Było nam bardzo cieżko podjąć  decyzję o współpracy i zbieraliśmy się do niej 3 miesiące. Obawialiśmy się płaczu Frania, tego, ze będzie miał zaburzone poczucie bezpieczeństwa, będzie czuł się porzucony. Miałam mocne przekonanie, że trzeba reagować na potrzeby dziecka, niezależnie od własnych potrzeb, zmęczenia i poczucia komfortu. Ale po 11 nieprzespanych miesiącach, kiedy synek budził się co dwie godziny, a bywało, ze co godzinę lub pół, koniecznie już trzeba było coś z tym zrobić. Dziecko się przyzwyczaiło do tego, ze śpi z tatą lub mamą i wiadomo, ze samo się nie odzwyczai od „dobrego”. Niby w ciągu dnia był uśmiechnięty, zawsze mało płakał, ale np. rano po przebudzeniu często nie mógł się na niczym dłużej skupić, szukał pocieszenia. W ciągu dnia zasypiał w najprzeróżniejszych porach, a zaplanowanie posiłków, spacerów i rozrywek było szalenie trudne. Obawialiśmy się też, ze tak naprawdę się nie wysypia, nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału, bo jest zmęczony – w nocy ciągłe pobudki, w dzień dwie półgodzinne drzemki.  Przy tym mieliśmy też poczucie, że wcale nie musi tak być i że rady „niektóre dzieci tak mają”, „odstaw od piersi to zacznie spać”, „po pół roku/7 miesiącach/roku sam zacznie przesypiać noce” są delikatnie mówiąc lekko naciągane.  Na sztuczne mleko synka przestawiać nie chciałam, samoistne przestawienie się na przesypianie nocy też jakoś magicznie nie następowało, a wręcz było coraz gorzej.

Pierwsza noc nauki samodzielnego zasypiania była bardzo trudna. Następnego dnia pełna emocji rozmowa z Panią Dobrą Nocką i decyzja, ze jednak próbujemy dalej. Oczywiście dalej przez wiele dni miałam wątpliwości: czy dam radę, czy nie krzywdzę synka, czy to przyniesie kiedykolwiek jakieś efekty… Pomogła mi obserwacja, ze Franio nie płacze, nie lecą mu łzy, tylko protestuje krzycząc, bo przecież inaczej nie umie. Zacisnęliśmy zęby i z każdym dniem było coraz łatwiej, coraz dłużej spał, coraz szybciej sam zasypiał,  czego nie można powiedzieć o nas, bo ciągle nasłuchiwaliśmy, czy się nie budzi i czy żyje ;)

11 dnia nastąpił sukces! Franio przespał cała noc, nie chciał przytulania, nie chciał piersi. Chciał spokoju i odpoczynku od starych ;) Póki co, utrzymujemy tę pozytywną tendencję. Franio w dzień śpi po ok. 1,5 godziny i godzinę, w nocy zazwyczaj od 19.00 do 6.30, czasem zdarzają się pojedyncze pobudki, no nigdy nie bywa idealnie J. Jakość naszego życia też zmieniła się diametralnie, mam czas żeby odpocząć w ciągu dnia, zrobić coś dla siebie i powoli odsypiam te tragiczne długie nieprzespane miesiące.  Jako pracowita i super dobrze zorganizowana osoba „dawałam” radę, ba, było zawsze posprzątane, ja umalowana, dziecko najedzone, na spacerze i super zabawione. Ale odbywało się to ogromnym kosztem, który dopiero teraz, kiedy zrzuciłam go z siebie, jestem w stanie ocenić. Szkoda, ze od początku nie wiedziałam o rytuałach, schematach zasypiania, to macierzyństwo, takie przecież samo w sobie ciężkie i stresujące na początku, mogło wyglądać dużo fajniej. Ale ważne, ze teraz wreszcie wygląda to normalnie, ja jestem wypoczęta, Franio wyspany i śmieje się od rana do nocy. I piję wreszcie ciepłą kawę! I CAŁE wieczory są dla mnie (no prawie, tylko to prasowanie, szybkie ogarnianie domu, i już można się zrelaksować ;). A przespanie jednym ciągiem 8 godzin:  BEZCENNE.


Możliwość komentowania została wyłączona.

Koszyk
Brak produktów w koszyku!
Kontynuuj zakupy
0