Nareszcie dobre noce z DobraNocką :-)

Marzyłam o dniu, w którym będę mogła napisać tę opinię, odkąd po raz pierwszy weszłam na stronę DobraNocki i z zapartym tchem czytałam opinie innych rodziców tam umieszczone.

Marzyłam, bo jakże mocno pragnęłam, aby mój Franio też spał w nocy, jak dzieci, które przeszły Indywidualny Plan Zasypiania. Czytając te opinie (a przeczytałam wszystkie!), czytałam o sobie, o naszej rodzinie. I zawsze był ten moment przełomowy – moment radości, kiedy rodzice pisali: „śpi, nie płacze, nie budzi się, a my odzyskaliśmy normalność w codzienności”.

Do 2 sierpnia b.r. ani Franio, ani ja, nie przespaliśmy żadnej nocy. Żadnej! A miał wtedy 13 miesięcy! Raz było mi dane spać do 3 w nocy. Obudziłam się przestraszona, co się dzieje i pytałam męża, czy ja karmiłam. Szczęście trwało do 3.30, bo wtedy moje największe Szczęście już zapłakało.

Do ósmego miesiąca Franio zasypiał tylko na rękach. Nosiłam go, tuliłam, śpiewałam. I tak, czasem przez półtorej godziny. Odłożyłam, a on za 10 min się budził. W dzień, na I drzemkę zasypiał tak samo, a na drugiej spał tylko na spacerze. Chodziłam, więc po 2 godziny na dworze po to, żeby się wyspał. Jego sen był dla mnie ważniejszy niż słota, deszcz, śnieg czy mróz. Byłam przerażona, kiedy miał gorączkę i nie mogliśmy iść na spacer, bo jak on zaśnie?? No jak? Za radą najbliższych, wstawiliśmy wózek do pokoju i przy muzyce zasypiał. No tak, jeszcze muzyka! Przecież w nocy, gdy się budził, nosiłam go czasem przez 40 minut, czasem 1 godzinę przy muzyce z telefonu. A budził się wtedy 4 – 5 razy. Czasem wybudzał się na 2 godziny i nie chciał zasnąć. W czasie drzemek, tych w domu, było podobnie. Budził się po 2-3 razy, w ciągu 1-1,5h.

Od ósmego miesiąca, spróbowałam, bez większych nadziei, usypiać go leżąc przy nim w naszym łóżku. Wtedy dawał się jeszcze odłożyć do swojego łóżeczka. Tylko po to, by do 22-22.30, trzy razy się obudzić. I wtedy na dolulanie chodził tata, jeśli był w domu. Jeśli był w pracy, zwykle nie miałam czasu nawet na kolacje. Od tego czasu, zdarzały się sytuacje, że zasypiał przy piersi. To był komfort, jeśli tylko dał się odłożyć. Na pierś budził się (do 11 miesiąca) po 5 razy, później 4. Rozmawiając z p. Edytą, tydzień przed jego roczkiem, karmiłam go jeszcze 3 razy w nocy, a budził się wtedy po 10-12 razy! To był najgorszy okres w naszym życiu. Już nie dawał się odłożyć do łóżeczka. Podejmowałam czasem trzy próby przy jednym wybudzeniu. Płakał, gdy brał go tata, a ja nie miałam siły. Pamiętam, jak zaczęłam na łóżku płakać z bezsilności… Drzemki stały się jeszcze gorsze, bo musiałam leżeć z nim po dwie godziny w naszym łóżku, wtedy spał. Odłożony do łóżeczka, budził się po 20 minutach. Najgorsze, że ja nie potrafiłam z nim spać. Martwiłam się, czy jest mu wygodnie, bo był mocno wtulony we mnie, czy mi nie spadnie. I zamartwiałam się, ile w domu nie zrobione. Kiedy przygotować obiad, posprzątać, zadbać o siebie. Chwili dla siebie nie miałam żadnej. Z czasem nie było lepiej, było znacznie gorzej! Noc z 4-5 pobudkami uważałam za dobrą, przy 10-12 to niewiele. Jak funkcjonowałam? Chyba organizm matki sam się dostosowuje i wytrzyma wiele.

Mieliśmy, przynajmniej taką miałam nadzieję, zacząć w lipcu. Nie udało się. A czekałam na lipiec z nadzieją na zmiany. Ostatecznie zaczęliśmy 01.08. Dla mnie był to też znak, bo przez 19 lat z rzędu (do ubiegłego roku, kiedy był już Franio) wychodziłam właśnie 01.08. na pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę. Byłam przerażona. Czy wytrzymam płacz Frania?  A ja, o dziwo, byłam bardzo spokojna. Powtarzałam sobie, że robię to dla niego, że nie dzieje mu się krzywda, że jestem przy samym łóżeczku, mówię do niego, dotykam, przytulam. Jestem. Zanim wyszłam, obudził się dwa razy. Płakał już krótko. Za to mi chciało się bardzo płakać. Tylko słyszałam słowa p. Edyty, że jeśli będę niespokojna, przestraszona, to wtedy Franio będzie miał większe trudności w zaśnięciu, bo sam będzie się bał. Tej nocy obudził się tylko raz.

Na drugi dzień, na pierwszej drzemce płakał 5 minut, na drugiej – 1 minutę, a na noc (drugą w programie) ani chwili. I tę noc przespał pierwszy raz w życiu całą. Pani Edyta napisała „Franio zaskakuje szybkością nauki :-)” I od tej nocy mamy wspaniałe, przespane w całości noce. Gorzej wyglądają u nas drzemki. Raz wychodzą, raz nie. Martwi mnie to, ale jesteśmy konsekwentni i trzymamy się harmonogramu dnia i zasad programu.

Było ciężko, również, dlatego, że przez większość programu, realizowałam go sama, bo mąż był w pracy. Ale było warto! Nie miałam wsparcia w bliskich. Moja mam była przerażona, że Franio śpi „w ciemni” jak to ujęła, że jestem macochą, bo roczne dziecko przeniosłam do drugiego pokoju. To mi trochę podcinało skrzydła. Pojawiały się pytania, czy na pewno robię dobrze, czy nie krzywdzę najważniejszej osoby w moim życiu. Nie skrzywdziłam. A nauczyłam spać.

Mama mojego męża, odkąd urodził się Franio, za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, pytała czy Franio śpi w nocy. I sugerowała, że dawno już powinien spać, że jej dzieci spały, że pewnie jest głodny (a jadł po 5 razy w nocy), że może lepiej dać mu mleko modyfikowane niż karmić piersią. Było mi smutno. Obiecałam jej, że jeśli tylko Franek prześpi całą noc, poinformuję ją o tym osobiście. I poinformowałam. Zadzwoniłam na drugi dzień. Przyznała, że nie wierzyła, że ta „kołysanka” czy „niania” czytaj Dobranocka :-) coś pomoże. Gorzej, mówiła mi przed programem, że wymyślamy, że przecież będzie płakał, a ma przepuklinę pępkową i żebyśmy jej Frania nie skrzywdzili, bo się o niego martwi. Zapytałam tylko, czy myśli mama, że ja się nie martwię? Właśnie, dlatego, że się martwię, wchodzimy w ten program. Bo płakał każdej nocy od urodzenia, nawet po kilkanaście razy. A teraz śpi. Jestem z niego dumna! Mąż stwierdził w trakcie programu, że zapłaciłby i 2000 zł za udział w programie, bo odzyskaliśmy życie. I spokój. Czas dla siebie. Bo wcześniej siedzieliśmy po cichutku w kuchni i chodziliśmy na każde wybudzenie Frania.

Jeśli jesteś zrozpaczonym, przemęczonym rodzicem, który nie przespał żadnej nocy od urodzenia dziecka, uwierz, że to się może zmienić. Potrzeba tylko i aż dużo konsekwencji, sumienności, czasu oraz odwagi i gotowości na zmianę. U mnie się zmieniło, Franio śpi zwykle od 19 do 7 rano bez żadnego wybudzenia. Czasem raz zakwili, ale trwa to dosłownie 5 sekund i sam potrafi zasnąć ponownie. Jesteśmy szczęśliwi. I to szczęście może być Twoim udziałem.

Mama Frania, Joanna