi przetestować ją w praktyce. Dopiję piątą dziś kawę i będziemy musieli się naradzić jak dzisiejszej nocy stworzyć „wspólny front”, bo już najgorsze co może być, to skakanie sobie do oczu w obliczu sytuacji kryzysowej. Mam nadzieję, że wkrótce uda nam się odzyskać nasze „dobre nocki” – trzymajcie kciuki!

PS. Za ewentualne błędy w tekście przepraszam, to z niewyspania :-)