Przed narodzinami Stasia, byłam pewna, że ze wszystkim dam sobie świetnie radę – miałam przecież duże doświadczenie w pracy z dziećmi.  Życie utarło mi nosa – już po tygodniu wiedziałam, że jestem owinięta wokół małego paluszka mojego synka i że popełniam błędy,  których wcale nie miałam popełniać  Z czasem zaczęliśmy z mężem opanowywać sytuację, rozpoznawać potrzeby itd. Zaczęło się układać wszystko poza spaniem. Od pierwszych dni było ciężko, Staś budził się po 5 razy na jedzenie, jadł po 50 minut, wybudzał się,  płakał. Nie pomagały znane mi metody, rady wszystkich „mądrych” nie wnosiły niczego poza dodatkowym stresem. Miesiące mijały, synek trafił do naszego łóżka, a mąż w związku z pracą (koniecznością wysypiania się) musiał się przenieść do salonu. Pobudki zdarzały się po kilka/kilkanaście razy na noc, usypianie trwało czasem nawet po 2 godziny. Staś zasypiał ok. 23, czasem 24. Rano budziliśmy go, żeby wieczór nie odwlekał się jeszcze bardziej. Drzemki w ciągu dnia były nieregularne – często walczyliśmy z nagłymi napadami senności u synka (np. podczas spaceru), natomiast kiedy przychodziła pora snu, zaczynało się piekło. Smoczek był konieczny do zaśnięcia.

Pomijając permanentne fizyczne przemęczenie, nie wytrzymywałam nerwów,  kłótni z mężem, oddalenia. Wszystko okropnie mnie drażniło. Staś marudził całymi dniami, mimo że generalnie jest bardzo radosnym i kontaktowym dzieckiem.

Po 16 stu miesiącach męki, w akcie desperacji zaczęłam szukać pomocy w sieci. Jakaż była moja radość, kiedy trafiłam na stronę Pani Agnieszki! Nie zastanawialiśmy się z mężem nawet minuty, zadzwoniłam i tak zaczęła się nasza przygoda :)

Pisząc krótko – nastawiałam się na wojnę, płacz (mój i synka – bardzo się tego bałam) i nerwy. Pierwszego dnia (na nowych zasadach) usypianie trwało 30 minut –  Staś troszkę płakał i marudził, ale pierwszy raz zasnął sam (BEZ SMOCZKA!). Budził się 3 razy, po czym dalej zasypiał sam – ja przychodziłam tylko powiedzieć,  że jestem. Następnego wieczora nie płakał juz wcale, poopowiadał mi swoje historyjki,  pośpiewał i zasnął.  Przespał całą noc! I tak już zostalo! Okazalismy sie być „bardzo nudnymi klientami”, nasze codzienne raporty powtarzały się. Wszystko się poukładało – synek zaczął spać w swoim pokoju, skończyły się zarwane noce i i awantury, odzyskaliśmy z mężem siły i chęć do życia, a Staś nabrał sił do poznawania świata. Podsumowując: życie stało się dużo lepsze :) A to wszystko dzięki wspaniałej Pani Dobranocce! Dziękujemy z całego serca :)


Możliwość komentowania została wyłączona.

Koszyk0
Brak produktów w koszyku!
Kontynuuj zakupy
0